Wstajemy rano, myjemy się i jemy śniadanie... kontynentalne, bułka, odrobina dżemu, sok i mate de coca... której nawet nie zdążyłem dopić. Wsiadamy do busa i jedziemy w góry, po drodze zaopatrujemy się w liście koki.
Jak już pisałem Arequipa jest położona na wysokości 2398 metrów, dzisiaj dotrzemy do Chivay (3650 m n.p.m.), pokonując po drodze Przełęcz Wiatrów położoną na wysokości 4950m n.p.m.! A wszystko to busem widocznym na zdjęciu poniżej i w bardzo miłym towarzystwie dwóch bardzo sympatycznych Austriaczek - Elizabeth i Evy, starszej pary z Quebec'u oraz naszej przewodniczki oczywiście.



Po drodze odwiedzamy indiańską wioskę, gdzie można napić się mate de coca, a także zakupić jakiś sweter albo czapkę z bardzo ciepłej wełny z Alpaki. Ja oczywiście znowu nie mogę oderwać obiektywu od dzieci... Odwiedza nas też bardzo towarzyska lama, która rozbawia całe towarzystwo.


Dolina rzeki Colca leży ponad 100 km od Arequipy. Jej granice wyznaczają otaczające ją szczyty wulkaniczne Mismi (5597 m), Cutiti (5063 m), Bomboya (5200 m), Hualca Hualca (6025 m), Sabancaya (5976 m), Ampato (6310 m) i Ananta (5100 m). Na dnie doliny (ok. 3200 m) leży 8000 ha malowniczych preinkaskich tarasów uprawnych wraz z wyrafinowanym systemem nawadniającym. Wykorzystany jest każdy kawałek żyznej gleby, na łagodnych stokach widzimy tarasy szerokie, na stromych krawędziach wąskie.
Po drodze do Chivay przejedziemy 3 poziomy przyrodnicze: QUECHUA 2500-3500m, SUNI 3500-4500m, PUNA powyżej 4500m. Jak informuje nas nasza przewodniczka na pierwszym poziomie zobaczymy tylko kaktusy, nie ma tu żadnych zwierząt!
La presencia de tres regiones geográficas naturales del Perú, variedad de microclimas y zonas de vida ecológicas: Quechua, Suni y Puna a más de 4500 m.s.n.m.



Później robi się zielono i pojawiają się lamy, kiedy po raz któryś zatrzymujemy się podziwiać widoki zdaję sobie sprawę, że chyba mam chorobę wysokościową i liście koki tylko trochę łagodzą jej objawy. Docieramy na przełęcz wiatrów, prawie 5000 metrów, nawet na prostej drodze po zrobieniu dwóch kroków brakuje mi tchu! Dookoła w niesamowitej ilości wyrastają apachety. Każdy może taką zbudować z otaczających kamieni i złożyć w niej coś w ofierze dla Pachamamy - Matki Ziemi. Najczęściej składa się jej w ofierze to co tutaj najcenniejsze, czyli liście koki. Budując można się modlić do Pachamamy w jakiejś intencji, albo jak mówią gringos, mięć jakieś życzenie:). Ledwie mogłem się schylać, ale jak bym mógł zrezygnować z modlitwy w takim miejscu!
Chivay wita nas przebranymi lamami i bramą powitalną. W Keczua (języku inków) Chivay oznacza miłość, wjeżdżamy więc do miasta miłości:). Ale miłość wszędzie kosztuje, płacimy za wjazd do parku 35 soli od osoby.
Dojeżdżamy do małej restauracji specjalnie dla turystów, jest tu stół na którym leży mnóstwo lokalnych potraw, za 15 soli można jeść do woli kosztując przy tym praktycznie wszystkiego. Jedzenie jest na prawdę re-we-la-cyj-ne! Potem mamy dwie godziny na odpoczynek w hotelu, gdzie jesteśmy zameldowani pod bardzo dziwnymi nazwiskami... Wieczorem jedziemy nad gorące źródła La Calera, bogate w wapń i żelazo wody wypływając z ziemi mają temperaturę 85 stopni C. Jest bosko!
Spotykamy grupę polaków którzy wykupili wycieczkę w biurze podróży, za 18 dni zapłacili mniej więcej tyle ile my wydamy na całe 5.5 tygodnia!
Wieczorem organizowana jest dla nas kolacja na której mamy jeść tradycyjne potrawy i oglądać tradycyjne tańce. Wchodzimy do sali wypełnionej po brzegi turystami... to nie dla nas, bardzo dziękujemy pani przewodnik i tłumaczymy, że idziemy poszukać czegoś na własną rękę, chyba robimy jej tym przykrość... ale na prawdę nie mieliśmy ochoty spędzić wieczoru z turystami... Spacerując po miasteczku nagle słyszymy bęben, idąc za dźwiękiem dochodzimy do szkoły gdzie właśnie odbywa się jakaś próba, najwyraźniej nie przeszkadzamy miejscowym, a Robak nawet zostaje wciągnięty do tańca! Wracając do hotelu wstępuję na 15 min do kafejki sprawdzić maile i dowiaduje się, że moja żona jest w ciąży:). Niestety nie mam siły tego uczcić, czuje się fatalnie, boli mnie w klatce piersiowej, mam tętno 130! Przez całą noc prawie nie śpię... jak to w mieście miłości.


Chyba nikogo nie trzeba przekonywać o tym, że jadąc za granicę warto znać języki obce. Ma się wtedy nieporównywalnie większą swobodę podróżowania, poznawania i nawiązywania ciekawych znajomości. Oczywiście, najlepiej znać język kraju do którego się wybieramy, z drugiej strony, jeśli podróżujemy w różne miejsca, trudno byłoby nam je wszystkie opanować. Są jednak języki na tyle popularne, że z ich znajomością poradzimy sobie prawie w każdym zakątku świata - to oczywiście angielski i hiszpański. Niestety, kursy językowe są bardzo drogie, rocznie to wydatek kilku tysięcy, poza tym zajmują czas, bardzo dużo czasu. Teraz jest jednak o wiele lepszy, wygodniejszy i w porównaniu do metod tradycyjnych śmiesznie tani sposób! Mówię oczywiście o audiobookach. Dzięki nim możemy się uczyć w samochodzie, jadąc do pracy, jadąc na uczelnię, spacerując, prasując, czy wykonując inne czynności które nie wymagają wielkiego skupienia. Oszczędzamy nie tylko pieniądze, ale i czas! W bogatej ofercie audiobooków znajdziecie na pewno coś dla siebie, są tu materiały zarówno dla początkujących jak i dla bardziej zaawansowanych.
Konwersacje dla początkujących to kurs przeznaczony dla osób zaczynających naukę, jak również tych, którzy chcą poprawić umiejętność mówienia i rozumienia ze słuchu.
Język angielski - w podróży to trochę droższa pozycja, przeznaczona dla osób średnio zaawansowanych. Kurs zawiera ponad 20 lekcji prezentujących różnorodne materiały związane m.in. z planowaniem wakacji, rezerwacją noclegów, podróżowaniem samolotem, pociągiem i samochodem.
Godny uwagi jest również pakiet Angielski dla początkujących zawierający "Słownictwo i podstawy gramatyki" + "1000 słów i zwrotów w podróży" + "1000 słów i zwrotów w pracy"
Dla osób chcących zacząć swoją przygodę z językiem hiszpańskim i przygotować się do podróży do jednego z ciekawych hiszpańskojęzycznych krajów najlepszy będzie Hiszpański - Kurs podstawowy. Obejmuje 11 lekcji - aż 90 minut nagrań - uczących 1000 najbardziej potrzebnych słów i zwrotów.
Rano z pomocą przychodzą mi koleżanki z Austrii, ratują mi życie tabletką na chorobę wysokościową, która trochę mi pomaga. Potem w drodze jeszcze ratują mnie spod kół autobusu, śmiejemy się więc, że są dzisiaj moimi wybawicielkami. Zabawne, że czasem jedno spotkanie ma ogromny wpływ na postrzeganie całego narodu... zdaje sobie przecież sprawę jak fałszywe potrafią być uogólnienia, ale przez te dwie dziewczyny mam teraz ogromną sympatię do całego narodu Austriackiego:). Serdecznie pozdrawiam Elizabeth i Evę. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, może na Machu Picchu:).
Dzisiaj jedziemy w położone na wysokości 3450 m n.p.m miejsce zwane Cruz del Condor, po drodze kilka razy zatrzymujemy się by podziwiać zapierające dech w piersiach widoki. Odwiedzamy też Yanque, w którym znajduje się trochę podniszczony kościółek z unikalną na skalę światową barokową fasadą. Na (zgaduje w ciemno) Plaza de Armas, tańczą dla turystów indianki... Smutny jest widok zabiedzonej dziewczynki ze szmacianką i zrujnowanych lub niedokończonych domów na tle pięknych gór. Ten kontrast będzie mi towarzyszył przez całą podróż. Niesamowicie piękny kraj, wyeksploatowany przez białych do granic możliwości, najpierw okradziony ze złota, potem z miejsc kultu zamienionych na chrześcijańskie kościoły, w końcu z miedzi wydobywanej w niewolniczych warunkach dla zachodnich koncernów, a dzisiaj nawet firmy turystyczne, które zarabiają na turystach często są spoza Peru... w głowie się nie mieści, ale do dzisiaj nadal okrada się tych ludzi!


Droga prowadziła zboczem doliny, więc widoki były niesamowite, nie mogłem oderwać nosa od szyby samochodu... Niestety podróżowanie tutaj w porze deszczowej ma swoje minusy... czasem wiszące na tej wysokości chmury nie pozwalały nam zbyt wiele zobaczyć.

Tak było właśnie w najważniejszym miejscu. Cruz del Condor zawdzięcza swoją nazwę unoszącym się w tym miejscu na prądach ciepłego powietrza olbrzymim kondorom, których rozpiętość skrzydeł osiąga czasem nawet 3 metry! Ptaki te robiły wielkie wrażenie już na Inkach, którzy wybrali je sobie na swój symbol. Niestety my nie zobaczyliśmy tutaj ani kondorów, ani co gorsza... kanionu:(. Jest on dużo węższy i ponad dwukrotnie głębszy od Wielkiego Kanionu Kolorado w USA. Co ciekawe został odkryty przez Polaków, którzy jako pierwsi w 1979 roku "ujarzmili" rzekę i zdobyli kanion! Następnym razem koniecznie muszę sobie zarezerwować w tym miejscu więcej czasu i poświęcić dzień aby zejść na dół!

W drodze powrotnej zatrzymujemy się jeszcze na obiad na podobnych zasadach jak dzień wcześniej. Wracamy do Arequipy gdzie uderzamy do biura podróży, żeby zapytać o Machu Picchu... Okazuje się, że w tym czasie kiedy będziemy w Ameryce są tylko dwa wolne terminy! Musimy zmienić plan podróży, żeby nie ominęła nas największa atrakcja. Żeby zdążyć ze wszystkim układamy plan podróży co do godziny! Czuję się jak Willy Fog, tylko nie mam walizeczki z taką sumą pieniędzy! Musimy się spieszyć, za chwilę odjeżdża nasz autobus do Puno!
Voy hasta el fin del mundo (Peru - Boliwia - Chile):
Pierwszy przystanek: Barcelona! (78 zdjęć)Witamy w Peru: Lima! (93 zdjęcia)Jedziemy na południe: Ica! (42 zdjęcia)Linie z Nazca (53 zdjęcia)Arequipa - Białe Miasto (48 zdjęć)Dolina rzeki Colca / Valle del Colca (Peru) (68 zdjęć)Wyspy na jeziorze Titicaca (71 zdjęć)Cusco - młodsza siostra Krakowa (50 zdjęć)Salcantay Trek - zapach Machu Picchu (68 zdjęć)Machu Picchu - wielki szczyt (71 zdjęć)La Paz - Miasto Matki Boskiej Pokoju (93 zdjęcia)Droga śmierci do Coroico (37 zdjęć)Boliwijska Pampa, czyli błogość (72 zdjęcia)Witamy w boliwijskiej dżungli (47 zdjęć)Święta w Rurrenabaque (63 zdjęcia)Salar de Uyuni - największa solniczka świata (100 zdjęć)Hey mama, we going to Atacama! (64 zdjęcia)Heroica Ciudad de San Pedro de Tacna (38 zdjęć)Żegnamy ocean, żegnamy Peru, żegnamy Amerykę (54 zdjęcia)Komentarze do zdjęć: