zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Powieści i opowiadania

Kosmiczna przemiana

Kosmiczna przemianaJest 4:30 nad ranem. Nagle usłyszałem długi, nieprzerwany dźwięk… czyżby to był mój stary budzik?! Po długim, niespokojnym śnie moje ciało odmówiło współpracy. Ale czemu wychodzi z niego tysiąc pięćset plastikowych rurek?

- Czy może ktoś mi powiedzieć, co się ze mną stało?

- Halo… Czy ktoś mnie w ogóle słyszy? Gdzie ja jestem?

Wokół widzę same znajome twarze. Zdaje mi się, że na chwilę otworzyłem ciężkie obolałe po niespokojnej nocy powieki.

Jest rodzina, znajomi, którzy wczoraj tak licznie zebrali się na moich … urodzinach. Wieczorem pomyślałem sobie, że gdy już zgasną światła, zniknie magia. Pragnąłem tylko zatrzymać tę cudowną chwilę, gdy byliśmy wszyscy razem.

Teraz jednak twarze tych wszystkich ludzi, którzy jeszcze wczoraj wydawali mi się tacy bliscy, nie są już tak uśmiechnięte i zadowolone. Nie rozumiem.

O! Widzę też jakiegoś mężczyznę w białym kitlu. Szepcze coś do mojej zapłakanej matki.

Ja sam jednak niczego nie słyszę, przemęczony i senny. Czuję się jakbym był obcym. Nikt nie zwraca na mnie dawnej uwagi. Wszyscy albo stoją jak mumie ze wzrokiem utkwionym w jeden punkt, albo biegają po korytarzu i żywo gestykulują.

- Halo… Halo… To ja, wasz Paweł przecież. Mamo, czemu nade mną płaczesz?. Nie lubię tego. Przecież dobrze wiesz.

Już późno. Próbuję wstać z łóżka. Tylko co ja mam na sobie? I gdzie jest moje ubranie, które wieczorem sobie uszykowałem na rano? Co to za piżama? Cuchnie szpitalem. Mam wrażenie jakby nie miała w ogóle ani zamka, ani guzików.

- Czy to Twoja robota mamo? To ty mi dałaś taką piżamę bez guzików? Jeśli tak to chyba rzeczywiście powinnaś pójść na krótki urlop i odpocząć.

Chcę się ubrać. Chwileczkę… ale co to?! To są moje ręce? To nie są moje ręce.

- Czy ktoś mógłby mi powiedzieć czyje to są ręce? A raczej czyje są te obślizgłe łapy jak u jakiegoś cuchnącego płaza? No nie. Tego już za wiele. Kim ja jestem?

Nie widzę na twarzy matki jakiejkolwiek reakcji prócz zdegustowanej miny jakby patrzyła na…jakiegoś KOSMITĘ z Ben 10. Zwykle to dawno zrobiłaby mi już wykład na pół dnia, co najmniej.

Jak mam niby ją ściągnąć - tą śmieszną piżamę, co? Nie mam pojedynczych palców. Ktoś mi robi głupie kawały czy jak? Coraz bardziej zaczyna mnie to irytować. Tysiąc pięćset rurek, rureczek. Jakieś woreczki przywiązane do tego.

Czyżby lekarz coś powiedział? Teraz nie tylko matka płacze, ale siostra wpadła w jakąś histerię. Wszyscy płaczą, a jeszcze wczoraj zanosili się śmiechem.

- Czy ktoś do cholery powie mi wreszcie, co się ze mną stało? Jedna flaszka i druga wiszą nade mną. Sączy się z nich jakiś płyn. Kap kap kap. Nie dosięgam wzrokiem by przeczytać, co tam jest napisane.

Teraz żałuję, że nigdy nie starałem nauczyć się czytać z ruchów warg i zwykłych ludzkich gestów. Wiedziałbym przynajmniej o co w tym wszystkim chodzi.

4:45. Nie podzielam smutku moich bliskich póki moja siostra nie spojrzała w ten głupi telewizorek, który obok mnie postawili, a z którego to lekarze na filmach odczytują stan pacjenta i w ostatnich sekundach ratują ludzkie życie.

Moja linia zdawała się być prosta. Nawet nie drgnęła.

Ale o to ktoś się zbliża. Jakiś człowiek i trzyma coś w obu dłoniach. Zaraz zaraz. Czy to są elektrowstrząsy?! Czy to jest jakiś głupi amerykański film? Czy to jest jakiś kawał?

- Halo…? Hej, człowieku w tym śmiesznym kosmicznym kombinezonie. Nie zbliżaj się do mnie.

Nagle zorientowałem się, że ten gość w tym śmiesznym kombinezonie to przecież nikt inny jak mój szef. A ten kombinezon ma metkę naszej firmy. NASA jak byk. Nigdy nie byli skromni. No super. Przyszedł ukarać mnie za to, że nie zrealizowałem dziś do końca jednego z jego śmiesznych projektów.

Nagle usłyszałem złamany głos matki:

- Synu, obudź się, słyszysz? Masz zamiar przespać cały dzień? W drodze do pracy miałeś zanieść mi buty do szewca. Wstawaj i nie wygłupiaj się.

Nic nie przychodzi do głowy. Czekam na wiatr. Nadal nie tracę wiary w marzenia. Z daleka widzę ludzi pijących kawę.

- Pijcie, pijcie za lepszy czas. W takich chwilach ten automat zbliża ludzi do siebie na nowo.

Przy tym automacie przeszłość musi ustąpić miejsca przyszłości. No, jest jeszcze jedna możliwość – wampiromania. Można ewentualnie żyć i nie żyć zarazem, i gapić się w sufit.

Ale co to za życie.

4:50. W tej właśnie chwili, ani sekundy dłużej lub krócej… dokładnie o 4:50 zdałem sobie nareszcie sprawę, że nie żyję i... co gorsza – jestem KOSMITĄ. Jestem wcieleniem własnego projektu.

Tylko co jest ze mną? Nie żyję i tak dobrze się czuję?

Nie, nie użalam się nad sobą. Nie żal mi tego, że zostawiłem tam dobrą posadę, kochającą rodzinę…

Nie żałuję. Wiem. Brzmi to strasznie podle. Miałem przecież wszystko. Stabilną pracę. Przyznam, że szef mógłby od czasu do czasu docenić moje starania i podnieść mi pensję chociaż troszkę za codzienne ślęczenie nad komputerem. No, ale w końcu zapłacił mi za okulary. No i ta szara strefa. To na dłuższą metę było nie do zniesienia w tej pracy. Czasem nawet praca sprawiała wrażenie, jakby konieczność istnienia trudna była do zniesienia. Widać to było na twarzach moich kolegów. Takieee halo a nic się nie działo. No i nie nauczyłem się grać na gitarze zębami. Nigdy nie obazgrałem ścian w moim pokoju, choć zawsze miałem na to ochotę. Nic nie zrobiłem, bo ciągle siedziałem nad abstrakcyjnym projektem, by wyrwać się z szarej strefy. Ale im dłużej nad nim siedziałem tym głębiej zanurzałem się właśnie w tą śmierdzącą nudą szarą strefę.

No, najwyraźniej trupy już tak mają. Zero emocji, zero strachu, jednym słowem: „żyć nie umierać” - …o przepraszam, chyba jednak biorąc pod uwagę moją obecną sytuację, sformułowanie: „żyć nie umierać” może się okazać wysoce niestosownym. Inne trupy mogłyby się przecież obrazić.

Przez chwilę wróciłem do jasności umysłu: jestem KOSMITĄ. Jestem tym, kim jestem i nic się nie zmieniło prócz tego, że z niewiadomych mi wciąż przyczyn nie żyję. Jestem tym, kogo fikcyjnie tworzyłem całe życie wmawiając sobie, że TO faktycznie istnieje, bo przecież NASA tak uważa. Co za idiotyzm.

Nie no, jest cool. Już nie muszę się o nic martwić prócz tego jak wyglądam. Przy moim wyglądzie firmy kosmetyczne lada moment ogłoszą upadłość. Ileż są więc warte ich starania? Zamiast kupę siana to kupę gnoju. Szkoda tylko, że mój głupi szef będzie się bogacić na nieszczęściu moim i mojej rodziny.

- Mamo, spójrz… ja latam. Nie smuć się więcej. Nareszcie prócz ohydnego czucia widzę swoją skórę. Możesz chwycić mnie za rękę? Ach, zapomniałem. Co to za ręka. Obślizgła i kosmiczna.

Zupełnie inaczej jest patrzeć na ten nędzny świat z góry. Tutaj wszystko wydaje się jaśniejsze i prostsze. Chętnie zabrałbym was do siebie, ale chyba każdy ma swój czas i swoje światełko.

No proszę. Jeszcze przed chwilą szamotałem się z głupią piżamą i szpotawymi łapami, by móc choć przez chwilę poczuć powiew świeżego powietrza, powiew świeżej wolności. A tu proszę, latam sobie jak ptaszek i podziwiam świat z innej perspektywy.

Zapadła cisza. Nikt już nie ma wątpliwości. Nie żyję, a razem ze mną mój głupi projekt. Wchodzi kilku gości w kombinezonach i maskach, jak przy jakimś skażeniu biologicznym.

O, jest nawet zwiędły kwiatek przy moim łóżku.

Tik tak. Zadzwonił budzik. Do pokoju weszła mama.

- Wstawaj synu. Czas do pracy. Dziś kończysz projekt. Zapomniałeś? Co chcesz na śniadanie?

Spojrzałem ze strachem na swoje ręce. Były to moje własne ręce! Co za ulga. To był tylko głupi sen.

Małgorzata Studzińska
Najpopularniejsze Powieści i opowiadania3. Gwałt27. Opowiadanie erotyczneNestor - Powieść minionych lat (rozdz. 1-7)1. Seks w pociągu pospiesznym2. Seks w pociągu osobowym
Najwyżej oceniane Powieści i opowiadaniaList do Ani z Zielonego WzgórzaHistoria pewnego zerwaniaGdzieś w ostatecznej krainie, część 39Rozdział 1. Witajcie kotySkąd wzięły się kolory na ziemi, czyli historia jak najbardziej prawdziwa
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialePlaża w Ksamil (Albania)Najwyżej oceniane:Narodziny
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.