Powieści i opowiadania > Gdzieś w ostatecznej krainie

Gdzieś w ostatecznej krainie, część 18

Gdzieś w ostatecznej krainieFiodor Dostojewski poszedł do biblioteki. Znalazł tomik wierszy Anny Achmatowej i zszedł do salonu. Przysiadł się do Juliusza i zaczął rozmowę.

– Kiedy Anna zobaczyła Dzierżyńskiego tutaj, postanowiła nie wchodzić. On uosabia dla niej zło, które opanowało Rosję. I to zło przyszło z Polski.

– Tak panie Fiodorze, tylko że Rosja była przygotowana na przyjście tego zła. Rosjanie stworzyli system łagrów, gdzie zamordowano miliony ludzi. Sam Dzierżyński, zgadzam się, stworzył system, ale bez trudu znalazł setki tysięcy ludzi gotowych niszczyć i zabijać.

– W 1919 roku Anna Achmatowa tak napisała – Fiodor Dostojewski zaczął cichym głosem czytać:

Czymże gorszy jest ten wiek od dawnych? pytam. Czy tym, że w kłębach smutków, niepokojów On najczarniejszych ran dotykał I nie potrafił ich zagoić? Wszak jeszcze na Zachodzie ziemskie słońce patrzy, I dachy miast odblaskiem jego świecą, A tutaj już kostucha domy krzyżem znaczy I kruki nawołuje, kruki już lecą

Rozdziobały was kruki, panie Fiodorze, rozdziobały.

*

– Jak to jest z cierpieniem? – zapytał Jasiek Andrzeja Bobolę, który milczący siedział przy stole.

– Pewnego dnia lub pewnej nocy po wielkim arcydziele Boga przeszedł człowiek skuszony przez Złego, zostawiając na nim ślady bólu i cierpienia, pozostawiając na nim głębokie rany.

Śmierć weszła na świat przez zawiść diabła, bo Bóg nie uczynił śmierci i nie cieszy się ze zguby żyjących(Mdr. 1 13. 2. 23)

– A kim ty jesteś Jaśku?

– Ja jestem postacią fikcyjną. Wymyślił mnie autor książki „Imię moje jak dźwięk pusty”, a potem zaprosił mnie do książki „Same tylko płótna” no i do tej mnie zaprosił. Cieszę się, że mogę poznać tyle ciekawych osób. Święty Andrzeju pamiętaj o mnie.

*

Jan Sebastian ciągle grał i Juliusz postanowił wejść do tego kościółka posłuchać go i pomodlić się. Usiadł w ostatnim rzędzie i patrzał na kolorowe witraże, na rzeźby i obrazy Drogi Krzyżowej. Spojrzał na sufit i dostrzegł piękne malowidło. Przypomniały się, co w VIII księdze Beniowskiego pisał o suficie, który wymalował Rafael.

Co do mnie… wolę Rafaela loże I te sufity, gdzie nad ludzka głową Wisi w tęczowych blaskach dzieło Boże, A taką sztuką odświeżone nową Tak nieśmiertelną, że umrzeć nie może Ja kiedym w górę spojrzał, to przestrachem Zdjęty, myślałem, że w braku sufitów Niebiosa wiszą otwarte nad gmachem… A Bóg światowi powie: „W gruzy syp się!” A grobom powie: „Stójcie, odemknięte!” A tym sufitom: „Skrzydłami się nieście” W niebo, bo z myśli i z nieba jesteście.

Wzrok Juliusza opadł na oczy Matki Boskiej z Guadelupe, której obraz wisiał w bocznej nawie kościoła. I nie wiedział Juliusz, nie domyślał się nawet, że w źrenicy oka Maryi utrwalił się niczym na fotografii obraz kilku osób żyjących w XVI wieku.

*

Słuchając Bacha, Juliusz myślał o swoim przeżyciu w kwietniowa noc roku 1845. Myślał o tej ognistej wizji, która w mgnieniu oka zmieniła jego życie. Przychodziły mu na myśl teksty, z którymi zetknął się niegdyś, szukał potwierdzenia swoich mistycznych obrazów.

Mędrzec chiński tak pisał:

Coś nieustannie biegnie naprzód Coś innego pozostaje w tyle; Jedne rzeczy są zimne inne ciepłe Jedne mocne, inne słabe, Jedne się rodzą inne zamierają.

A Hugh Everetti napisał tak:

…od chwili powstania Wszechświata następowało rozgałęzienie się czasu i rzeczywistości na wiele nurtów, różnych od siebie, które toczą się jak rzeki, nie stykając się z sobą. My żyjemy w jednym z tych nurtów, nie mając pojęcia o innych.

Obok przysiadł się Jasiek i rzekł szeptem „Panie Juliuszu kałduny litewskie podają, zapraszają pana. Warto iść, bo są pyszne”.

*

Rzeczywiście kołduny były znakomite. Juliusz poprosił do biblioteki ojca Maksymiliana, aby go zapoznać z pewnym interesującym artykułem dotyczącym źrenicy oczu Madonny z Guadelupe.

– Zechciej ojcze Maksymilianie posłuchać – rzekł Juliusz – otóż:

Kolejne powiększenie oczu Madonny dokonane metodą digitalową (2500 razy) pozwoliło odkryć dalsze sceny utrwalone w źrenicach Maryi. W odbiciach tych zachowane zostały wszystkie zasady optyki, tak jak w przypadku żywego oka ludzkiego. Na powiększeniu widać wyraźnie nie tylko dwanaście osób, ale np. sznurowadła siedzącego w kucki Indianina, czy też jego ozdobny kolczyk. Zdaniem wszystkich naukowców badających obraz Matki Bożej z Guadelupe, jest to jedyny na świecie przypadek utrwalenia się podobnego odbicia.

– Ja myślę – rzekł Maksymilian – że Maryja da ludziom odkryć jeszcze wiele zadziwiających tajemnic.

Tutaj widzisz Juliuszu trzeba było czekać kilkaset lat, na odkrycie metody digitalowej. Nowe odkrycia, które będą dokonane, pozwolą odkryć takie tajemnice, które uświadomią, że człowiek i jego wiedza czy technologia to zaledwie ziarnko piasku w porównaniu z Bożą Wszechmocą. Bo to odbicie w oczach Maryi to coś dokonanego jakby mimochodem, bez żadnego trudu, a jak wielkie i wspaniałe. Ale rzecz w tym, by wierzyć i ufać w Bożą moc i potęgę. Bóg jest poza rozumem, poza wszelkim wyobrażeniem. Bóg jest.

Chodźmy Juliuszu, posłuchajmy, jak gra mistrz Jan Sebastian. To też przedsmak nieskończoności.

*

– Tak się zastanawiam – powiedział gospodarz Marcin Cumft – dlaczego Bóg dopuszcza do głosu te ideologie, które tworzą tylko zniszczenia, łzy i morze krwi.

Brat Albert, który nie rozstawał z Pismem, otworzył je na Psalm 139 i zaraz zaczął czytać:

Panie przenikasz i znasz mnie, Z daleka przenikasz moje zamysły… I wszystkie moje drogi są ci znane. Choć jeszcze nie ma słowa na języku. Ty Panie znasz je w całości.

No właśnie – rzekł Marcin Cumft. Nie tylko zna Bóg to słowo, ale i konsekwencje, jakie zasiew tego słowa przyniesie. Wolność – przeradza się w samowolę. Równość – niszczy piękno i ład, a wprowadza chaos i najniższe instynkty biorą górę. Braterstwo – bądź moim bratem albo cię zabiję. To są oczywiście uproszczenia, tym niemniej te hasła doprowadziły do rozlewu krwi i zniszczeń zwłaszcza w sferze ducha na niespotykaną skalę. A przecież:

Choć jeszcze nie ma słowa na języku. Ty Panie znasz je w całości.

Lecz ta lekcja jest konieczna. Musi człowiek przejść lekcję pokory. Musi zrozumieć, że nie jest bogiem. A tak mało uczymy się z doświadczenia innych. Im się ciągle wydaje, że już świat należy do nich, a za chwilę niczym są. Zerem.

*

Niedaleko więc zaszedłszy, ujrzeli obóz cały małych dzieciątek i pacholąt gnanych na Sybir, które odpoczywały przy ogniu…

Jasiek usłyszał, że Juliusz zaczyna swoją opowieść, przysunął się trochę bliżej i z uwagą słuchał jago syberyjskich opowieści o Anhellim:

…A w środku gromadki siedział pop na tatarskim koniu, mający u siodła dwa kosze z chlebem. I zaczął owe dzieciątka nauczać podług nowej wiary ruskiej i podług nowego katechizmu.

Kiedy Juliusz skończył, Jasiek zaproponował swoją opowieść usłyszaną w mieście Będzinie w 2001 roku, w miesiącu listopadzie.

– Mistrzu Słowa – z namaszczeniem zaczął Jasiek – poznałem pewną panią, która urodziła się w okolicach twojego Krzemieńca w miasteczku Szumsk. Ta świadomość, że sto przeszło lat wcześniej ty Juliuszu tutaj żyłeś, powodowała, że mieszkańcy dumni byli, że żyją, gdzie ty żyłeś. W 1939 roku przyszli bolszewicy. Ty oczywiście ostrzegałeś, że przyjdą, ale wiesz, nie dość uważnie ciebie czytają. I pani Alicja, która wtedy była kilkunastoletnią Alą i której życie w Szumsku wydawało się nudne i bezbarwne modliła się gorąco, aby bolszewicy wywieźli ich na Syberię. Syberia – chyba pod wpływem twojego Anhellego – wydawała jej się taka poetyczna, taka ciekawa, taka baśniowa. Jednakże jak wiesz, Bóg wysłuchał jej modlitwy – bo Bóg wysłuchuje każdą modlitwę – i na Syberię ona i jej rodzina nie pojechali. On wie lepiej, co jest dla nas najlepsze w danym momencie. Ala zamiast na wschód pojechała na zachód i osiadła w mieście Będzin. I tam ją znalazłem, ciekawych historii Juliuszu wysłuchałem i opowiem je, byś poznał, co dzisiaj ludzie myślą o kresach, o twoich i Adama kresach, które już nie nasze, ale w duchu ciągle nasze.

*

Michał Bułhakow, który dostrzegł wyraźnie, że szatan przyszedł do Rosji w 1917 roku i działa oficjalnie, siedział w bibliotece zaczytany nad dziełami Aleksandra Sołżenicyna „Archipelag Gułag”. Kiedy Jasiek wszedł do biblioteki, przeczytał mu fragment o nocnych aresztowaniach:

Nocne aresztowania przeprowadza się u nas najchętniej, bo mają ważne zalety. Wszyscy obecni w mieszkaniu obezwładnieni są przez strach już od pierwszego dzwonka. I mają też tę zaletę, że sąsiednie domy i miejskie ulice nie wiedzą ilu w nocy wywieziono.

Panie Michale – rzekł Jasiek – moja rozmówczyni pani Alicja taką historię opowiedziała:

W naszym domu kwaterował naczelnik NKWD. Ale nigdy nie przebywał w domu w nocy, gdyż w nocy zawsze „pracował” aresztując, przesłuchując i asystując przy wywozie ludzi na Syberię, o którą ja w wielkiej młodzieńczej nieświadomości się modliłam. Przychodził w południe zmęczony, smutny, zamyślony jakiś i często wołał mnie i mówił: graj Alicja! I ja grałam na pianinie to, co umiałam. Nie wiedziałam, nie zdawałam sobie sprawy, co on w nocy robił, ale grałam mu naszą piękną pieśń religijną „Serdeczna Matko opiekunko ludzi, nie cię płacz sierot do litości wzbudzi”. On sobie nie zdawał sprawy, co to za pieśń, a ja myślę, że był to z mojej strony nieświadomy hołd i modlitwa za te ofiary. Jego ofiary.

*

W dworku w Radziwiliszkach trwa wesele. Michał i Małgorzata zaczynają nową drogę życia. Jakie będzie to życie? My mamy możliwość stworzenia im życia radosnego, życia bez zmartwień, jednakże byłoby ono nieprawdziwe. Ich życie będzie takie, jak czasy, w których przyjdzie im żyć.

Bo ktoś inny zadecyduje czy w ich życiu będzie więcej płaczu czy śmiechu.

*

Co jest, co było w tych kresowych dworkowych, że budzą taką nostalgię? Tamten świat odszedł na zawsze. Odżył w naszej książce. Zaludnił się różnymi postaciami, a przyjdzie, przyjedzie jeszcze więcej. Kiedyś ktoś napisał książkę, czyli swoją osobowość zawarł na kartach tej książki. Kiedy więc czytam, czytasz książkę, podejmujesz dialog z autorem.

Jasiek w bibliotece siedzi, zapalił wszystkie świece i listy pisze z zaproszeniami. Co jakiś czas posłańca wzywa, a ten na koń wsiada i na pocztę podąża. A na ścianie frontalnej poczty godło Rosji, dwugłowy carski czarny orzeł.

A oni tańczą mazura, bigos jedzą i żubrówkę piją. Tymczasem gospodarz Marcin Cumft wyszedł dyskretnie. Poszedł do pokoju swojego, aby tam posłuchać radia. Bo Marcin Cumft nie wyobrażał sobie, aby pod koniec dnia nie posłuchać rozgłośni polskiej „Radia Wolna Europa”.

*

Jasiek rozesłał, jak się okazało, mnóstwo zaproszeń. Chciał również poznać ludzi, którzy swego czasu powiedzieli Chrystusowi „Nie”. W tym miejscu, gdzie zebrali się ci, którzy swoje życie ułożyli tak, jak sobie życzył Mistrz z Nazaretu, przybycie ludzi, dla których Jego imię było pustym dźwiękiem, mogło być interesujące. Oni odeszli, ale ich „idee” zostały i zatruwają nadal umysły kolejnych pokoleń. A może oni są jak ta woda z galilejskiej studni.

Jasiek rozwinął rulon i zaczął czytać pewien wiersz:

Jestem wodą z galilejskiej studni Już rozpoczęte przygotowania do weselnej uczty Już goście sproszeni a wino w piwnicach Sześć stągwi kamiennych czuwa Oczekując Twojego przybycia i mojego Ciągle jeszcze jestem wodą z galilejskiej studni.

*

Słyszałem panie Marcinie, że chciałby pan tutaj zaprosić Andrzeja Towiańskiego. Proszę pana, niech pan tego nie robi. Wolałbym nie spotykać się z nim – rzekł Juliusz Słowacki. To jest, to – przepraszam – był szarlatan. Nie wiem, właściwie nie chcę wiedzieć, czy był on rosyjskim agentem, wiem jedno, zrobił on dużo złego. Nie przepadam panie Marcinie za Adamem, on za mną też, lecz co tu dużo mówić, Towiański go zniszczył. A przecież Adam to wielki Polak, to wielki Duch.

– Panie Juliuszu niech i on tutaj przybędzie, niech wyłoży swoje racje, mimo iż racji nie ma.

– Wszedł Towiański w nasze dzieje i chcąc nie chcąc musimy go znosić. Nasz on. Nasz on na zawsze.

*

Po tej rozmowie Juliusz poszedł porozmawiać z Wyspiańskim. Kilka razy przeczytał jego „Wesele” i nie mógł wyjść z zachwytu. Miał jednakże wrażenie, że jakiś wpływ na twórcę „Wesela” wywarł. Czuł tam echa swojego „Króla-Ducha”. Cieszyło go to bardzo. Wszak w galerii aniołów, jego aniołów, Stachu zajmował miejsce pierwsze.

*

I jeszcze jedno Marcinie, odnośnie tych osób, któreś zaprosił, a które obojętne czy nienawistne dla Chrystusa. Ja powiem tak:

… i do nas, którzyśmy tam byli Na ono święto zaduszne zwołani Śród lasów, w smętnej dla narodu chwili Wywołaliśmy ludu duch z otchłani O wy, coście ze mną wtenczas żyli, Krwi przyduszeni ciężarem i pijani Rozpustą ducha… wężom się śród wieży I wam – coś jeszcze z tej pieśni należy.

Marcinie, niech przyjdą ludzie, którzy zło czynili. Już tutaj widzę i Robespierra i Dzierżyńskiego, ale przecież ktoś im szeptał te jadowite słowa, te idee pełne krwi i nienawiści, pełne kłamstwa. Oni tylko z ochotą je wcielali w życie. I póki świat istnieć będzie, to żyć będą i działać ludzie, którzy z podszeptu złego, zło siać będą.

„Aż was zjadacze chleba w aniołów przerobią” – mam nadzieję, że nie w upadłych aniołów. – Juliuszu – rzekł Marcin Cumft – a jak oni przeczytają twoje wielkie dzieła i zamiast pokory, pychy nabędą, to co wtedy? Co wtedy Juliuszu? Co?

*

Maksymilian Francois Maria de Robespierre siedział nieruchomo przy okrągłym stoliku w kącie wielkiego salonu, dworku w Radziwiliszkach. Był tak poważny, jak marsz żałobny Szopena. Fryderyk Szopen kończył właśnie kolejny puchar wina, flirtując z jakąś dziewczyną, której uroda zwracała powszechną uwagę.

Brata Alberta zainteresował Robespierre, gdyż on siebie traktował tak poważnie, jak dziecko, które buduje zamek z piasku przekonane, że zamieszka w nim razem z rodzicami.

Przysiadł się tedy brat Albert, wyciągnął chleb z torby, ułamał spory kawałek i podał Robespierrowi, ten odmówił.

– Mnie – uśmiechając się, powiedział brat Albert – chleb wystarcza. Nie chcę jeść tych weselnych różności, chociaż one niewątpliwie znakomite i takie polskie.

Ruszył pan, panie Maksymilianie, lawinę, która toczy się i porywa wielu. Ta lawina to wiara, że bez Boga można urządzić świat. Jesteście fanatykami zbrodniczej utopii, panie Robespierre, a przede wszystkim macie nadmierne przekonanie o własnej ważności. Utrudnia to widzenie świata i siebie we właściwej proporcji. Ta właśnie cecha przeszkadza Panu Bogu w obdarowaniu was miłosierdziem i przebaczeniem. Jest nią śmiertelna powaga. Wasza przekonanie o własnej ważności jest niepoważne przecież i niedorzeczne w obliczu Bożego majestatu. Konsekwencją zaprzyjaźnienia się z Bogiem jest optymizm, pogodne usposobienie i radość życia. Chodźmy panie Robespierre na przechadzkę. Wstąpimy do kościoła św. Tomasza. Posłuchamy Bacha. A swoją drogą Tomaszowi Jezus rzekł:

Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

Tomasz to taki apostoł – racjonalista. Musi wszystko dotknąć, zobaczyć, bo inaczej nie uwierzy. No ale chodźmy, w kościele św. Tomasza są piękne obrazy drogi krzyżowej, na jednym jest fotoreporter, który robi zdjęcie upadającemu Chrystusowi. Musi pan zobaczyć ten obraz panie Maksymilianie. Koniecznie.

*

Marcin Cumft słyszał, co Brat Albert mówił do Robespierra i pomyślał sobie, że tak to jest, że szatan – wróg wszelkiej radości i szczęścia – często zatruwa człowieka smutkiem. Spojrzenie na świat z humorem oczyszcza człowieka z tej diabelskiej trucizny. A Marcin Cumft to człowiek pełen humoru i radości. Już sam jego pomysł zaproszenia takich gości, był sam w sobie zabawny. Marcin Cumft szykował wszystkim wielką niespodziankę.

A tymczasem posłał służącego Wojtka po kolejne butelki do piwnic. Tym razem po rocznik 1808, wszak ma przybyć kolejny zaproszony gość – Jan Leon Hipolit Kozietulski, a on pewnie zaszarżuje. Oj zaszarżuje.

*

Idąc do kościoła św. Tomasza, brat Albert opowiadał Robespierrowi o krakowskich ogrzewalniach, o Krakowie, o swoim życiu zanim wybrał drogę, którą teraz podąża:

„W myślach o Bogu i przyszłych rzeczach znalazłem szczęście i spokój, którego daremnie szukałem w życiu”, bo widzi pan: „Powinno się być dobrym jak chleb; powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny” i jeszcze jedno panu powiem: „Bez miłości grosz jest szorstki, strawa podana niesmaczna, opieka najlepsza niemiła”. Bo cóż z tego, że stworzycie nowy wspaniały świat, gdzie będą królować te wasze hasła Wolności, Równości i Braterstwa, kiedy miłości tam nie będzie. Będzie tam za to samowola, kłamstwo i bezduszność. Tak panie Robespierre, posiał pan dużo zła, pan taki mądry, uczony. Bernadetta z Lourdes prosta, nieuczona będzie naprawiać to, co pan zepsuł. Ale ona była pokorna i nie brała siebie tak poważnie jak pan – panie Maksymilianie. Wejdźmy do kościoła, posłuchajmy mistrza Jana Sebastiana. I niech pan spojrzy na najbardziej pokornego Człowieka, jaki chodził po ziemi. Niech pan spojrzy na umęczoną twarz Bożego Syna.

*

Dlaczego burzą się narody, dlaczego knują złe zamysły? Grzech ten w człowieku jest niepokojem. Dlatego rodzą się zazdrości, nienawiści Kain zabija Abla. Naród występuje przeciw narodowi Dzielą się ludzie na partie Zwalczają się wzajemnie I kończy się to wszystko walką Z samym Bogiem Dokąd człowiek nie postawi Boga Na początku swoich myśli i działań, Będzie walczył z innymi, ze sobą samym Wreszcie z Bogiem To kończy się rozpaczą.Bp. J. Zawitkowski

*

Powierz Panu swe dzieło, a spełnią się twoje zamiary.(Ks. Przysłów 16, 3)

Spełnią się na pewno. Tak myślał Juliusz, pisząc swoje poezje i tak myślał Stachu Wyspiański. Bo wcześniejsze zdania tej księgi brzmią:

W oczach człowieka czyste są wszystkie jego drogi lecz Pan osądza duchy.

Tak Pan osądza intencje, głębi właściwy zamiar. Zamiar czy to ma służyć sławie twórcy, czy ludziom, którzy są teraz i którzy przyjdą i będą czerpać jak ze źródła ze słów pisanych z trudem nieraz a nieraz w natchnieniu, bo nieraz anioł stoi za plecami i mówi szeptem: „Pisz, pisz. Nie piszesz dla siebie, piszesz dla pewnego człowieka, który narodzi się za 100 lat, odczyta to i zmieni się jego życie. Zmieni na dobre”.

Grzegorz Pieńkowski

Załóż wątek dotyczący tego tekstu na forum

PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Powieści i opowiadania3. Gwałt27. Opowiadanie erotyczneNestor – Powieść minionych lat (rozdz. 1-7)1. Seks w pociągu pospiesznym2. Seks w pociągu osobowym
Najwyżej oceniane Powieści i opowiadaniaHistoria pewnego zerwaniaGdzieś w ostatecznej krainie, część 39Rozdział 1. Witajcie kotySkąd wzięły się kolory na ziemi, czyli historia jak najbardziej prawdziwaNa poczucie winy
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.