Podróże małe i duże > Estonia 2010

Estonia 2010: Tallinn

Po Tartu przyszedł czas na to, co nas do Estonii ściągnęło, czyli odwiedzenie Tallinna (z estońskiego duńskie miasto). To było moje marzenie odkąd tylko usłyszałam, że o. Wojciech OP się do tego miasta przenosi.

Więc najpierw wyjście na wylotówkę, potem chwilę machania na stopa, jeden samochód i już byłyśmy w drodze do estońskiej stolicy.

Kaplica w klasztorze św, KatarzynyKaplica w klasztorze św. KatarzynyKontemplować i przekazywać owoce kontemplacji

Nasz cel – klasztor świętej Katarzyny ze Sieny– mieści się w samym sercu serca miasta, na ul. Muurivahe tn. 33-11. Jest to jedna z XVII-wiecznych cudownych kamienic. Mieszkają w nim dwaj polscy Dominikanie – o. Artur i o. Wojciech. Msze w klasztornej kaplicy odprawiane są po estońsku, rosyjsku, łacinie, polsku, a na specjalne życzenie o. Artur może odprawić po łotewsku. Dla każdego coś miłego. We wszystkich przewodnikach turystycznych jako klasztor dominikański oznaczony jest XII-wieczny podominikański budynek, który obecnie robi za muzeum. Jednakże ponoć nie ma w nim co oglądać, a wejście jest drogie, więc nie warto tam zaglądać. My nie byłyśmy, ale za to się zachwyciłyśmy kaplicą. Maleńką, bardzo klimatyczną, nastrajającą do medytacji. Przesiedziałyśmy w niej długie godziny na wspólnych z Ojcami modlitwach i adoracji... Eh... aż łezka się w oku kręci z tęsknoty za klimatem tego miejsca...

Kaplica w klasztorze św. KatarzynyZatoka tallinska

Ojcowie, jak na Polaków przystało, ugościli nas fantastycznie! Były długie rozmowy, takieżże wspólne posiłki, wieczorne picie wina, zbieranie grzybów, oglądanie wodospadu, koncert Linnamuusikud (muzyków miasta)... Ale może po kolei.

BałtykPod wodami JägalaPirita

Gdy przyjechaliśmy do Tallinna w klasztorze był jeszcze o. Vladimir, który pochodzi z Estonii, ale pracuje obecnie w Wilnie. Więc w ramach odwożenia go do rodzinnej Loksy (to na wschód od Tallinna) zaproponowano nam wypad na grzyby, których, o czym przekonałyśmy się będąc w Soomaaparku, nie brakowało w owym czasie, a nawet był ich nadmiar. Cóż za radość była! Podgrzybki, prawdziwki, stojaki, maślaki, sitarze, rydze i podróbki rydzy (wykryte dzięki o. Wojciechowi, bo inaczej kiepsko by było), kanie... Godzina spaceru – cztery pełne torby. I to bez zbyt głębokiego wchodzenia w las. Cudnie!

wodospad Jägalawodospad Jägala

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się nad Bałtykiem (nie mogliśmy wyjść z podziwu, że gdzieś na innym jego nadbrzeżu jest Polska)., a także koło najwyższego estońskiego wodospadu, czyli Jägala. Jest on szeroki aż na 50 metrów, a w czasie roztopów jeszcze szerszy. Padnięcie na kolana z zachwytu – murowane. Feraria barw, radość moczenia nóg oraz schowania się pod wodospadem, piękno okolicznej przyrody... Ponoć nad Jägala trzeba przyjechać przynajmniej cztery razy, gdyż o każdej porze roku jest on zupełnie inny i zupełnie inaczej zachwyca. Ale bezustannie zachwyca. To jedno z obowiązkowych miejsc do odwiedzenia!

Bałtyk - Zatoka TallińskaNad brzegiem Bałtyku

Kolejne dni przynosiły nowe doznania. Był spacer wokół murów miejskich (praktycznie w całości zachowanych), po nader urokliwej starówce pełnej ludowości we wszelkich odmianach, po świątyniach różnych wyznań. Zakochałam się w tym wszystkim. Zresztą ponoć nie tylko ja, bo gdy rozmawiałam ze znajomymi, którzy Tallinn nawiedzili przede mną, to nie mogli wyjść z zachwytu nad czerwonymi dachówkami, nad architekturą, nad brukiem. Po prostu wszystkim serce biło mocniej!

Cmentarz przy klasztorze PiritaFolkfestiwal

W czasie naszego pobytu w stolicy Estonii odbywał się festiwal ukraiński – na rynku stała duża scena, na której można było posłuchać koncertów i pooglądać ludowe tańce, a wkoło można było spróbować regionalnej kuchni i kupić pamiątki. Między straganami zabłąkało się też stoisko Polski z bigosem i pierogami, ale nikt z osób obsługujących nie potrafił w naszym języku się wysłowić...

Brama miejskaDo jednej z najdrozszych restauracji - Olde HansaZ o.Wojciechem spacer przy murach miejskich
FolkfestiwalFolkfestiwalFolkfestiwal

Tallin równa się też obowiązkowej wizycie nad Zatoką Tallińską, wzdłuż której ciągnie się promenada prowadząca wprost do klasztoru brygidek Pirita. Z XV-wiecznego obiektu został tylko cmentarz i ruiny zabudowań - całkiem nieźle zachowane, nadal budzące podziw. Gdy tylko zamknie się oczy, wtedy można sobie wyobrazić, jak opięć wieków temu toczyło się tam życie – modlitwy, nabożeństwa, codzienne czynności... Ruch musiał być tu spory. Latem nad budynkiem, który kiedyś był kościołem, rozkładany jest dach i odbywają się tam koncerty muzyki różnej.

Krzyż nagrobnyMniej romantyczny TallinnNagrobekCerkiew prawosławnaFolklor estoński

A jak już o koncertach mówimy. Na zakończenie naszego pobytu, gdy o. Artur przebywał w ośrodku rekolekcyjnym w wiosce Kodasema, o. Wojciech zaprosił nas na koncert muzyki dawnej. Bo Estończycy lubią muzykę dawną. Lubią też teatr i inne formy sztuki, dzięki którym mogą wyrazić to, czemu ich małomówność nie potrafi dać wyrazu. Więc o. Wojciech zaprosił. Bo się zachwycał. I my się zachwyciłyśmy. Bo grał zespół Linnamuusikud. Ponoć był on parę miesięcy wcześniej w Łodzi, ale wiadomo: jak jest blisko, to jest daleko. Cóż powiedzieć... jeśli koś lubi muzykę dawną, to również by się zachwycił. A nawet jak jej nie lubi, to by pewnie polubił! Były śpiewy po łacinie, były transkrypcje na Estoński... Był śpiew Taiwo – głównego, przegenialnego solisty, którego mogliśmy też często słyszeć na nieszporach gregoriańskich w dominikańskiej kaplicy – była wielość instrumentów, wielość głosów... Co ja będę pisać, posłuchajcie sami:

Aby wyświetlić obiekt zainstaluj wtyczkę: Adobe Flash Player

I tak minęły nam nie wiadomo kiedy dwa tygodnie. Czas było do Polski wracać. A właściwie to wpierw był wieczór w Wilnie. Taki szybki. Spontaniczny. Dzień przed wyjazdem zaczepiłyśmy couchsurfera, ten odpowiedział nam po paru minutach że mamy przyjeżdżać. Jednak jeszcze stojąc na wylocie w Tallinie nie wiedziałyśmy, czy do stolicy Litwy dojedziemy. Bo półtorej godziny łapałyśmy stopa, który zawiózł nas tylko do Pärnu (około 120km na południe od Tallinna). Więc powstało postanowienie: jeśli zatrzymamy samochód jadący do Polski – wtedy wracamy tam, a jeśli do Wilna – to w domu będziemy dzień później. Na szczęście kobiety, które nam się zatrzymały, choć nie znały ani słowa po polsku czy angielsku, to jechały do Mińska, czyli centralnie przez Wilno! Na miejscu byłyśmy około 19:00. Nie, nie zwiedzałyśmy kościołów – ponoć to w Wilnie obowiązkowe - kontestowałyśmy. Byłyśmy za to na fantastycznej, zalesionej górce w centrum miasta, z której można było podziwiać całą nocna panoramę stolicy. CUDNIE było! Siedziałyśmy z dwoma Litwinami (mówiącymi po Polsku), popijaliśmy piwo, jedliśmy kolację, opowiadałyśmy o naszej podróży, słuchałyśmy opowiadań o Wilnie, o tutejszym klubie autostopowicza, o biegach na orientację, o studiach... I tak nastała głęboka noc, więc przeniosłyśmy się do mieszkania Andrzejów, poszłyśmy spać, by rano móc wyruszyć dalej. Jeszcze tylko Zosia dostała wielką ścienną mapę Polski, która budziła podziw wśród zabierających nas kierowców (z takim czymś na stopa?!) i odpłynęłyśmy w ramiona Morfeusza.

FolkfestiwalFolkfestiwalNajpiękniejszy widokNajpiękniejszy widok

Dalej trasa minęła nam już bez zbytnich problemów, no może nie licząc przestawiania się z dróg północnej Europy na polskie, dziurawe, zakorkowane szosy (w tym względzie daleko nam do innych państw naszego kontynentu).

Teraz pozostaje nam już tylko wspominać i planować przyszłoroczna trasę!;-)

o.Wojciech i o.Artur nad BałtykiemKlasztor świętej Katarzyny ze SienyPirita
Olga Gretka
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Podróże małe i dużeAlbania, najczęściej zadawane pytania – przewodnikKsamil / Εξαμίλια (Albania) – Raj na ziemi – przewodnikPalenica Białczańska – Wodogrzmoty Mickiewicza – Morskie Oko (Tatry) – przewodnikWisła Czarne – Kaskady Rodła – Barania Góra – Przysłop – Wisła Czarne (Beskid Śląski) – przewodnikKłodzko i Kotlina Kłodzka
Najwyżej oceniane Podróże małe i dużeKrzywy zaolziański Kościół św. Piotra z Alkantary, Karwina (Czechy)Palenica Białczańska – Morskie Oko – Szpiglasowy Wierch – Dolina Pięciu Stawów Polskich – przewodnik (Tatry)Łysa Góra (Góry Świętokrzyskie)Karnawał w OsloUszguli, Swanetia (Gruzja)
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.