Felietony

Erasmus, moje drugie życie

OłomuniecErasmus. Wyjazd na stypendium zagraniczne podczas studiów. Życiowa szansa czy wieczna impreza? Sposób na poznanie życia czy na zmarnowanie go sobie? Czym tak naprawdę jest i co daje studentom wymiana międzynarodowa. Tym razem odkrywam drugie oblicze tej – z pozoru niezapomnianej – przygody. Wiedza z autopsji i z wiwisekcji.

Przed wyjazdem

Skrupulatnie przygotowywałam się do całego przedsięwzięcia i od początku wiedziałam, że tam pojadę. Taki po prostu był cel. Plan. Plan nie przewiduje modyfikacji. Oto ja-robot. Podania, załatwiania, ustalania. Oceny, egzaminy, wakacyjne kursy językowe. Zakupy, walizki, bilety, pociągi. Pożegnania, łzy, uściski... Jak to naprawdę było? Z jednej strony cieszyłam się, że odpocznę od całej tej machiny, w jaką codziennie wpadałam przez ostatni rok, cieszyłam się na nową rzeczywistość i chciałam odpocząć od ludzi. Z drugiej jednak wiedziałam, że może być ciężko i, że będę tęsknić. W końcu namiastkę tego miałam już w wakacje.

Pierwsze wrażenie

Zauroczenie. Piękne miasteczko – niekończąca się zabytkowa uliczka, urokliwa starówka. Rzeka, a nawet trzy. Słońce, ciepły wiatr, szelest liści, punktualne tramwaje. Czego chcieć więcej? A skoro już jest piekarnik w akademiku, to Kamila powinna być zadowolona. I jest! Wszyscy są dla niej mili i pomocni. Można z nimi pogadać, pośmiać się, dosłownie - do tańca i do różańca. Każdy problem jest bagatelizowany, wszystko się ułoży. Teraz się poznaje wykładowców, układa plan zajęć i biega z aparatem, by uchwycić jak najwięcej słonecznych kadrów. No! Witaj, przygodo.

Pierwsze problemy

Przez pierwsze dni, a może nawet tydzień, internet nie jest tak dostępny, jak obiecywano. To ważne, bo trzeba powiadomić bliskich, że wszystko w porządku i krzywda się dziecku nie dzieje. Niekomfortowe jest spanie na piętrowym łóżku (tak, to ja spałam na górze i hamowałam skronią, żeby nie spaść na podłogę), denerwują problemy z rejestracją na przedmioty, zaczyna męczyć... przeziębienie. To kończy się szybką rewizytą w ojczyźnie. Któż by się spodziewał, że tak szybko wróci. Chora. Tak, chora, przede wszystkim z tęsknoty.

Ołomuniec

Wypracować dzienną rutynę

Ale sobie ułożyłam plan! I jakie ciekawe zajęcia powybierałam! Będę się realizować, nauczę się języków. A w wolnych chwilach międzynarodowa kuchnia i podróże!

Tak było może przez miesiąc. Później za bardzo doskwierało mi to, że nie mogę być na większości imprez, ponieważ kolejnego dnia wstaję wcześnie na zajęcia. Zaczęło mi przeszkadzać, że muszę się uczyć więcej od innych. Zaczęli mnie denerwować współlokatorzy i ich frywolny tryb życia. Zaczęła się jesień.

Samotność pośród tłumu

Z jesienią nadeszła melancholia i minidepresje. Powrót nad ranem, obiad na śniadanie... Spaaać! W międzyczasie jakaś wycieczka. Uff... Jak dobrze, bo w tym akademiku chyba bym umarła. Taki mały pokój, taka mała lodówka i jeszcze nie wszyscy w tym mieszkaniu mają takie samo zdanie na temat utrzymywania porządku. Szaro. Tęsknię. Party. Tęsknię. Teatr. Tęsknię. Koncert. Tęsknię. Jadę do domu – ożywam, wracam – znowu więdnę.

Co ze mną? Co z tymi ludźmi?

Poznałam ciekawych ludzi i dobrze spędzałam z nimi czas, ale w sytuacjach kryzysowych na większości nie mogłam polegać. Z nimi można było się bawić, pogadać już nie zawsze. Czasem mało się socjalizowałam, bo miałam dużo nauki. Czasem już nie miałam siły integrować się z osobami, które licytują się swoimi przygodami seksualnymi. Oczywiście, nieoficjalnie, ale wie to każdy. Czyżby mój idealny świat nie istniał? Czyżby faktycznie na każdym kroku czaił się wirus HIV, a studia służyły wyłącznie do zabawy i pogłębiania dziury w głowie? Nie można być tak dwulicowym, nie można mieć dwóch osobnych żyć! W domu wzorowy syn, na Erasmusie party-animal?

Ostatnie problemy

Zrezygnowałam z drugiego semestru. Pokonała mnie wizja machiny biurokratycznej, z jaką na nowo musiałabym się zmierzyć tu, w Polsce. Decyzja była trudna, bo wiem, że taka okazja już się nie powtórzy. Miałam pewne plany na to pół roku, obiecywałam sobie, że wszystko się zmieni (przede wszystkim moje podejście), ale uznałam, że nie ma sensu. Wracam do mojego dużego pokoju. Wracam do osób, którym naprawdę na mnie zależy i nie potrzebują mnie tylko do dobrej zabawy. Wracam naprawić to, co popsułam pewnego wieczoru, cicho wierząc, że kiedyś się uda. Tak, tak, alkohol nie jest dobrym doradcą.

Co zyskałam?

Siłę. Do walki z samą sobą i z przeciwnościami losu. Pewność, że są ludzie, o których warto walczyć i lepiej mieć mniej Przyjaciół niż wielu „przyjaciół”. Świadomość, że chyba komuś tam jednak jestem potrzebna. Pozwiedzałam Europę i mogłam uczestniczyć w zajęciach na całkiem niezłym poziomie. Nauczyłam się rzeczy, których mój program studiów nie przewiduje. Usamodzielniłam się, a nawet zaliczyłam mały survival (owszem, rozmowa w obcym języku z personelem medycznym, podczas gdy przeszywa cię niesamowity ból, moim zdaniem się kwalifikuje). Nowe znajomości, nowy punkt widzenia, nowy punkt w CV.

Ostatnie wrażenie

Chyba spodziewałam się czegoś innego. Cieszę się, że mogłam mieć osoby, które potrafiły postawić mnie do pionu i krzyknąć: „Hej, to jest Twój system wartości i nie próbuj żyć wbrew niemu!” Udało się. Nadal jestem tą samą osobą, tylko trochę bardziej uważną i ostrożną. Mam w sobie więcej empatii, więcej rzeczy potrafię dostrzec i nie staram się odbierać wszystkiego powierzchownie. Doceniam codzienność, te wszystkie wspaniałe rzeczy, które mam, a których na co dzień nie widzę. Mamo, uwielbiam twój barszcz czerwony!

Ołomuniec

Koniec

A gdybym miała jednoznacznie odpowiedzieć, czy warto? Zdecydowanie tak! Możesz nie tylko pobyć w innym otoczeniu i poznać wielu ludzi, możesz przede wszystkim poznać siebie.

Oto mój rachunek sumienia, mojego nieczystego sumienia. To nie jest wszystko, ale to jest wszystko, co chciałam napisać. Do takiego myślenia zainspirował mnie Ryszard Kapuściński, który uważał, że nie należy spisywać swoich wrażeń na gorąco, bo przecież skoro o czymś zapominamy po czasie, to znaczy, że nie było warte zapamiętania.

Kamila Zygmunt
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćDzień jak co dzieńCichoWolność słowaSystem
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.