Powieści i opowiadania > Gdzieś w ostatecznej krainie

Gdzieś w ostatecznej krainie, część 20

Gdzieś w ostatecznej krainieW sieni ogromnej był obraz „Szarża pod Somosierrą” Piotra Michałowskiego. Marcin Cumft zawsze rzucał okiem na niego, kiedy wychodził na dwór. A teraz posłyszał tętent konia. Pewnie Kozietulski przybywa. I rzeczywiście, zatrzymując konia tak, że aż przysiadł na zadach, Kozietulski zgrzany zeskoczył ze zwierzęcia i już na schodach zaczął opowiadać o szarży.

– Było nas 125 szwoleżerów, trasa liczyła 2500 metrów, zdobyliśmy 16 armat. Poległo 57 moich kolegów. To była szaleńcza szarża. Kiedy otrzymałem rozkaz od cesarza, rozkazałem szwadronowi dobyć pałasza i krzyknąłem „Niech żyje cesarz”. To wszystko działo się w ogromnym pędzie, zdobywaliśmy armaty jedna za drugą i ciągle do przodu i ciągle w górę. 30 listopada 1808 rok wtedy moje nazwisko zaczęło być sławne.

– Jest nadal, panie Kozietulski – rzekł Marcin – Zapraszamy do nas. Wina dać?

– Tak, wina dajcie.

– Mamy specjalny rocznik dla pana, 1808.

– To dobry rocznik.

*

W bibliotece Marcina Cumfta było kilka tysięcy książek. Marcin zawsze powtarzał, że uwielbia czytać, bo ma wrażenie, że komunikuje się, rozmawia z człowiekiem, którego już od dawna nie ma. Miał Marcin swoje ulubione książki, a jedną z nich były „Wyznania” św. Augustyna. Uważał tę książkę za jedną z najsłynniejszych, jakie przechowuje nasza cywilizacja. Bo my funkcjonujemy w kulturze, w której istnieje pewna liczba dzieł stale nam towarzyszących, choćby nie wiadomo ile czasu upłynęło od ich powstania. I często odczytywał Marcin fragmenty „Wyznań” – które zadziwiały swoją aktualnością i głębią.

„Jakże cudowna jest głębia Twoich słów! Patrzymy na ich powierzchnię, która się do nas jak do dzieci uśmiecha. Lecz pod nią, Boże mój, jakaż głębia jakaż cudowna głębia”.

Przestanie istnieć nasza cywilizacja – mówił często Marcin – kiedy ludzie przestaną czytać. Pogoń za różnymi złudami życia opanuje ich bez reszty. Staną się stadem manipulowanych przez speców od reklamy, propagandy, socjotechniki, bezmyślnych jednostek gotowych uwierzyć każdemu, gotowych uwierzyć we wszystko. Cenę za to poniosą wielką. Ceną będzie strach, rozpacz, depresja. I zagłuszać ją będą narkotykami i alkoholem. Ale nie będzie tak źle. Zostaną wyspy, gdzie nadal panować będzie Prawda. I z tych wysp, z różnych dworków, ciągle słychać będzie piękną muzykę, piękne strofy i zapach się będzie unosić prawdziwej kuchni.

Marcin w to wierzył i dlatego zaprosił do siebie tyle osób, aby każdy z nich dał jeszcze raz wszystko co najlepsze. Aby każdy z nich rzucił raz jeszcze ziarno, które wyrośnie, które musi wyrosnąć na takiej ziemi lat wiele leżącej odłogiem.

*

Eglantyna Pattey już od dawna przebywała w dworku w Radziwiliszkach. Juliusz nie chciał się widocznie z nią spotkać. Aż tutaj na krańcu Europy go znalazła, lecz on unikał jej. Patrzała na to życie tutaj, chłonęła je wprost. Wiele z tego, co widziała, nie rozumiała i nie akceptowała. Życie w Szwajcarii inne jest. Przypomniały jej się słowa Durrenmata znanego dramaturga żyjącego w jej kraju.

Jakże pięknie urodzić się Szwajcarem Jakże pięknie umierać Szwajcarem Jednakże co robić w międzyczasie?

Eglantyna wybrała pogoń za Juliuszem. To życie uporządkowane jak w szwajcarskim zegarku nudne jej się wydało. Ale chcieć związać się z Juliuszem, to już chyba przesada.

Nie wiesz dziewczyno spod Mont Blanc, co robisz. Zastanów się.

*

Maksymilian de Robespierre napisał kilkudziesięciostronicowy list. Zaadresowany był do Paryża. Jasiek wysyłając zaproszenia, wysłał również i tę przesyłkę. Nikt nawet nie podejrzewał, że pod zakamuflowanym paryskim adresem mieściło się Biuro Zagraniczne Ochrany. Raport donosił o podejrzanym spotkaniu w dworku w Radziwiliszkach. Uwzględniał charakterystyki przybywających osób. Najwięcej jednak uwagi poświęcał Marcinowi Cumftowi.

– Słuchanie zagranicznych stacji radiowych.

– Propagowanie wolnomyślicielskich poglądów.

To tylko fragmenty raportu dotyczące Marcina. Piotr Raczkowski – szef paryskiej Ochrany czytał raport z niedowierzaniem. Do Petersburga kurier zawiózł obszerny meldunek z komentarzem Piotra i jego sugestiami. „Wot, buntowszczik!!”

*

Aleksander Puszkin przybył do Radziwiliszek razem ze swoją żoną Natalią. Poślubił ją, gdy miała 19 lat, a on 32. Natalia była olśniewającej urody, co zauważono, kiedy w 1828 roku po raz pierwszy ukazała się w Moskwie na balu. Książe Sołłogub napisał we wspomnieniach (Marcin posiadał je w swoich zbiorach): nie znałem drugiej kobiety, która łączyłaby w sobie taką doskonałość klasycznie regularnych rysów i kształtów. Wysokiego wzrostu, z baśniowo smukłą kibicią, z przepysznymi ramionami i piersią, z małą główką, która jak lilia na łodydze kołysała się i z gracją obracała na smukłej szyi.

Wielu raziło niedopasowanie młodej pary. Wielu uważało, że Puszkin na jej tle przypomina małpę. Puszkin nie lubił stać obok Natalii, upokarzało go bowiem, że jest od niej niższy. I oni teraz spacerowali przed dworkiem. On śniady, prawie czarny, wszak jego dziad był murzynem. Ona klasyczna piękność. Puszkin to geniusz, a ona? Czym była Natalia? Jej słowa, jeśli się je cytuje, są puste.

Puszkin, jak mówią, chciał zera, bo sam był wszystkim. Marcin Cumft przypatrywał się tej parze i czekał, kiedy przybędzie Georges D`Anthes.

*

O trzeciej nad ranem wymknąłem się chyłkiem z Karlsbadu, bo inaczej nie wyrwałbym się stamtąd.

Wskoczyłem do dyliżansu i podążałem do Włoch. A przy wjeździe do Bawarii w opactwie Waldsassen zatrzymałem się, tam wręczono mi tajemniczy list od Marcina Cumfta z Radziwiliszek. No więc jestem. Widzę panie Marcinie, że gości zaproszonych tutaj mnóstwo, zapytam więc dlaczego zaprosił pan mnie?

– Nie wyobrażałem sobie, aby na to spotkanie nie przybył człowiek, który jest samą istotą Niemiec. Johann Wolfgang Goethe musiał tutaj się zjawić. Dziękuję Mistrzu za przybycie.

Goethe przyglądał się gościom Marcina i zaczął mówić słowami, jakie zawarł w „Fauście”:

Znowuście przy mnie, wy chwiejne postacie Których mi ongi śnił się zarys mdły Zaliż wam każe żywym kształtem stać się? Tak jak z oporów wstajecie i mgły. Czuję, jak pierś mą wprawia w drżenie młode Czar, co nad waszymi wieje korowodem(…) Teraz pojmuję już, co mędrzec prawi: „Świat duchów wcale nie jest nam zamknięty” Więc niech i dla mnie czas ten wskrześnie

Chciałbym Mistrzu, byś odsłonił nam tajemnicę Dobra i Złą, którą próbowałeś rozwikłać w „Fauście”. Próbowałeś odpowiedzieć na pytanie, jakie stawiał już Hiob i jakie ludzkość stawiać będzie, póki świat będzie trwać.

A tymczasem zapraszam na przyjęcie, Małgorzata i Michał ślub wzięli i przyjęcie trwa. Bach gra kantaty, Adam z tyłu w ogrodzie bigos grzeje, a ty tymczasem idź, odpocznij.

*

Przyłączyli się do tej uczty.

– Tyś z miasta pięknego, z Weimaru, to miejski masz żołądek i treści tej potrawy nie pojmiesz – rzekł Adam.

– Wyborny bigos, powiedz Mistrzu Johanie von Goethe, Adam Mickiewicz zaprasza na bigos. – Podał Adam porcję dymiącą, pachnącą i chleba pajdę Goethemu.

– Adamie, jak to się robi?

Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta, Która wedle przysłowia sama idzie w usta Zamknięta w kotle, łonem wilgotnym okrywa Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa…

Do uczty przyłączył się Staś Wyspiański, który widząc Goethego, odezwał się doń w te słowa:

Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna.

– Ja wiem, że pan ten fragment wziął z mojego „Fausta”, on tam brzmi inaczej, zaraz niech sobie przypomnę, ach, już wiem:

Niech se urywa łeb jeden drugiemu, Niech się na świecie jak w garnku gotuje Byle w chałupie było po staremu.

Ale nie martw się pan, panie Stanisławie powiem tak:

Najbardziej oryginalnymi autorami są nie ci, którzy wznoszą coś nowego, lecz jedynie ci, którzy posiadają umiejętność wyrażania tych samych myśli, tak jak nikt przedtem nie próbował ich sformułować.

Tutaj w tym dworku na samych krańcach Rzeczypospolitej powrócił czas dawno przebrzmiały, tak jak to kiedyś napisałem:

Niechaj powróci czas dawno przebrzmiały.

Pan przecież poeta panie Wyspiański:

I cóż poecie z milczenia, Gdy lubi tłumne wzruszenia? Poklask lub gwizd? W to mu graj?

A w dworku rozległ się dźwięk Poloneza granego przez Chopina. A Marcin ogromną mapę Europy rozwijać w ogrodzie zaczął. Nie było tam Polski, wymazali ją trzej cesarze. I nagle na tej pustej plamie zaczęła nowa Polska wyrastać.

Kłębiły się wizje Adama, Juliusza i setek innych małych i wielkich.

Dworek się pojawił w Soplicowie i chata w Bronowicach, złoty róg gra i Mateusz Birkut domy wznosił i ginął pod gradem kul w Gdańsku, barykady powstawały i dzieci z biało-czerwonymi flagami biegały, gdzieś drukowano bibułę. Chwycił Kieślowski za kamerę, sfilmuję to – myśli sobie – sfilmuję, dokument z tego zrobię. A tu nic z tego, nie da się. Nie da się sfilmować ducha. Nagle rozległ się strzał. To Georges D`Anthes przybył i zabił Poetę. Zrobiło się cicho i pusto.

*

A teraz tobie cuda niesłychane opowiem…

Tak się zaczyna Rapsod II „Króla-Ducha”, Rapsod, w którym jak pisze Słowacki Znajdziesz tajemnicę początku i końca – Alfę i Omegę świata, a zatem i Ojczyzny. Jeżeli ktoś wątpi w to, że Juliusz pisząc „Króla-Ducha”, pisze coś, co Ktoś mu dyktuje, niech przeczyta Rapsod II.

Krwawe były mgły, które ducha gniotły Kiedy wychodził z bolącego ciała…

Te wizje są wizjami mistycznymi.

Duch w państwo ducha niewidzialne wchodził, Jak gdyby ocknął się – i znów się rodził.

Czas jak pisze ks. Janusz Pasierb w książce „Czas otwarty” jest naszym wrogiem i sprzymierzeńcem.

Wrogiem, bo zasypuje popiołem to, co było, sprzymierzeńcem, bo uwalnia i otwiera nas ku przyszłości.

Jest procesem rozkładu i niszczenia, jest także dojrzewaniem.

Pisze ks. J. Twardowski:

Każdą chwilę dostajemy od Boga i Każdą chwilę oddajemy Jemu.

*

My nie wiemy nic. I mamy świadomość, że nic nie wiemy. I niewiele poznamy. Ale szukamy. Budujemy dworki siłą naszej wyobraźni. Zapraszamy do tych dworków różnych ludzi i rozmawiamy z nimi. Im czas się już skończył i już poznali tę drugą stronę dywanu. Zobaczyli obraz, a my oglądamy splątane nici. Tak było, tak jest i tak będzie. Rola nasza szukać i z ufnością czekać. Pisze Juliusz takie słowa:

Tobie się cały poddam – a Ty, duchu Najwyższy – myśli moich święty stróżu, dyktuj…

I duch mu dyktował, a on pisał i pisał gorączkowo.

*

Żyją tylko ci, których Bóg chce mieć jeszcze tutaj

Zastanawiające zdanie Mon Calepina, jeszcze do niego wrócimy.

Tak ze mną się stało, Zagnany byłem w ogień

Tak pisze Juliusz o tej wizji. Na wszystkie sposoby mówimy o tym, wracamy do tego. Ale czy można inaczej?

Juliusz siedzi sobie spokojnie, pali cygara, piję kawę, czyta książki, a my ciągle się przysiadamy i pytamy, jak to się odbyło? A Juliusz cierpliwie odpowiada, że opisał, jak mógł to zdarzenie w wielu miejscach i cieszy się, że interesuje to wszystkich, bo w końcu jest to najważniejsze pytanie. Co będzie potem?

A Juliusz mówi to, co mówi Paweł, Franciszek, Maksymilian, oczywiście Maksymilian Kolbe, a nie Robespierre. Będzie coś, czego opisać się nie da.

Czyli co, wracamy do dworku, do dworku, którego wieki roztrącą, ślad po nim zaginie, pamięć wymazana będzie. Czy warto wracać? Oni tam czekają i chcą rozmawiać, bo dialog jest najważniejszy. Spotkanie z nimi, szukanie ich.

No to wracamy.

*

Już myślałem że to koniec. A przecież szynka jeszcze nie zjedzona, bigos też, Bach dopiero połowę kantat zagrał, niektóre słowa wpół urwane.

– Idź Jaśku i podziękuj autorowi, że pisze dalej, że pozwala nam żyć, rozmawiać ze sobą i z czytelnikami, których poznaliśmy dzięki niemu. Ja Marcin Cumft cieszę się, że tyle domów odwiedziłem w różnych miastach, a razem ze mną moi goście.

Zapraszam was też do siebie, dom mój obszerny, każdy znajdzie coś dla siebie, okolica też piękna. Myślałem, że po tym strzale D’Anthesa nastąpi koniec, że z powrotem przykryje nas kurz zapomnienia, a tu stało się – widzę – inaczej. Autor pisze dalej. To dobrze, bo zaprosiłem mnóstwo osób, a oni potwierdzili, że przyjadą, że opowiedzą swoją historię, wyjaśnią parę spraw.

O właśnie przyjechał pan Andrzej Kijowski, on spotkać się chce zapewne ze Stasiem Wyspiańskim. Przecież pan Kijowski napisał scenariusz filmu „Wesele” pana Wajdy i wiele innych mądrych i ciekawych tekstów.

– Jaśku, masz tutaj następne zaproszenia, na pocztę z nimi leć, a ja idę witać moich gości, do środka prosić, bigos i szynkę zachwalać, następne butelki z winem z piwnic moich dobywać.

*

– Zaczął pan, panie Marcinie, to spotkanie od poczęstowania gości prawdziwym wiejskim chlebem, o smaku nieba. Tymi słowami przywitał się z gospodarzem Tadeusz Nowak. O wsi polskiej, której już nie ma, wam opowiem. Wpisałem ją w swoje książki, ochroniłem choć trochę jej czaru i barwy, jej zapachu i smaku.

– Przynieś Jaśku chleba naszego, ukroimy kromkę i zjemy na powitanie.

– Za mną jest ta wieś – zaczął opowiadać Tadeusz Nowak – już teraz śpiewająca od końca do końca godzinki, patrząca jak przez lipcowe niebo przelatuje anioł pański i po chwili zapada w dojrzewające zboża... Za mną jest ta drewniana wieczność łamiąca pełną garścią chleb... A drogą biegnie pomylony Michał. Biegnie z bochenkiem chleba pod pachą.

*

– W 1834 roku wyruszyłem w podróż po Wołyniu, Polesiu i Litwie. Opisałem to w książce, opisałem tam ten świat. Masz ją Marcinie w swojej bibliotece, widziałem ją na półce. Od paru godzin jestem u was, a nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Wszyscy dyskutują i dyskutują, a ty, widzę, tylko do piwnic biegasz po wina, szynki wędzisz, to i nowych gości nie zauważasz. Jestem Kraszewski. Józef Ignacy Kraszewski.

– Witam panie Józefie – Marcin z radością przywitał pisarza. – Pana książkę „Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy” oczywiście posiadam w swoich zbiorach, ale mam też kilkaset innych pana książek. Czytam je nieustannie, myślę, że te postacie, które pan piórem stworzył, zjawią się tutaj, bo to przecież miejsce dla nich odpowiednie. Może pan to spotkanie w moim dworku opisze, książkowy kształt temu nada i do wydawcy pośle.

– Nie puści tego cenzura, panie Marcinie, w żadnym wypadku nie puści.

*

– Ten dworek Marcinie nie jest skrępowany czasem, przestrzenią, materią. Wszystko tu się może zdarzyć, prawda?

Te słowa do Marcina, powiedział Krzysztof Kieślowski, który kiedyś miał zamiar nakręcić trzyczęściowy cykl Niebo, Piekło, Czyściec.

– Może tak – rzekł Marcin – ale przecież szynka realna, bigos pachnie na kilometr, a wino? Niech pan spojrzy na Szopena, ile wypił wina.

*

– Okazuje się, że imię moje nie jest pustym dźwiękiem. To, że zaprosiłeś mnie tutaj Marcinie, znaczy, że nie zapomnieli o mnie. Modliłem się o to, by być za życia pogardzanym, ale po śmierci bym sławę odzyskał. I stało się.

– Ja, Marcinie i Adam – Juliusz wstał i zgodnie ze swoim zwyczajem, zaczął chodzić dookoła stołu – musimy stworzyć i stworzymy, powiem więcej, stworzyliśmy mit tej ziemi. Lata miną, wieki miną, a ci, co po nas przyjdą, będą tu powracać. To im da siłę. Będą tu powracać ci, co tutaj nigdy nie byli, ci, którzy wychowali się w wielkich miastach wśród kominów, otoczeni murami nieznający piękna przestrzeni. A wiesz, dlaczego to robimy? Bo ten kawał ziemi położony między ogromnymi przestrzeniami Rosji a resztą Europy Bóg ofiarował nam. I tylko nam.

Grzegorz Pieńkowski

Załóż wątek dotyczący tego tekstu na forum

Najpopularniejsze Powieści i opowiadania3. Gwałt27. Opowiadanie erotyczneNestor – Powieść minionych lat (rozdz. 1-7)1. Seks w pociągu pospiesznym2. Seks w pociągu osobowym
Najwyżej oceniane Powieści i opowiadaniaList do Ani z Zielonego WzgórzaHistoria pewnego zerwaniaGdzieś w ostatecznej krainie, część 39Rozdział 1. Witajcie kotySkąd wzięły się kolory na ziemi, czyli historia jak najbardziej prawdziwa
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialePlaża w Ksamil (Albania)Najwyżej oceniane:Praca domowa
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.