Powieści i opowiadania > Gdzieś w ostatecznej krainie

Gdzieś w ostatecznej krainie, część 19

Gdzieś w ostatecznej krainie– Jaśku, pozwól no do mnie – to Adam Mickiewicz poprosił do siebie Jaśka, by zadać mu parę pytań.

– Powiedz no, po co gospodarz Marcin Cumft, zaprosił nas do siebie, jak ty myślisz?

– Panie Adamie, Marcin Cumft chce zrozumieć Europę. Chce zrozumieć jej wielkość, jej szaleństwo, jej geniusz. Bo tutaj narodził się Bach (słyszy pan jak gra?), Goethe, Leonardo da Vinci, pan panie Adamie, Juliusz Słowacki, ale też Robespierre i pewien austriacki malarz o imieniu Adolf. Taka jest Europa. I jeszcze jedno, Marcin Cumft jest jednym z przodków autora książki „Wnet zapragną skrzydeł”. Teraz pan już wie panie Adamie.

– Tak nie do końca, ale już jestem bliżej. Znacznie bliżej.

*

W książce „Imię moje jak dźwięk pusty” autor krytykuje mojego „Pana Tadeusza”. Wyżej stawia Juliusza. Nie jest to sprawiedliwe, w końcu mój poemat trwa i nawet film nakręcili.

– Panie Adamie – Jasiek okazał lekkie zniecierpliwienie – Juliusz inne cele sobie postawił. On jak pan zresztą wie, postanowił przerobić ludzi, a właściwie zjadaczy chleba w aniołów, a pan Polakom wystawia pomnik, kiedy trzeba pokazać im błędy, trzeba ich skarcić, do zimnej wody wrzucić. Bo oni muszą wytrzeźwieć. Rozumie pan? MUSZĄ.

*

Fiodor Dostojewski przysłuchiwał się rozmowom. On uważał się za proroka i był nim. Przewidział to, że biesy opanują Rosję i pół świata. Niestrudzony brat Albert dosiadł się do pana Fiodora i zapytał, czy mogą porozmawiać ze sobą. Dostojewski odpowiedział słowami jednego z bohaterów powieści „Biesy”.

– „Pomijając Boga, Cara i Rodzinę, możemy dyskutować o wszystkim, a kilka paradoksów nikogo nie zgorszy”.

– Jak to panie Fiodorze, mamy omijać to, co najistotniejsze? Na banały panie Fiodorze to ja nie mam czasu. Ja muszę wykorzystywać każdą chwilę, którą mi autor książki „Wnet zapragną skrzydeł” daje. Opowiem panu panie Fiodorze o moim sporze i rozmowie z Robespierrem.

– Otóż, poszedłem z nim do kościoła św. Tomasza. Tam słuchaliśmy Bacha i tam pokazałem mu pewien obraz. Na tym obrazie był upadający Chrystus. Mijał go obojętny tłum, a pewien fotoreporter zauważył, że ma bombowy temat.

Klęknął więc, bo z góry nie byłoby efektu i zrobił zdjęcie umęczonej twarzy Jezusa. Zrobił zdjęcie i poszedł, zapewne szukać innych tematów. Lecz to spotkanie musiało go przecież zmienić na zawsze. Słyszałem, że ten fotoreporter był niewierzącym racjonalistą, ale wielu niewierzących racjonalistów nawracało się w jednej chwili i pozostawiało po sobie takie świadectwa wiary, że wiara tych grzecznych, letnich po prostu wysiada.

Fiodor Dostojewski z lekkim uśmiechem zwrócił się do brata Alberta:

– Niech pan poprosi Jaśka, on ściągnie tutaj tego reportera. Jasiek wie jak to zrobić.

*

Wypisałem Jaśku zaproszenia, wsiadaj na koń, jedź na pocztę i wyślij je. Zaprosiłem porucznika Koraba z „Kanału” pana Wajdy, zaprosiłem śląskiego powstańca i jeszcze parę innych ciekawych osób. Niech w moim polskim dworku spotkają się wszyscy, niech wypowiedzą swoje życie, swoją prawdę, niech zatańczą poloneza i mazura. Niech puchar wina z mej piwnicy wypiją, niech posłuchają jak gra Bach i Szopen. Niech czas się zatrzyma, niech czas pędzi do przodu. Pędź Jaśku na pocztę, jak wicher pędź.

*

– Wejdź Jaśku. No co, wysłałeś zaproszenia?

– Tak, wysłałem.

– Napisałem następne. Zaprosimy tutaj reżysera filmowego. Krzysztofa Kieślowskiego. On starał się pokazać to, czego nie widać, sfilmował to, co się czuje, sfilmował przeczucia.

– Panie Marcinie – Jasiek spojrzał na zegar, który zatrzymał się na godzinie 15.00 – dlaczego pan nie nakręca zegarów w tym domu?

– Nasz czas Jaśku się skończył. Człowiek dostaje od Boga wielki Dar. Tym Darem jest czas. Wszystkim naszym gościom czas się skończył. My teraz żyjemy poza czasem i przestrzenią. Jednakże nasze życie nie jest przez to mniej wartościowe. Jeżeli czytają Juliusza, Adama, oglądają sztuki teatralne Stacha Wyspiańskiego, obrazy Matejki, jeśli słuchają Bacha, Mozarta i innych, to twórcy ci nadal żyją. Żyją życiem równie wielkim i pięknym jak wtedy, gdy żyli tamtym pierwszym życiem.

– Tak. Myślę Jaśku, że tak to jest. Ty jesteś wymyślony, a przecież żyjesz na kartach tej książki. Ktoś stara się wyobrazić ciebie, jak wyglądasz. Ja cię widzę, a oni wyobrażają sobie ciebie. Myślę, że jak tu przyjdzie Krzysztof Kieślowski, to opowie nam o swoim „Dekalogu”, o roli „Przypadku” w życiu człowieka. Robespierrowi pewnie pokaże swoje „Trzy kolory”. A teraz Jaśku idź, zjedz plaster szynki smakowicie uwędzonej. Stefan to mistrz w wędzeniu szynek. Uwędził ich mnóstwo i skosztuj, bo to też urok życia. A ja poczytam. Idź Jaśku, idź.

*

– Co to za dziwne i ciekawe miejsce te Radziwiliszki? Ciężko tutaj, trafić ale jestem. Dziękuje za zaproszenie. Pisał pan panie Marcinie, że wiele ciekawych postaci poznam i że chętnie posłuchają one, co ja mam do powiedzenia. Cieszę się, że jestem tutaj, chwilę odpocznę, posilę się, pozwoli pan.

Te słowa powiedział Tomasz Merton, wybitny pisarz, poeta, artysta, ale przede wszystkim wielki chrześcijański mistyk. To on pisał piękne słowa o mistyce w życiu człowieka.

Tutaj poruszy na pewno wiele ciekawych kwestii. Tutaj opowie o swoim zachwycie życiem, Bogiem, pomoże wgłębić się w wiele problemów trapiących nas dawniej, teraz i w przyszłości.

*

Do biblioteki, słysząc o przybyciu Mertona, zaczęli się schodzić zaproszeni goście.

– Próbowaliśmy i nadal próbujemy – bo przecież czytają nas, już ich coraz mniej, ale czytają – poznać istotę życia i jego sens. Bo to jest najważniejsze.

Jedyną rzeczą, która zdolna jest uratować człowieka przed całkowitym rozkładem moralnym, jest duchowa przemiana. Ziemskie pragnienia, które człowiek żywi, to widma. Ich zaspokojenie nie daje prawdziwego szczęścia.

To były pierwsze słowa Tomasza Mertona. Zostawmy go na razie i jego zasłuchanych słuchaczy, chodźmy, bo ktoś nowy podjeżdża pod dworek.

Z karety wyszła przygarbiona postać. Witamy Mistrza. To Jan Matejko przyjechał.

Pewnie będzie malował.

*

– Udostępnię Ci Mistrzu Janie pokój, gdzie najwięcej światła – rzekł Marcin, witając Jana Matejkę.

Zapewne namalujesz obraz, gdzie spróbujesz zawrzeć istotę wieku, w jakim nam przyszło żyć i tym, którzy czytają właśnie ten tekst o nas. Ale odpocznij teraz, spróbuj naszych potraw, wina się napij. W bibliotece wykłada Tomasz Merton, możesz go posłuchać.

Witaj raz jeszcze. Twoje reprodukcje wiszą w każdym pokoju w moim dworku. A tutaj w sieni popatrz, Rejtan rozdziera koszule. Jan Matejko w Radziwiliszkach, co za radość.

*

Tomasz Merton na chwilę przerwał swoją opowieść i wyszedł na dziedziniec dworku w Radziwiliszkach porozmawiać z Marcinem.

– Mówiłem panu, panie Marcinie jak tu przybyłem, że Radziwiliszki to dziwne i ciekawe miejsce.

– Panie Tomaszu – rzekł Marcin – Litwa cała, to dziwne i ciekawe miejsce. Przecież mistyczność paruje tutaj z wiosennych pól malowanych zbożem rozmaitym, bardzo intensywnie, wydobywa się z bożnic, karczem i chederów, a anioły dobre i upadłe przelatują nad lasami do ukrytych wśród borów jezior.

Taka jest nasz Litwa. Tylko tu mógł narodzić się Adam. Tu jest kwintesencja ducha, nie tylko polskiego.

– Ale ducha można znaleźć w wielkim mieście, tak myślę.

– Nie panie Tomaszu, nie można.

Tam nie można.

*

Krzysztof Kieślowski przyjechał. Przywiózł swoje filmy. Ma zamiar je pokazać wszystkim. Chciałby, aby każdy powiedział co o nich myśli. Marcin Cumft zorganizował w jednym z większych pokoi małą salę kinową. Ustawił filmowy projektor, powstawiał fotele i krzesła. Kieślowski wyszedł przed dworek. Palił jednego papierosa za drugim. Ujrzał nagle, że zbliża się do niego Juliusz.

– Witam panie Krzysztofie. Niech mi pan powie, jaką rolę w pana Dekalogu pełnili aniołowie, bo przecież te zjawiające się ni stąd, ni zowąd postacie, gdy ma się wydarzyć coś ważnego, to przecież aniołowie.

– Wie pan, panie Słowacki, ja nie zajmuję się teologią, niemniej jednak pańska interpretacja, że te postacie to aniołowie jest interesująca.

Do rozmowy przyłączył się ojciec Maksymilian Kolbe, który takie słowa wypowiedział:

– Panem aniołów jest Jezus. Aniołowie należą do Niego. Słowo „anioł” oznacza posłańca. Nieraz boimy się aniołów. Boimy się, że anioł przyniesie nieszczęście, tymczasem niesie on orędzie Bożej miłości.

Anioł oznacza funkcję. Jest on sługą i wysłannikiem Boga, wykonawcą rozkazów Boga, zwiastunem jego planów wobec ludzi. Anioł – powiem wam na koniec – przynosi dobro z ręki Boga. Anioła – moi drodzy – można zobaczyć – nie tyle w jego postaci, co w działaniu.

Ojciec Maksymilian, kiedy przed dworek wyszedł Marcin Cumft, z zakłopotaną miną powiedział do Marcina te słowa:

– Nie wiem teraz gdzie iść, czy słuchać Mertona, czy obejrzeć filmy pana Krzysztofa?

– Musisz ojcze wybrać.

– Ja – rzekł Marcin – idę na filmy.

*

Tu w Radziwiliszkach jest teraz Europa. To nic nowego, wszak Adam tak pisał w utworze „Do Joachima Lelewela”:

A tak gdzie się obrócisz, z każdej wydasz stopy Żeś znad Niemna, żeś Polak, mieszkaniec Europy.

W tym dworku zawsze grano Szopena, czytano Balzaka i „Iliadę”, a w kościele rozbrzmiewała modlitwa, którą ułożył Jezus, rozbrzmiewała w takiej na przykład polszczyźnie:

Oćcze nasz, jenże jeś na niebiesiech ośwęci się jimię twe, przydzi twe królestwo, bądź twa wola jako na niebie tako i na ziemi.

*

Który film na początku zechcą państwo obejrzeć? – zapytał zgromadzonych w zaimprowizowanej sali kinowej Krzysztof Kieślowski.

– Zacznijmy panie Krzysztofie od „Dekalogu”.

– Zanim go Państwo zaczniecie oglądać, powiem parę słów:

„Kamera nie jest narzędziem poprawiania świata. Kamera może po prostu powiedzieć, jak jest, to czy znajdzie się ktoś, kto wyciągnie z tego wnioski to już inna sprawa. Jak wiecie, ludzie bardzo rzadko wyciągają wnioski z tego, co widzą. Ludzie w końcu XX wieku i na początku wieku XXI czują się coraz bardziej bezradni wobec natłoku informacji. Kłopot dzisiaj polega tak naprawdę na tym, że zdarzył nam się rozdźwięk pomiędzy cywilizacją, technologią a kulturą, że po prostu ta cywilizacja wymknęła się z ludzkich rąk i zaczęła funkcjonować sama w sobie. Coraz mniej mamy sobie do powiedzenia, mając supernowoczesne środki komunikacji”.

No, ale dobrze. Obejrzyjmy część I Dekalogu.

Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną

Tutaj zamiast Boga jest komputer i konsekwencje tego.

Zobaczmy.

*

– Rozmowa z wami wszystkimi moi drodzy – rzekł po filmie Krzysztofa Kieślowskiego Marcin Cumft – to taka archeologia, to odkrywanie czegoś, co było, co zasypał czas.

A pamiętacie, jak pięknie mówił o tym szejk Abd-el Rahman do angielskiego archeologa Layarda:

Przede mną ojciec mój i ojciec mego ojca rozbili tu swoje namioty. Od dwunastu stuleci osiedli w tym kraju a żaden z nich nie słyszał nigdy o jakimś podziemnym pałacu ani nie słyszeli o nim ci, co byli przed nimi. I patrz! Oto przychodzi cudzoziemiec z Zachodu, z kraju odległego o wiele dni drogi, idzie prosto przed siebie na wiadome mu miejsce, bierze laskę, przeciąga linę w jedną stronę, przeciąga linę w drugą stronę. Tutaj – powiada – jest pałac, a tam jest brama i pokazuje nam to, co przez całe nasze życie leżało pod naszymi stopami, a my nic o tym nie wiedzieliśmy. Cudowne! Cudowne! Czy nauczyłeś się tego z książek? Powiedz mi tajemnicę mądrości.

A wy, moi mili goście, tajemnicę mądrości znacie.

Dlatego zaprosiłem was tutaj.

*

Fiodor Dostojewski wstał i powiedział te oto słowa:

Na świecie jest tylko jedna doskonale piękna postać – to Chrystus – i już pojawienie się tej bezmiernie, nieskończenie pięknej postaci, samo w sobie jest cudem niepojętym.

Paweł z Tarsu nie mając telefonu, gazety, telewizji potrafił roznieść po ogromnym obszarze wiadomość, że Jezus był, że zmartwychwstał, że jeżeli On, to i my, tylko trzeba uwierzyć. Listy św. Pawła Apostoła do Koryntian, Tesaloniczan, Rzymian budowały chrześcijaństwo. Saul prześladowca stał się Pawłem. Wiedział, że jego słowa muszą trafiać od razu w sedno sprawy. Wiedział, że czasu ma mało, że musi mówić i płonąć samemu, by zapalić innych. I ci inni muszą zapalić następnych. Bo Dobra Nowina musi się rozszerzać. Musi się o niej dowiedzieć każdy i każdy musi się określić. Przyjąć ją lub odrzucić.

*

I kiedyś będziemy szukać dworku w Radziwiliszkach. Nie ma po nim śladu, ale przyjdzie czas, że ktoś ten dworek odnajdzie i powie: tutaj był ten dworek. Tutaj, wokoło był piękny ogród, tutaj ogrodzenie. I zrekonstruuje dworek. Wszystko będzie tak samo, jak w XIX wieku. Tylko czy Duch przyjdzie. Bo to będzie rekonstrukcja. Tylko rekonstrukcja.

*

– Pięknie pan mówił, panie Marcinie o ziemi litewskiej, że ona paruje mistycznością – rzekł Juliusz do Marcina Cumfta.

– Stach Wyspiański pamięta pan, Juliuszu, pytał ustami panny młodej „Kaz tyz ta Polska, kaz ta?”

– Ja myślę – Marcin Cumft spojrzał przez okno na rozległą panoramę ziemi litewskiej – myślę że Polska jest w różnych miejscach. Chodzi mi o taką kwintesencję polskości, o to że w jednym miejscu, jednym czasie dzieje się coś, co kształtuje potem duszę. Polską duszę. Takim miejscem była na pewno chata w Bronowicach, podczas wesela Rydla.

Panie Juliuszu, ale takich miejsc było więcej. Poślę Jaśka w te miejsca, niech zaprosi tych, co brali udział w tych wydarzeniach.

– Ma pan rację panie Marcinie. Te miejsca nawiedził mój „Król – Duch”.

Byliśmy w miasteczku Bar, idźmy raz jeszcze, niech ks. Marek przyjdzie, niech przyjdą żołnierze z I brygady Piłsudskiego, niech przyjdzie syberyjski zesłaniec śniący o Polsce, niech przyjdą wreszcie górnicy z „Wujka”.

Wie pan Juliuszu, otwarłem butelki z winem, rocznik 1808, a Kozietulskiego jak nie ma, tak nie ma.

– Kozietulski, panie Marcinie, wpadnie tu w sposób efektowny. Inaczej przecież nie może.

*

– Panie Marcinie niech pan powie, jak będzie wyglądał świat za tysiąc lat. Pan to musi wiedzieć, tyle mądrych osób jest u pana, a one wiedzą wszystko.

– Co ty mi Jaśku za pytania zadajesz? Ale coś ci powiem. Wyobraź sobie rok 1001. Zamek książęcy gdzieś w Polsce. Na dziedzińcu spacerują: książę, biskup i zakonnik, który na chwilę został oderwany od przepisywania Księgi Świętej. I oni rozmawiają o tym, jak będzie wyglądał świat za 1000 lat. Nie są w żaden sposób w stanie tego przewidzieć. Mogą wyobrazić sobie, że świat będzie taki, jak teraz, kiedy o tym rozmawiają, tylko powiedzmy nowocześniejszy. Ale przecież nie są w stanie wyobrazić sobie nic, co jest w 2001 roku. Nic. Przyszłość Jaśku należy do Boga. Jest nieprzewidywalna. I my też nic nie wiemy. Wiemy jedno. Trzecie tysiąclecie musi należeć do Prawdy. Innej alternatywy nie ma.

*

Wyobraźmy sobie Jaśku – Marcin Cumft zapalił fajkę, szykując się do dłuższej rozmowy – że wysyłam ciebie na ten dziedziniec zamku książęcego i ty przysłuchując się tej rozmowie o roku 2001, zaczynasz brać w niej udział. Opowiadasz im o komputerach, telewizorach, o radiu. Mówisz im o lotach kosmicznych, samolotach i przeszczepie serca.

Mówisz, mówisz a oni co? Biorą cię za wariata, coś o stosie przebąkują. Już zaczynasz czuć swąd swojego ciała. Uciekaj więc stamtąd pókiś cały. Uciekaj. Rozumiesz Jaśku teraz. Zjawia się u nas ktoś z roku 3001. Mówi, mówi, a my co? Nie wierzymy, że to poszło w tym kierunku. I nic zrobić nie możemy. Wiemy przecież, że mądrość, że wiedza przeminą.

Co możemy zrobić? No pomyśl Jaśku co?

*

Do malowania wielkiego dzieła przystąpił Jan Matejko. Najpierw szkicował. Wyszedł z tego wielki chaos. Płótno nie mieściło wszystkich jego pomysłów. Matejko więc wyszedł z pracowni i szybkim krokiem zmierzał tam, gdzie Bach łączył się muzyką ze Stwórcą.

*

– Z mistrzem Janem muszę się widzieć. Z Janem Matejką, tym malarzem z Krakowa. Jestem Bartłomiej z Krakowa, przybyłem w pewnej bardzo ważnej sprawie.

Marcin Cumft spojrzał na nowego przybysza. Atletyczna budowa, tubalny głos, widać, że silny niczym Herkules.

– Matejko, panie Bartłomieju, słucha Bacha, a w jakiej pan sprawie o ile można spytać?

– Oj. Długa historia, opowiem pokrótce. Kiedy w 1520 mistrz Hans Beham dzwon zwany później „Zygmuntem” odlał, to i mnie najął bom człek silny, jak tur nie przymierzając, abym go razem z innymi zawiesił. I Matejko namalował obraz pt. „Zawieszenie dzwonu Zygmunta” a mnie na tym obrazie nie ma. Ja powiem ci Marcinie, spóźniłem się trochę. W oberży „Pod złotym pawiem”, bo piwo przednie dawali, zasiedziałem się. Alem zdążył w końcówce i ciągnąłem liny a jakże, ciągnąłem.

– Dobrze Bartłomieju – rzekł Marcin, zaczekaj tutaj, szynki naszej skosztuj, żubrówki się napij, tylko nie za dużo. Przyjdzie mistrz Jan, to pogadasz z nim, może da się coś zrobić. W tym nowym obrazie będziesz pewnie.

– Zaraz, mówisz 1520 rok. No, no, sporo lat. Sporo.

*

Od zachodu dał się posłyszeć warkot samolotu. Zniżał swój lot i potem wylądował na rozległych łąkach. Służący Wojtek pobiegł w to miejsce i ujrzał idącego w jego stronę pilota.

– Dzień dobry, gdzie tutaj jest dworek w Radziwiliszkach? Dostałem zaproszenie i jestem.

– Proszę za mną, gospodarz czeka. A pan, przepraszam, skąd do nas przybywa? – zapytał Wojtek.

– Jestem Antoine de Saint-Exupéry.

– Czy to pan jest twórcą „Małego Księcia”?

– Tak, to ja.

Marcin Cumft z radością przywitał gościa i zaprowadził do salonu.

*

Tego Marcin Cumft się nie spodziewał. Ten widok był tak niecodzienny, że prawie wszyscy goście wyszli przed dworek. Ktoś szedł i podbijał wielką kulę ziemską. Kula ziemska to był wielki balon z namalowanymi kontynentami i ten balon podbijał człowiek w meloniku, z malutkim wąsikiem, laseczką i w za dużych butach.

To Charlie Chaplin.

– Dlaczego wy wszyscy tacy poważni? Witam wszystkim. Śmiejcie się, życie trwa tak krótko.

– Nam nie do śmiechu, panie Chaplin – rzekł Marcin.

– A widzieliście mnie w filmie „Dyktator”? Ja tego potwora Adolfa wyśmiałem, to tam podbijałem świat i świat dał mi prztyczka w nos, balon pękł. Ja nawet nie będę próbował zrozumieć was, wasza historia dla mnie za trudna, ale wy spójrzcie na nią z humorem.

Tak też można.

*

Marcin Cumft wszedł w konwencję, jaką narzucił Charlie Chaplin. Poszedł do kuchni, gdzie Stefan mistrz nad mistrze szykował swoje specjały. Wydał mu polecenie i zacierając ręce, wrócił do gości. Po jakimś czasie podano Charliemu jego ulubioną potrawę… buty.

– Widziałem Charlie, jak jadłeś buty w „Gorączce złota”, widziałem, jak oblizywałeś gwoździe z tych butów. Masz, jedz.

Buty były zrobione z plasterków szynki, podeszwa z wybornej pieczeni a gwoździe z wysuszonej cieniutkiej kiełbasy. Charlie zaczął ze smakiem jeść. I jedząc, zaczął opowiadać, jak Żyd z Polski, Samuel Goldwyn założył wielką wytwórnię filmową w Hollywood, której symbolem na zawsze pozostał ryczący lew.

*

Zbyszek Cybulski widząc, że Charlie Chaplin jedząc „buty” odgrywa scenę z „Gorączki złota” poprosił, aby Wojtek przyniósł butelkę spirytusu. Rozlał potem ten spirytus do kilkunastu szklaneczek. Rozstawił te szklaneczki na stole w ogrodzie. Poprosił, aby goście wyszli do ogrodu. Potem zapalił te lampki ze spirytusem. Zaczął wymieniać imiona kolegów:

– Bobek Kobiela, Adaś Pawlikowski, James Dean, Charlie Chaplin.

Goście z niedowierzaniem patrzyli na tę scenę. Zapalił jeszcze jedną lampkę i wymienił nazwisko:

– Maciek Chełmicki.

Nikt nie zgasił tej lampki. Nikt nie powiedział „My żyjemy”.

Żyjemy. Żyją w naszej świadomości. Żyją, kiedy oglądamy ich, czytamy o nich. Oni będą żyć.

A my?

*

Antoine de Saint-Exupéry ze smakiem zajadał pyszną szynkę, z zaciekawieniem cudzoziemca oglądał obrazy na ścianach salonu. Juliusz zainteresował się nowym gościem. Jako że duży fragment życia spędził we Francji, Francuzi i ich poglądy interesowały go szczególnie.

– Uważam – rzekł Exupery – że człowiek realizuje się w swojej dążności do Boga. Człowiek jednakże nie może Bogu nic kazać, nie może się też z nim spierać.

– Słyszałem – Exupery wstał i zaczął chodzić, mówiąc coraz bardziej emocjonalnie – że pan Mickiewicz pozwalał sobie w Wielkiej Improwizacji robić zarzuty Bogu. To jest, uważam, niedopuszczalne. Przeczytam panie Juliuszu coś panu. W mojej książce testamencie (pan też panie Juliuszu napisał Testament) pt. „Twierdza” zamieściłem takie zdania:

– Panie – powiedziałem (a nieopodal siedział na gałęzi czarny kruk) – rozumiem, że milczenie jest cechą Twojego majestatu. Ale ja potrzebuję jakiegoś znaku. Rozkaż, aby w chwili, gdy skończę się modlić, ten kruk odleciał. Będzie to jak zwrócone ku mnie spojrzenie czyich oczu i poczuję, że nie jestem sam na świecie. Połączy mnie z Tobą choćby mglista ufność. Nie żądam nic więcej, tylko znaku, że jest tu coś, co trzeba zrozumieć. I przyglądałem się krukowi. Ale ptak siedział bez ruchu. (…) – Panie – powiedziałem – niewątpliwie masz rację. Stosować się do moich próśb byłoby sprzeczne z Twoim majestatem. Gdyby kruk odleciał, mój smutek byłby jeszcze większy. Gdyż taki znak mogę otrzymać tylko od kogoś równego sobie, a zatem jakby od siebie samego, byłoby to więc znowu odbicie mojego pragnienia. (…) I wtedy moja rozpacz zaczęła ustępować miejsca nieoczekiwanej i szczególnej pogodzie ducha.

Ciekawe słowa, pan pisze panie Antoine – rzekł Juliusz – bardzo mądre i ciekawe.

*

Marcin Cumft poszedł odpocząć do swojego pokoju, stanął przy oknie i oglądał piękny teren przed dworkiem. Na klombie z kwiatami Charlie zostawił ogromną kulę ziemską. Nagle Marcin posłyszał lekkie, delikatne, nieśmiałe pukanie do drzwi.

– Wejść proszę – Marcin lekko zniecierpliwiony odszedł od okna.

– Mam zaszczyt przedstawić się – jestem Piotr Bobczyński. Pan Gogol wymyślił mnie, wymyślił mnie jako człowieka, który chce się wyrwać do wielkiego świata. A wielki świat tutaj do tego pięknego dworku przybył i ja proszę jak najpokorniej, bo wiem, że jeździ pan do Petersburga, niech pan raczy powiedzieć tam różnym możnowładcom, senatorom, admirałom, że właśnie, wasza ekscelencjo, albo jaśnie oświecony, że w tym a tym miasteczku mieszka Piotr Bobczyński. Tak niech pan łaskawie powie…

– Panie Piotrze – tutaj jest inny świat.

W Rzeczypospolitej tak nie upadlano ludzi. To Rosja stworzyła system, który tak pięknie opisał i ośmieszył Gogol. Mikołaj Gogol. Ale jest pan sławny. Na całym świecie gdzie sztuka Gogola jest grana, pana postawa wzrusza. I do książki naszej pan wszedł. Dobrze jest panie Piotrze. Osiągnął pan cel.

Grzegorz Pieńkowski

Załóż wątek dotyczący tego tekstu na forum

PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Powieści i opowiadania3. Gwałt27. Opowiadanie erotyczneNestor – Powieść minionych lat (rozdz. 1-7)1. Seks w pociągu pospiesznym2. Seks w pociągu osobowym
Najwyżej oceniane Powieści i opowiadaniaHistoria pewnego zerwaniaGdzieś w ostatecznej krainie, część 39Rozdział 1. Witajcie kotySkąd wzięły się kolory na ziemi, czyli historia jak najbardziej prawdziwaNa poczucie winy
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.