Podobno wszystkie dania są jadalne, ale niektóre tylko raz. To samo dotyczy grzybów, które kocham miłością płomienną, a których niestety w Yorkshire mam niedobór. Niby spacerując po okolicy znajduję raz po raz jakieś samotne grzyby, ale jako totalny grzybowy neptyk (jeść kocham, gorzej ze zbieraniem i odróżnianiem gatunków) raczej podziwiam, nawet fotografuję, w myślach smażę jajecznicę z grzybami, ale zostawiam je w spokoju. Zresztą dzisiaj już więcej rzeczy nie wolno niż wolno i podejrzewam, że zza krzaka mógłby wyskoczyć jakiś urzędnik unijny i wlepić mi mandat. Poza tym mieszkam na terenie parku narodowego (Yorkshire Dales National Park), więc samowolne zrywanie czegokolwiek byłoby lekkomyślne.
Stąd też do grzybów raczej się ślinię oglądając gazety kulinarne, a w kuchni używam głownie suszonych - lepszy rydz (nomen omen) niż nic. Kiedy sobie przypomnę konsystencję zupy grzybowej, którą robiła babcia, to się rozpływam. A jak mi się zachce czegoś podobnego, to oszukuję się kremem z pieczonych bakłażanów. Ma bardzo podobną konsystencję, a pewna osoba poczęstowana tą zupą stwierdziła, że to grzybowa. Według mnie smaku grzybów nie da się podrobić, ale jesienią i zupa bakłażanowa ukoi moje serce.
4 porcje


Piekarnik nagrzałam do 180 stopni Celsjusza.
Bakłażany, pomidorki i nieobrany czosnek położyłam na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem, skropiłam oliwą, delikatnie posoliłam, zmieliłam nieco pieprzu, posypałam papryką. Piekłam przez około 15 minut, obracając warzywa w połowie pieczenia. Wyłączyłam piekarnik, uchyliłam drzwiczki i zostawiłam potrawę w środku, aby chwilę jeszcze poleżała w cieple.
Upieczone warzywa przełożyłam do garnka, upewniając się, że wszystkie soki i oliwa z pieczenia też się tam znalazły. Czosnek wycisnęłam z łupinek – pieczony ma słodkawy smak. Całość zalałam gorącym bulionem i gotowałam na małym ogniu przez około 15 minut. Następnie ściągnęłam z ognia, dodałam tahini i zmiksowałam ręcznym blenderem na gładką masę. Doprawiłam solą i pieprzem.
Można tę zupę serwować z kleksem śmietanki kokosowej albo jogurtu naturalnego.
Zmysły w kuchni:
Postanowienia noworoczne vs. codzienność, czyli jak przeżyć do końca świataNie wyrabiam! - czyli jak robię chlebRadykalizm w kuchni? (Linguine a la carbonara)Czereśniak, nie Tomek, a pyszny letni placekGorąco, ale jeść trzeba. Na przykład orzeźwiającą sałatkę.Jak arystokratka poślubiła wieśniaka, czyli czekolada i burakInstrukcja przetrwania kolejnej epoki lodowcowej - kurczakowy pajPobuczymy razem tej jesieni? - czyli zupa-krem z fasoliSmacznego Nowego Roku! (przekąski imprezowe) (7 zdjęć)Pociąg do Indii (w szczególności do kuchni, odczuwam ja i dziś po indyjsku gotuję)Nowe oblicze fast food - domowy burger wołowy (czyli nie było wcale szybko, ale pysznie)Mamma Mia! „Klasyka” kuchni włoskiej nie istnieje! (klasyczne tagliatelle alla bolognese)Ballada o lekkim zabarwieniu erotycznym (pałki kurczaka pieczone w orientalnej marynacie)Sernik grzechu wartGdzie jeść? „Kuchnia i Wino", PszczynaTruskawki dla dorosłych - truskawkowe gaspacho, nieco pieprzneBądźcie zachłanni, jedzcie surową cukinię! (Insalata di zucchine con menta e rucola)Ciao bella! Czyli znowu cukinia.Ksiądz się dławi i pomidory, czyli posiłek idealny (makaron strozzapreti z oliwą, pomidorami i pecorino)Gdzie jeść? "Maria Fontana", Poggio MoianoJesienią zamiast na grzyby, to na bakłażany (zupa krem z pieczonych bakłażanów)Mam ptaka i nie zawaham się go użyć! (przepiórka duszona w winie z cynamonem)Gdzie jeść? The Kitchin, Edynburg.Pierona, nie ma nudelzupy, a jest kac!Gdzie jeść? Tan Hill Inn, Reeth, SwaledaleJa kruszę, Ty kruszysz, może zima się w końcu wykruszy? (karmelizowane jabłka i gruszki pod kruszonką)Dla niemowlaków, bezzębnych i dla całej reszty też (dip marchewkowy z prażonym słonecznikiem) Obiad jak z pewnego skandynawskiego sklepu meblowego. Tylko lepszy.