zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Powieści i opowiadania > Gdzieś w ostatecznej krainie

Gdzieś w ostatecznej krainie, część 25

Gdzieś w ostatecznej krainieEmanuel Mateusz Rostworowski w książce „Popioły i korzenie” tak pisze o XVIII wieku: charakteryzuje się laicyzacją czy też desakralizacją tej cywilizacji stawiającej przed sobą wizję „raju na ziemi. I Juliusz to widział. Wyczuwał to i dlatego odpowiedź jego jest potężna. Właściwie wszyscy wieszczowie dali odpór. Uświadomili sobie, że droga Oświecenia to droga donikąd. A w szczególności pozbawienie Polski jej chrześcijańskich korzeni, to wypuszczenie z niej najżywotniejszych soków. Kiedy w Nazarecie, Galilei, Jerozolimie rozpoczęła się „Nowa Epoka”, Polski jeszcze nie było. Po tysiącu latach ta fala, która rozchodzi się niczym kręgi po wrzuceniu kamienia do wody, przyszła do nas. I ukształtowała nasze życie, naszą historię na zawsze.

*

A w Oświeceniu człowiek uznał, że jest mądrzejszy od Boga i postanowił sam urządzić świat, na swój sposób. Na piedestale postawił Rozum. Idea ta skończyła się hekatombą. Miliony istnień ludzkich zapłaciło za eksperymenty różnych Dantonów, Robespierrów czy Marksów. Będąc we Francji, Juliusz obserwuje życie tego kraju, gilotyny i Marsylianki. On i Adam nie gloryfikują postępu, piszą o kraju kurhanów, dworków i płaczących wierzb. Kraju „cudownych obrazów”, gdzie dzieci proszą o szczęśliwy powrót taty. A Juliusz pisze:

O Polsko! Polsko! Święta! Bogobojna! Jeżeli kiedyś jasna i spokojna obrócisz swoje rozwidnione oczy na groby nasze, gdzie nas robak toczy; gdzie urny prochów pod wierzby wiosenne skryły się dumać jak łabędzie senne: Polsko ty moja, gdy już nieprzytomni będziemy, wspomnij ty o nas! O, wspomnij!

*

W Psalmie 10 jest taki wers:

... i aby człowiek powstały z ziemi nie siał już postrachu.

Właśnie. Człowiek, który z prochu powstał i w proch... Tak krótko trwa życie, chwilkę tylko. I ten człowiek taki kruchy, trzcina przecież uwierzy w swoją moc, wymyśli ideologię czarną, czerwoną czy jakąkolwiek i zaczyna się. Potem pomniki sobie stawia i cześć sobie każe oddawać. I postrach sieje. Ale nie każdy człowiek. Jest też człowiek, co uwierzy w Przedwiecznego i też moc ma w sobie. Ale ta moc jest inna.

*

„Ksiądz Marek” to pierwszy mistyczny dramat. Juliusz patrzy na dzieje jak mistyk. Widzi w nich rękę Boga. Widzi, że to, co się dzieje, to co się zdarza, zdarza się z woli i mocy Stwórcy.

*

Czuję, że to źle, że tak dawno do Stryjaszka nie pisałem, ale żeby tu kochany Stryjaszek był i widział, jak dużo zatrudniony jestem, jak z jednej lekcji na drugą idę tak, że nawet nie mam czasu iść na spacer, to by mi to moje uchybienie łaskawie przebaczył.

To pisze 11-letni Juliusz Słowacki. Zajęć ma niby dzisiejsze dziecko, które z jednych lekcji biegnie na drugie. A tu jeszcze angielski, niemiecki, karate. Głowa boli. Ale Julek żyje w XIX wieku. I co się okazuje, że wtedy dzieci też przeciążone nauką, że czasu nie mają, by do stryjaszków pisać.

No ale jeżeli się chce być wieszczem, jeżeli się chce „zjadaczy chleba przerabiać w aniołów”, to trudno. Trzeba się uczyć. No i trzeba mieć talent. Właściwie talent to rzecz numer 1.

*

Julek uczył się języków obcych. Znał angielski, francuski i niemiecki. W liście pisanym po francusku do Ludwiki Reitzenheim tak pisze:

Jestem bez sił. A jednak taki, jaki jestem, mogę przetrwać, jeszcze nie wiem jak długo. To smutne i ciężkie do zniesienia. Żegnaj Pani, wstaw się za mną skutecznie przed aniołami.

List jest marca 1849 roku. Został mu tylko jeden miesiąc życia. Ale mimo wszystko to zagadkowe zdanie „wstaw się... przed aniołami”, zastanawia.

*

Juliusz na krótki czas uwierzył szarlatanowi i uwierzył w szarlatana. Tak to o nim mówimy. O Andrzeju Towiańskim. Tyle już o nim napisano i o ludziach, których zwiódł. Juliusz najszybciej się wycofał z tego Koła. Adam został i przestał pisać. Ale jakąż osobowość i charyzmę musiał posiadać ten zwodziciel o twarzy i mentalności powiatowego rejenta. I kim był naprawdę?

Cel osiągnął w każdym razie. Jest na kartach naszej historii. Piszemy o nim, badamy go. Trwa w świadomości naszej. Ale o owocach trudno mówić. Są złe. Albo inaczej. Nie ma ich wcale.

Andrzeju Towiański – ktoś ty?

*

Ola Becu była przyrodnią siostrą Juliusza Słowackiego. Przez lata całe nasi wielcy poeci byli opisywani, jako ludzie żyjący ideą, ludzie nie mający innych problemów tylko jeden – Ojczyznę. To tak nie było. Przecież mieli matki, żony. Chociaż, co do żony Adama Mickiewicza – to wiadomo – tutaj jest pewien problem.

Wracając do Oli Becu. Ola żyła 28 lat. Zmarła w 1832 roku. Listy Juliusza z 1832 roku nie dają powodu, by uważać, że Juliusz bardzo przeżył śmierć przyrodniej siostry. Wspomina wprawdzie, że „okropnie jest myśleć, że kiedyś powróciwszy do was nie zastanę tylu osób... Wilno bez Olesi”. Ale zaraz następne zdanie jest takie: „Cieszę się, że mój portret przypomina mnie Mamie – ale muszę tu napisać, że teraz nie mam ani ciężkiego odetchnienia, ani obłąkanych oczu... panienka w Dreźnie kiedy mój portret zobaczyła, powiedziała, że piękniejszy jestem od niego”. Cały Juliusz, zapatrzony

w siebie. A przecież jeszcze dwa lata temu, w 1830 roku, pisał z Warszawy do Olesi: „Teraz kochana i zawsze piękna Olesiu, napisz mi co o twoich projektach: naprzód jaką będziesz miała na ślubie suknię – czy w kwiaty, czy w serca”.

Julek miał dwie siostry przyrodnie. Wychował się więc wśród kobiet. Był takim cherubinkiem, o czarnych oczach. Często płakał. Ale wyszedł z tego. W końcu jakoś dawał sobie radę bez bliskich. A może chciał się od nich raz na zawsze wyzwolić?

Salomea Becu, mama Juliusza, tak do niego w 1839 roku pisała: „Nigdy tak jak teraz nie pragnęłam twój los zabezpieczyć od wszelkich wpływów zmiennego losu...”

Juliusz kocha mamę, pisze do niej listy, ale jakoś nie wraca. Przecież gdyby tak naprawdę chciał, to przedarłby się przez kordony, niczym jakiś ksiądz Robak. Ale zaraz, przecież ks. Robak to postać fikcyjna wymyślona przez Adama M. A Juliusz? Juliusz jest żywy. Z krwi i kości. Tzn. był żywy. Zresztą sam napisał: „Żyłem z wami...”

*

Krok po kroku wgłębiając się w życie Juliusza, poznając jego oraz jego bliskich, wyłania się obraz niczym z puzzli, układanych pracowicie w długie zimowe wieczory. Okazuje się, że jeżeli ktoś zapragnie przetrwać w świadomości następnych pokoleń, to przetrwa. Tylko musi bardzo tego chcieć. To musi się stać celem jego życia.

Jakaś sprzeczność jest w tym zdaniu. Czujesz to Jaśku? Celem życia co jest? No właśnie, co? Tutaj zabrnęliśmy za bardzo. Wracamy do Paryża. Jest rok 1845, 16 października, Juliusz gra już na najwyższych rejestrach:

...różnica moja z ludźmi jest ta, że z innego źródła niż oni biorę wiedzę moją... a stąd często przeciwko opiniom czynić lub mówić muszę...

I jeszcze tak pisze:

rozmiłowany w prawdzie i w prawdach, którymi przez Boga nakarmiony byłem, czynię, co mogę, abym się czysty, szlachetny, niczym nie skalany w obliczu i przed okiem Stwórcy mojego zawsze stawił...

Jaśku, w tej sytuacji postawmy trzy gwiazdki. Nasz komentarz byłby tutaj nie na miejscu.

W tym samym liście pisze tak:

Moje oczy zupełnie od świata oderwane – a daleko gdzieś zwrócone – moje uszy, ciągle wielkich powiewów Bożych i głosów dosłuchujące, nie widziały i nie słyszały nic domowego... z tej strony prawie człowiekiem nie jestem...

*

No i jak tu się nie dziwić pani Salomei, gdy pisze ona do syna, widząc jego portret, że ma obłąkane oczy. Jednakże Julek obłąkany nie jest. To jest pewne. On już nadaje na takich falach, których nie odbierają jemu współcześni. Pytanie tylko czy my odbieramy te fale? Nie. Na razie się dostrajamy. Słychać trzaski i szumy.

*

Niech Was to bardzo nie obchodzi, co tutaj pisałem – albowiem pisałem to wieczorem, a w wieczór zawsze jestem w stanie gorączkowym.

Pisze to Juliusz 6 lipca 1831 roku. Ma 22 lata. Ciągła gorączka to przecież gruźlica. A Juliusz jest w Dreźnie. Zwiedza to piękne miasto. Razem z panną Dobrzycką i panią Ashton, Angielką. Ogląda z wysokiego wzgórza panoramę Drezna. Przy zachodzie słońca okna w Dreźnie palą się jak tysięczne lampy. Tak to widzi Julek. Rzeką Elbą płyną statki z rozpiętymi żaglami i czółna rybackie. Jaśku, leć nad Elbę, wejdź na statek i powiedz im tak: Tam na wzgórzu siedzi Juliusz Słowacki, o tam, widzicie, z dwoma paniami. On widzi was i opisze w liście do Matki. On spowoduje, że będziecie wieczni. Będziecie żyć, kiedy was już nie będzie. Zostawcie na chwilę te liny i stery, właśnie przechodzicie do historii. Nie wiem, co z wami będzie dalej. Jest 1831 rok. Nie doczekacie XX wieku, więc nawet nie próbuję wam tłumaczyć co to radio, telewizor, kamera. Ale pióro widzieliście. Pióro was uwieczni. Pióro Słowackiego.

O Krakowie słyszeliście? Też nie? On tam spocznie na wieki.

Autorze książki „Imię moje...”, obsługa statku płynącego w lipcu 1831 roku Elbą przez Drezno, kazała przekazać, że nie zna pana Słowackiego, jest jej to obojętne, że on tam siedzi i pisze. Niech sobie pisze, co chce. Dla nich ważne jest, aby dużo ryb nałowić, sprzedać je i kufel dobrego piwa wypić.

Dobrze Jaśku. Juliusza jednak obserwuj nadal i co wieczór relacja: co robi, co mówi, co pisze.

*

Imię moje zapisane na tej karcie wkrótce może obojętnym i zapomnianym będzie – chwila ta jednak, w której mi się tu wpisać dozwolono, jest jedną z najprzyjemniejszych w moim życiu.

Te słowa wpisał Juliusz do pamiętnika Julii Michalskiej w roku (prawdopodobnie) 1827, a więc miał lat 18. Był w niej zakochany podobno. Zdaje się, że ona też żyła krótko. Musimy to sprawdzić. Ale to potrwa. Teraz chodzi nam o coś innego. Mianowicie o moment, w którym rodzi się sława. Kiedy ludzie zbierają te wpisy w swoich pamiętnikach, bo wpisał się ktoś sławny, a kiedy się wpisywał, to sławny nie był. Mistrz Słowa – Słowacki.

Czy to przypadek, to nazwisko?

*

Juliusz pisał też pamiętnik. Zresztą czego on nie pisał? Wiersze, poematy, dramaty, brał się za powieści. Ale co z tym pamiętnikiem? Otóż pisze tam tak: W imaginacji zacząłem słyszeć głosy, którym się oprzeć nie mogłem...

Jaśku, ile trudu i wysiłku wymaga pisanie książki o Juliuszu? A on – patrz – siedzi sobie i głosy mu wszystko dyktują. Powiem ci więcej i raz zacząwszy pisać, utworzyłem wszystkie prawie zawarte w dwóch tomach moich poezje w przeciągu pół roku.

Pisze to Julek w pamiętniku z lat 1817–1832. W roku 1817 był ślub pani Salomei Słowackiej z panem Becu. Julek miał lat 8. Wtedy poznał swoje siostry przyrodnie Olesię i Hersylkę.

Ledwo mogły dostrzec małego swojego przyjaciela, taki byłem mały i szczupły.

I jeszcze Julek pisze w pamiętniku, że matka chora i krzyczała aż z bólu, lekarze nie dawali jej nadziei. Był to 1827 rok. Potem pisze, że Hersylka wyszła za mąż. No i o sobie, że zakochany w Julii Michalskiej. W Julii. Czyż Juliusz mógłby zakochać się w dziewczynie o innym imieniu.

Julia jak to brzmi? Szekspirowsko!

*

– Jaśku! Im więcej poznajemy Juliusza, to wymyka się nam. Nie uważasz?

– Ty wiesz lepiej – powiedział Jasiek, który wymyślony przez piszącego, ale już prawie realny. Niedługo zażąda herbaty, rosołu albo żurku.

Uświadamiamy sobie, jak trudno wyobrazić sobie tamte czasy. Stwórca dał każdemu jego czas. Czy wolno nam ludziom XX i XXI wieku bezkarnie wędrować po Krzemieńcu z początków XIX wieku. Patrzeć jak Juliusz kaszle i kaszle, i gorączkuje, i płacze. To jego życie.

Tak, ale on sławny, a sławnych jakoś chce się podglądać i dowiadywać się gdzie tkwi tajemnica ich talentu, geniuszu i dlaczego on sławny, a nie na przykład Jaśku – TY!

*

Mefistofeles proponuje Faustowi, aby zatrzymał się, zatrzymał czas: Trwaj piękna chwilo, nie przemijaj. Lecz to jest niebezpieczne i złe. Oznacza śmierć i poddanie się mocom zła. Mefistofeles – anioł negacji. „Ja jestem duch, co zawsze przeczy”.

Faust pyta zwodziciela: kim jesteś? Odpowiedź brzmi zadziwiająco: Jestem – powiada Mefistofeles – Cząstka siły mała, co złego pragnąc zawsze, dobro zdziała. To wszystko z Goethego. A Juliusz zmagał się z problemem Fausta w „Beniowskim”. Do tego trzeba będzie wrócić. Odczytać „Beniowskiego” raz jeszcze.

Za panowania króla Stanisława Mieszkał ubogi szlachcic na Podolu.

Uwaga, przenosimy się na Podole. Juliusz kocha te rejony, tam umieścił akcję „Księdza Marka”. Będziemy śledzić dzieje Beniowskiego, który ma trzy imiona: Maurycy, Kazimierz i Zbigniew. Pisze Juliusz, że tajemniczą miał gwiazdę przeznaczenia, co go broniła jako częstochowski szkaplerz. I jeszcze się dowiadujemy, że pan Beniowski spraszał do domu szlachtę okoliczną, a fortunka jego ciągle ciekła dzbanem.

Typowy polski szlachcic.

*

Jeszcze powróćmy do „Fausta” Goethego. Dlaczego zatrzymywanie chwili pięknych jest czymś złym? Może tutaj chodzi o to, że zakres piękna, jakie obiecuje Bóg, przewyższa wszystko to, co może sobie człowiek pomyśleć czy wyobrazić. Patrzymy na piękne chmury, ale za chwilę Stwórca na ekranie nieba pokaże nam jeszcze piękniejszy film z chmur. Albo na piękną twarz, ale gdzieś jest piękniejsza. Na piękną budowlę, ale w proch przecież się rozsypie. Zwodziciel jest przewrotny i często trudno odkryć zło, które kryje się pod pozorem dobra i piękna.

*

Beniowski opuszcza dom. Juliusz opisuje to wspaniale. Ale opisuje też siebie piszącego ten poemat. Zachwyca się swym kunsztem poetyckim: Prześliczna strofa! Mógłbym zacząć od niej nowy poemat – tak pisze Juliusz, komentując prześliczną zresztą strofę. Przeczytajcie sami wersy 200 – 210. A może i całego „Beniowskiego” spróbujecie? Nie?

No, to jedźmy dalej. Julek obiecuje wszystko w tym poemacie, gdy pisze:

Wszystko mieć będzie, wszystko mu przyrzekam, Tylko o trochę cierpliwości proszę. Ja sam na muzę i natchnienie czekam I czoło moje pomarszczone noszę, I poematu ekspozycją zwlekam, I weny ducha lekkiego nie płoszę, Który na mózgu jak motyl na róży Usiądzie – aż się kwiat listkami zmruży...

O tak. Juliusz ma dar, bo to jest dar tworzenia niesamowitych wizji poetyckich. Tego się nie można nigdzie nauczyć. To się ma od Boga, jak powiedział w sądzie w Leningradzie Josif Brodski. Tak. Talent to dar. I już czytając Juliusza, nie musimy nawet wgłębiać się w metafizyczny sens jego poezji. Wystarczy podziwiać umiejętność tworzenia strof. To się czuje, że robi to mistrz. Przeczytam wam coś, posłuchajcie:

...jechał dalej brzegiem jaru, A za nim sługa w ceglastym kontuszu.

To jest tak sugestywne, jak zdjęcia, jak film, jak obraz z Muzeum Narodowego.

To widzę, że mi się poemat uda Że mi już muza swych łask użycza Więc dalej! Wieszczów galopem wyprzedzimy...

Juliusz ciągle komentuje siebie. Pisze „Beniowskiego” i sam się nadziwić nie może, że on – Juliusz Słowacki – jest taki zdolny. Że ot tak pisze sobie poemat, a tu mu spod pióra pioruny poezji wypadają. Beniowski Kazimierz, Zbigniew, Maurycy gna koniem przed siebie i nagle porywa go wiedźma straszliwa. Padł Beniowski Maurycy w szatańską pułapkę, a jak pisze Juliusz, było to jego przeznaczenie.

Zostawmy na razie Maurycego w spokoju, niech pędzi ku swemu przeznaczeniu.

Grzegorz Pieńkowski

Załóż wątek dotyczący tego tekstu na forum

Najpopularniejsze Powieści i opowiadania3. Gwałt27. Opowiadanie erotyczneNestor - Powieść minionych lat (rozdz. 1-7)1. Seks w pociągu pospiesznym2. Seks w pociągu osobowym
Najwyżej oceniane Powieści i opowiadaniaList do Ani z Zielonego WzgórzaHistoria pewnego zerwaniaGdzieś w ostatecznej krainie, część 39Rozdział 1. Witajcie kotySkąd wzięły się kolory na ziemi, czyli historia jak najbardziej prawdziwa
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialePlaża w Ksamil (Albania)Najwyżej oceniane:Narodziny
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.