Felietony

Konwencja przeciwko przemocy mentalnej

Jerzy lengauerRatyfikacja konwencji przeciwko przemocy w rodzinie zbiegła się z medialnymi informacjami o okropnych historiach, które dzieją się w Empikach. Przy tej okazji przypomniały mi się dwie sprawy. Pierwsza, że w Kętrzynie miał być otwarty oddział tej sieci księgarń (sklepów papierniczych? Sklepów z prasą? Sklepów z bibelotami?) i nawet widziałem gdzieś w Internecie ogłoszenie o naborze do pracy tamże. Druga, że już lata temu (jakże ten czas szybko mija, prawda?) sieć sklepów Biedronka miała problemy ze stosowaniem różnych form przemocy psychicznej ze strony przełożonych w kierunku podwładnych. Dochodziły informacje, że sprzedawczynie musiały siedzieć w pampersach, bo nie miały czasu wyjść do toalety, nie płacono za nadgodziny, pracowano nocami bez zadośćuczynienia zgodnego z kodeksem pracy, zmuszano do pracy fizycznej przekraczającej siły pracownic. Na ile to było prawdą, na ile nie, rozstrzygnął sąd. W Kętrzynie są dwie Biedronki i mają się nieźle. Empiku nie ma. I to chyba dobrze dla miejscowych księgarń i dwóch punktów z prasą.

W każdym razie zastanowiły mnie dwa słowa często powtarzane przy podawanych informacjach o ratyfikowaniu konwencji. Mianowicie, rodzina i tradycja. Pomyślałem, że od jakiegoś czasu, i to nie tylko w wielkich, czy nieco mniejszych korporacjach polskich metropolii mówi się o załodze, jako o rodzinie. Służyć to ma podobno zadzierzgnięciu więzi, poczuciu odpowiedzialności za pracę, uzyskaniu pewnej bliskości ze współpracownikami, traktowaniu pracodawcy nie tylko, jako wymagającego dostarczyciela obowiązków i skąpego płatnika miesięcznej czy tygodniowej pensji. Do tego wspólne pracownicze wigilie, wieczorki zapoznawcze, wyjazdy na grzyby, ogniska. Być może niedługo będziemy się spotykać w piątek wieczorem po pracy, żeby obchodzić wielkanocne niedzielne śniadanie albo z załogą wybierać się święcić palmę. Przepraszam za pewien cynizm, ale mam dziwne wrażenie, że dochodzi do absurdów, które w Japonii już lata temu spowodowały serię samobójstw a Stany Zjednoczone, które kopiowały japońską korporacyjność, zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że zjawisko korporacyjności jest niestety w wielu przypadkach niebezpieczne.

Polska oczywiście lubi powielać wzorce zachodnie, szczególnie amerykańskie. Być może to za dużo powiedziane, ale w kraju jest podatny grunt do wykorzystywania pracowników, biorąc za podstawy instrukcje wyczytane z książek o korporacyjnej psychologii, zapewne znajdujących się w biblioteczce każdego z wielkich pracodawców, nie pomijając prezydentów, starostów, burmistrzów i wójtów, stojących wszakże na czele swoistej korporacji, nazywanej często po swojsku rodziną. Pracownicy zwykle odpowiadają po cichu, szeptem, pokątnie, że to rodzina patologiczna. Lecz cóż, pracować trzeba. Bezrobocie wysokie.

Szukając porównań do przemocy w rodzinie, znajduję ot, choćby takie. Mąż znęca się psychicznie i fizycznie nad żoną. Zostaje zatrzymany. Po jakimś czasie wypuszczony. Wraca do domu. Jakiś wyrok w zawieszeniu. Nie ma, dokąd go wyeksmitować. Zatem dwie strony mieszkają w dalszym ciągu razem. Któregoś dnia mąż zabija żonę. O ilu takich przypadkach czytaliśmy? Zbyt wielu.

Pracodawca znęcając się psychicznie nad pracownikami, nie odchodzi z firmy. Odchodzi zwykle pracownik. Czasami na urlop, innym razem na zwolnienie lekarskie wystawione przez lekarza rodzinnego, ale na wniosek psychiatry, potem do sanatorium, w końcu, jeśli ma ogromne szczęście, to do innej pracy, na rentę, a jeśli szczęścia nie ma, bo nie została zdiagnozowana nerwica czy depresja powodująca choroby serca, odchodzi na zawsze.

Jakże łatwo udowodnić swoją władzę nad duszami. Pragnienie takiego panowania jest tak długie, jak historia ludzkości. Zaczynać można bardzo łatwo. I być cierpliwym. Wystarczy nie wstawać, gdy wzywa się do własnego gabinetu podwładnego. Wystarczy nie przepuszczać pracownic w drzwiach. Wystarczy nie kłaniać się pierwszy swoim pracownicom. Wystarczy krzyczeć na korytarzach zakładu pracy i przeklinać bez żadnych konsekwencji. Wystarczy rozmawiać z podwładnymi, wplatając w monolog najgorsze z wulgaryzmów. Wystarczy robić częste zebrania i w obliczu kilkudziesięciu pracowników wyszydzać jednego, dwóch. Na przykład: „(nazwisko pracownika) mogę zwolnić w każdej chwili, bo dam mu tyle obowiązków, że sam się zwolni”, albo „Będę tobą zamiatał ulice”, lub „Na twoje miejsce jest kilkudziesięciu młodszych”, „Umie pani tylko parzyć herbatę”. Co poza tym? Nie płacić za nadgodziny. Wymagać wykonania takiej pracy w tak krótkim czasie, że pracę zabiera się do domu. Obniżać pensję żonglując dodatkami, premiami. Rozwiązań mnóstwo. Wystarczy być pomysłowy jak ten jegomość w rodzinie od przemocy domowej. Bo to taka nasza tutejsza tradycja?

Jerzy Lengauer
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćDzień jak co dzieńCichoWolność słowaSystem
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.