zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Felietony

Czytanie znaków świata

Jerzy lengauerJaki to trudny temat! Prawie trzy tygodnie myślenia o nim nie przyniosły żadnego efektu. Z pełną świadomością nie dopisuję epitetu „spodziewanego”. Ale słowa „czytanie” i „świat” w pierwszej chwili przywodzą na myśl wszechobecne, omawiane na wszelkie sposoby porównanie świata do wielkiej księgi. Zdaję sobie sprawę, że nie napiszę o tym nic interesującego, a mądrego to już w szczególności. Pewnie od samego początku robię straszliwy błąd. Chciałbym na ten temat wypowiedzieć się dokładnie, w szczegółach, wyczerpująco. Nie zostawić ani odrobiny miejsca na dopowiedzenia. Napisać rozprawę, wykład. Czy o to jednak chodzi mojemu nauczycielowi zadającemu tematy na wzór buddyjskich koanów?

Może zatem sprawa rozbija się o znaki? Ale to też poplątanie z pomieszaniem! Bałagan, kłębek nici, stóg siana. No bo przecież „wszystkie znaki na ziemi i niebie”, „na pierwszy znak”, „znak czasu”, „znaki szczególne”, „znak zapytania” i dalej mnóstwo synonimów, jak choćby „kod” osławiony tytułem książki Browna czy „oznaki życia”. Stąd już niedaleko do liter, słów, hieroglifów, symboli, stygmatów, objawień, wyroczni, wizji i jeszcze więcej, i więcej. Szkoda czasu, szkoda gadania, szkoda pisania.

Jesteśmy jak dzieci, które nie umieją jeszcze czytać, ba! mówić. Jak obcokrajowiec, któremu potrzebny jest tłumacz. Jak tabula rasa, na której można wyryć… otóż właśnie, co? Znaki właśnie! Jak to dziecko, jak tenże obcokrajowiec dajemy się oszukiwać mistrzom od zapisywania znaków i ich odczytywania. Z mgieł historii, z odmętów świata wyłania się cała rzesza tłumaczy znaków. Wszędzie ich pełno, na każdym kroku. Nie dość, że tłumaczą, to jeszcze odczytują, opiniują, recenzują, sugerują, interpretują, dają wytyczne, każą, rządzą. Bez względu na to, czy żyjemy w niedostępnym miejscu Papui Nowej Gwinei, czy w paryskiej Dzielnicy Łacińskiej, swoboda odczytywania znaków świata to tylko mrzonka. Ci wszyscy czarownicy, medicine meni, szamani, kapłani, czarownicy, prestigitatorzy, kuglarze, naukowcy, lekarze, nauczyciele, historycy, poeci zawładnęli naszym postrzeganiem świata. Na dobrą sprawę to oni są naszymi oczami i uszami. To nie my czytamy znaki świata. My mówimy ich językiem. Bierzemy za dobrą monetę ich interpretację. Z pokorą znosimy swoje nieuctwo, swoją nieumiejętność. Poniekąd jesteśmy bezwolni.

Lecz czasami coś wybucha. Rewolucja? O nie! Po prostu zmieniamy miejsce. Przechodzimy na ich stronę. Doznajemy olśnienia i nagle widzimy świat całkiem inaczej. Z zachwytem chwalimy się dwiema stronami recenzji. Rodzi się w nas kilka strofek. Mitrężymy pół życia na napisanie powieści. Gdzieś tam w oddali może już powstaje kolejne „Życie instrukcja obsługi” albo „Gra w klasy”. Papier ścierny parzy w dłonie, gdy szorujemy tę białą tabliczkę naszego umysłu, naszej duszy. Albo dzieje się coś wielkiego, słońce staje w miejscu, maszyna wznosi się w powietrze, niedostrzegalne kuleczki zamieniają się we wzór DNA.

Gdyby się jednak zastanowić, to nie przypadkiem zasługa tych interpretatorów znaków świata? Bo albo przeciwstawiamy się im, stajemy okoniem, buntujemy się, palimy za sobą mosty, albo skrzętnie, drobiazgowo, dniami i nocami przez długie lata studiujemy to, jak czytali znaki świata. Czyżby w ten sposób szaman przygotowywał swojego następcę? Już trochę inaczej, nie w samotnym szałasie z dala od wioski, nie w pieczarze u stóp świętej góry. Bez ablucji, bez tańca słońca, bez objawień, wizji. Za to w żmudnej pracy przy przewodzie doktorskim, nocnych rozmowach o alegoriach i metaforach, laboratoryjnych mikroskopach…

Tak, to chyba właśnie tak się wszystko kręci. Póki co bezmyślnie depczemy znaki świata, od czasu do czasu zachwycając się fotografią księżyca czy gór, pierwszym kwietniowym bocianem w locie bądź w gnieździe, radosną lub smutną miną dziecka, ale najbardziej dajemy się ciągać po tej ścieżce znaków współczesnym szamanom. Oby to jednak byli poeci, a nie ludowi trybuni.

Jerzy Lengauer
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćAfera srajtaśmowaDzień jak co dzieńCichoWolność słowa
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeJeremi i Rekin 2Najwyżej oceniane:Ekotrade Hell Angels Security
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.