Felietony > Na wspak

Miałam sen, sen się skończył

Budzić się rano i starać się odtworzyć sen po to, żeby uporać się z podejrzeniem, że sen powiedział o nas więcej, niż chcemy na jawie wyznać.Czesław Miłosz, Nieobjęta Ziemia

Kasia FrukaczWczesną wiosną, mniej więcej w drugiej klasie gimnazjum, miałam sen. Śnił mi się Mariusz Czerkawski hasający rubasznie po zielonej łące, pod rączkę z ówczesną miss Polski. Zbiegali razem z absurdalnie trawiastego wzniesienia – Mariusz w kompletnym hokejowym uniformie, jego towarzyszka dla odmiany w falbaniastej sukni ślubnej. Mariusz wywijał w niebiosa monstrualnym kijem do gry, miss Polski natomiast zarzucała welonem w blasku zachodzącego słońca. Czy zbiegli na dół cali i zdrowi – tego nie wiem. Obudziłam się troszkę za szybko.

***

Istotą snów jest ich oczywista irracjonalność i – powiedzmy sobie szczerze – pewna wstydliwość. Gdyby wedrzeć się zdradziecko w głąb czerepu śniącego, pokonać rączo zawiłe zwoje mózgowia i dotrzeć do ponurych czeluści pozbawionego wszelkiej cenzury umysłu – odnaleźlibyśmy utajone ludzkie pragnienia w najczystszej postaci. Marzenia senne sprowadzają się do halucynacyjnego spełnienia skrytych popędów, tłumionych w stanie pełnej świadomości. To nie moje – to Freuda. Jeśli wierzyć jego teorii, sny są rodzajem nieświadomej i niekontrolowanej autodemaskacji. Może więc dobrze, że 90% z nich zapominamy tuż po przebudzeniu.

Mój gimnazjalny sen, sprowadzony do freudowskich regułek, wypada dość przewidywalnie. Mogę oczywiście forsować tezę, jakoby dyskusyjna kombinacja hokeisty i tej najpiękniejszej powstała z zestawienia świeżych wspomnień – obejrzanego wieczór wcześniej w „Faktach” podsumowania meczu, bądź zapamiętanej z TVP transmisji wyborów miss. Ale byłoby to nudne i niegodne Freuda. Znacznie ciekawsze wydaje się założenie, że mym niecnym, skrywanym od dzieciństwa pragnieniem było wstąpić w związek małżeński z barczystym hokeistą – na łonie natury i w szałowej sukni, która upodobniłaby mnie do błyskających bielutkim uzębienia szkliwem oraz walczących o pokój na świecie estradowych piękności. Jest się czego wstydzić – wstydno mi zatem.

Sny, okraszone grubą warstwą obciachu i niedorzeczności, są mimo wszystko podręcznym bagażem doświadczeń człowieka – absolutnie osobistym i unikatowym, niedającym się łatwo zaszufladkować. W Domu dziennym, domu nocnym Olga Tokarczuk łapczywie kolekcjonowała sny innych ludzi, poszukując w każdym z nich odrębnego pierwiastka cudowności. Nieprzypadkowo marzenia senne przybierają formy surrealistyczne, w których warstwa codzienności płynnie przechodzi w groteskową cudaczność. Ta dość górnolotnie opiewana magia snów jest fenomenem nie tyle wskutek własnej nieszablonowości, ile podatności na dowolne interpretacje. Wiesław Myśliwski w Traktacie o łuskaniu fasoli burzy czytelnikowi spokój ducha sugerując, że nie zawsze człowiekowi śnią się jego sny. Mogą mu się śnić np. sny zmarłych lub tych, którzy dopiero przyjdą na świat. Czemu nie? Dziwności w dziwnym nigdy dość. Jest coś pociągającego w refleksji Myśliwskiego, który wskazuje niezbicie na interaktywny charakter snów i obecność drugiego człowieka – nazwanego bądź nie – w tych niekontrolowanych wizjach.

Autor „Traktatu” przekonuje: każdy chciałby wiedzieć, jak się komuś śni.

***

2 czerwca 2003 r. korpulentna gospodyni domowa z Arizony miała sen. Śniła jej się łąka, na której stuletni wampir-piękniś rozmawiał z nastoletnią dziewczyną. Dialog dotyczył kwestii problematycznej – wampir wyznawał dziewczynie, że okrutnie ją kocha, ale bardzo by chciał skosztować jej krwi. Stephenie Meyer wyśniła trzynasty rozdział „Zmierzchu” ku uciesze swojego wydawcy i globalnej społeczności wampirycznych nastolatek, a ku rozpaczy krytycznych recenzentów i ludzi pióra. Ze snu miał zamiar zbudzić ją Stephen King, który w niewybredny sposób dał mediom do zrozumienia, że od wegańskich krwiopijców woli Harry’ego Pottera. Na nieszczęście Stephena, „Zmierzch” się sprzedaje w tempie zatrważającym, więc póki co – koszmar trwa nadal.

***

Postrzeganie snu w kontekście rynkowej ekspansji nie jest niczym nowym. Luis Buñuel większość swoich filmów oparł na fragmentach całkiem osobistych snów (sądząc po wydźwięku i natężeniu drastyczności – chodziło raczej o fragmenty koszmarów). Sam przyznał, że właśnie tej ekstrawertycznej postawie zawdzięcza zbliżenie do stylistyki surrealizmu. Hiszpański reżyser nie miał równocześnie zbyt wielkich oporów, by podkreślać przedmiotowe podejście do marzeń sennych. Jeśli film będzie za krótki, to dołożę sen – deklarował, sprowadzając artyzm nocnych wizji do prozaicznej roli ekranowego zapychacza. Zupełnie inaczej traktuje tę kwestię David Lynch, którego dzieła odznaczają się onirycznym, udziwnionym do granic możliwości, klimatem „ogólnie niepojętym”. Twórca Dzikości serca przekonuje, że nie mógłby wyreżyserować filmu inspirowanego własnym snem, ponieważ woli mieć nad wszystkim kontrolę: Lubię zanurzać się w świecie magii, ale tym stworzonym przeze mnie. W świecie, który sam wybrałem i w którym wszystkim kieruję. Bez wątpienia sny ciężko kontrolować.

Równie ciężko zamknąć sen w ustalonych ramach – czy to filmowego kadru, czy książkowego rozdziału. Sen ekranowy, papierowy, na płótnie bądź taśmie mimo wszystko traci ekspresję i ulega przymusowemu spłyceniu. Rzecz jasna nie próbuję tym samym wmówić czytelnikowi, że moja kilkuzdaniowa interpretacja sennej wizji ewentualnego małżonka – w kasku, naramiennikach, na łyżwach i z kijem – nie pokrywa się z pragnieniem faktycznym (ostentacyjne prychnięcie i tak zostałoby odebrane jako marna próba dyskredytacji własnych popędów – przyp. K.F.). Chodzi mi raczej o fakt, że zadziwiająca kompleksowość snu uniemożliwia jego wierne powielanie. Łatwo przy dekodowaniu sennych wizji o nadinterpretację bądź interpretację niepełną. W tym miejscu chylę czoła przed twórcami internetowych senników, którzy np. we śnie o gotowaniu bigosu dopatrują się absolutnie oczywistego znaku, że wkrótce urodzi nam się dzidziuś.

***

28 sierpnia 1963 r. na wiecu w Waszyngtonie Martin Luther King miał sen. Śnił o synach niewolników i synach ich właścicieli, siedzących wspólnie przy jednym stole, na czerwonych wzgórzach Georgii. Śnił o narodzie powstającym i wyznającym credo równości, a także o życiu czwórki swych dzieci w świecie, w którym nie będą sądzone po kolorze skóry. Sen Martina Luthera Kinga skończył się wieczorem 4 kwietnia 1968 r., na balkonie jego hotelowego pokoju w Memphis. Obudził go człowiek, który resztę życia prześnił w więzieniu.

***

Sny mają to do siebie, że kiedyś się kończą. Podobno istnieje naukowo potwierdzona metoda świadomej kontroli sennych wizji, a więc również ich świadomego kończenia. Sen jawny – tzw. LD – zakłada sytuację, w której śniący zdaje sobie sprawę z tego, że śni, i w ten czy inny sposób wpływa na treść generowanych przez umysł obrazów. Jeśli ktoś obejrzał Incepcję (i nie stracił rachuby po trzech pierwszych „zrywach”), to może sobie wyrobić jako takie pojęcie o kreacyjnym aspekcie funkcjonowania snu świadomego. Nie lada wyczynem jest już samo stworzenie świata przedstawionego w wizji, a co dopiero – eleganckie z niej wybudzenie. Może niekoniecznie warto polecać w tym wypadku rozwiązania drastyczne – jak skok szczupaka ze szczytu wieżowca, który mogliśmy podziwiać w Vanilla Sky. Mimo wszystko trochę szkoda rozstawać się z tą specyficzną formą niebytu, która dostarcza nam tyleż uciechy, co kłopotliwego zażenowania. Sny są piękne dlatego, że dają iluzję wszechmocy – złudną i krótkotrwałą wiarę, że możliwe jest dosłownie wszystko.

Tylko że trzeba się kiedyś obudzić.

***

Tekst by nie powstał, gdyby nie inspirujący sen bograczowego entuzjasty. Wypada o tym nadmienić, co też czynię. Dobranoc.

Katarzyna Frukacz
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćDzień jak co dzieńCichoWolność słowaSystem
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.