Felietony

God Jul!

Wesołych Świąt!W kilku moich poprzednich tekstach wyrażałem się dość negatywnie na temat Norwegii i Norwegów. Tym razem chciałbym napisać coś w odmiennym tonie.

W mijającym roku dość często dało się słyszeć słowa takie jak uchodźcy, islamizacja czy poprawność polityczna. Cóż uchodźców – imigrantów Norwegia wciąż przyjmuje. Islamizacja kraju postępuje – no bo przyjmując tysiące młodych, jurnych wyznawców jednej religii do kraju, który coraz bardziej laicyzuje się i starzeje, oczywistością jest, że wyznawców tej religii przybywa i to w zastraszającym tempie. Pozostaje jeszcze kwestia poprawności politycznej. Ta również w Norwegii występuje i ma się dobrze. Dlatego na pochwałę zasługuje kwestia świąt Bożego Narodzenia. W krajach anglosaskich coraz częściej słyszy się o zastępowaniu słowa „Christmas” słowem wakacje. Sam dostałem w prezencie świąteczny krawat z bohaterem pewnej kreskówki z napisem „merry freakin' holidays”. Norwegowie w tej kwestii pozostali konserwatywni i dla świąt wciąż używają tradycyjnej nazwy „Jul”. Co prawda słowo to pochodzi z czasów pogańskich i pierwotnie nawiązywało do święta przesilenia zimowego, jednak przez ostatnie tysiąc lat zrosło się ono z chrześcijaństwem. Pogańsko-chrześcijańska nazwa z pewnością rani uszy wielu nadwrażliwców, mimo to Norwegowie w okresie świątecznym życzą sobie nawzajem „God Jul” (dobrego, udanego jul) zamiast „god ferie” (udanych wakacji), co moim zdaniem napawać może jakąś radością, że jeszcze nie wszystko zostało zaprzepaszczone.

Pozostańmy jeszcze przy kwestii Norwegii i wyznawców Mahometa, ponieważ chciałbym tutaj pochwalić Norwegów po raz drugi. Kilka tygodni temu czytałem, jak to świat islamu wyraził swoje oburzenie, gdyż w Czechach wydano „Szatańskie wersety” Salmana Rushdiego. Arabia saudyjska wezwała „na dywanik” nawet czeskiego ambasadora, aby oznajmić mu, że publikacja obraża islam i jego wyznawców. Tym większe było moje zdziwienie, gdy w bibliotece głównej w Oslo zobaczyłem na półce „Szatańskie wersety” po norwesku. Książka, przez którą zginęło kilka osób, przez którą podkładano bomby w redakcjach, a sam autor musiał się ukrywać, leżała sobie odłożona niefrasobliwie, okładką ku górze.

Postanowiłem podpatrzeć, jakie będą reakcje innych użytkowników biblioteki na zetknięcie z „wersetami”. I tu niespodzianka – niezależnie od koloru skóry, wyglądu czy ubioru, nikt zbytnio nie zainteresował się książką. Użytkownicy bibliotek w Oslo to prawdziwe multi-kulti. Koło „Szatańskich wersetów” kręcili się zarówno Norwegowie, Azjaci, Polacy, ale również śniade dziewczyny w chustach czy brodaci jegomoście w powłóczystych kreacjach. I nic, żadnej reakcji. Nikt nie wytykał palcem, nie oburzał się. Być może stało się tak dlatego, że do biblioteki przychodzą raczej ludzie inteligentni. Myślę, że w innym miejscu (np. witrynie sklepowej, przy ruchliwej ulicy) czy innych okolicznościach, reakcja przechodniów byłaby bardziej gwałtowna.

Mimo to Norwegom należy się szacunek za posiadanie takiej publikacji i nieukrywanie jej w magazynie. W katalogu elektronicznym wspomnianej instytucji znalazłem jeszcze „Szatańskie wersety” w języku angielskim i polskim... Jako ciekawostkę dodam, że w tej samej bibliotece wypożyczyć można również „Mein kampf” Hitlera w języku norweskim („Min kamp”), duńskim i tamilskim.

Ostatnia sprawa, którą chcę tu poruszyć, wiąże się z poprzednimi dość luźno, gdyż dotyczy broni palnej. W Norwegii dosyć łatwo o pozwolenie na broń – zarówno myśliwską, jak i krótką. Aby ubiegać się o pozwolenie na broń długą (również gładkolufową) należy przejść trzydniowy kurs i zdać państwowy egzamin – 50 pytań, z czego odpowiedzieć trzeba na 40. Pytania dotyczą przepisów łowieckich, bezpieczeństwa i znajomości fauny norweskiej. Nie ma egzaminu strzeleckiego, aczkolwiek podczas kursu jedne zajęcia odbywają się na strzelnicy. Kurs kosztuje 2500 koron norweskich. Nie trzeba mieć norweskiego obywatelstwa, a warunkiem jaki trzeba spełnić, jest ukończone 14 lat.

Z bronią krótką sprawa jest bardziej skomplikowana, gdyż należy się zapisać do klubu strzeleckiego. Można to zrobić równocześnie z zapisywaniem się na kurs. Oprócz teorii trzeba jeszcze spędzić odpowiednią liczbę godzin (około 30) na strzelnicy pod okiem instruktora. Po mniej więcej roku jest możliwość ubiegania się o promesę na zakup broni krótkiej (również z tłumikiem). Broń ma służyć do celów sportowych. Oznacza to, że nie jest dozwolone chodzenie z nią po mieście jak John Wayne, ale można trzymać ją w domu i legalnie przewozić między domem a strzelnicą. Cena kursu na broń krótką to 1500 kr. Tutaj także nie trzeba być obywatelem Norwegii. Nie potrzebne są również żadne opinie lekarskie czy psychotesty. Mimo to niewiele słyszy się w Norwegii o przestępstwach z użyciem broni palnej. Wyjątek stanowi sprawa A. Brevika i masakry na wyspie Utøya. Sprawca użył broni dostępnej legalnie w Norwegii. Z drugiej strony użył również materiałów wybuchowych wykonanych własnoręcznie z równie dostępnych i legalnych środków (głównie saletry).

Po masakrze rząd norweski zaczął rozważać wprowadzenie obostrzeń w kwestii posiadania broni krótkiej. Puki co obowiązują jednak wciąż stare zasady. Osobiście znam kilku Norwegów posiadających broń myśliwską, ale żadnego z bronią krótką. Inaczej sprawa wygląda z Polakami mieszkającymi tutaj, którzy zdają się rekompensować sobie brak dostępu do broni w Polsce. Tak czy inaczej, takie podejście do sprawy broni jest moim zdaniem znacznie zdrowsze niż to, które reprezentują polskie władze.

I to tyle, jeśli chodzi o tegoroczne wychwalenie Norwegii. Wszystkim czytelnikom, którzy dobrnęli do tego miejsca, życzę Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku – żeby był on dla nas lepszy niż wszystkie poprzednie!

 Snusmumriken
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćDzień jak co dzieńCichoWolność słowaSystem
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.