Felietony

Krajobraz po powodzi – Bogatynia 2010

Na początku było ogłoszenie:

Nad rzekąMimo że od powodzi w Bogatyni minął już jakiś czas, mieszkańcy zalanych terenów znajdują się w dramatycznej sytuacji. Ich domy są kompletnie nieprzygotowane na nadejście zimy. W dniach od 1 do 11 września organizowany jest wyjazd do Bogatyni. Potrzeba wolontariuszy, którzy pojadą z nami, by pomagać w usuwaniu skutków powodzi u najbiedniejszych rodzin. Usuwanie szlamu, skuwanie tynków, wynoszenie gruzu. Praca dla dziewcząt też się znajdzie. Można przyjechać na kilka dni, na kilka godzin. Wasz czas jest naprawdę bardzo potrzebny. Dojazd na własną rękę. Mamy dla Ciebie wyżywienie i sprzęt do pracy. Może nawet ubezpieczenie. Należy ze sobą wziąć: Śpiwór i karimatę, ubranie robocze, koleżankę lub kolegę, zapał do pracy i dobry humor.

Studzienka odpływowaSzkielet domuCzęść wolontariuszyMalowanie twarzy

Dalej mail i inne dane kontaktowe. Chwilę później: decyzja wyjazdu. Jakoś tak się sama przyplątała ta decyzja. Całe wakacje myślałam o wyjeździe do Wilkowa. Trochę lenistwa, trochę innych planów, trochę braku czasu i w ostateczności decyzji o wjeździe do Wilkowa brak. Z Bogatynią poszło łatwiej. Rzekłabym: bezboleśnie. Nawet radośnie. Kilka telefonów do znajomych. Większość jechać nie może, bo poprawki na studiach, bo praca, bo coś innego. W końcu jest, Michał jedzie! Czyli że spełnia się marzenie mojej mamy o tym, żebym w końcu nie jeździła sama na stopa.

Elvis żyje!RzekaSzczudlarz i pani klaun

Dzień przed wyjazdem przychodzą znajomi z własnym alkoholem weselnym. Poranna jazda autostopem znów na półśpiąco. No trudno: jedziemy we dwoje, więc śpimy na zmianę. Przez siedem godzin drogi można przymknąć choć trochę oko. Zwłaszcza, jeśli się trafi na TIR-a, bo te mają łóżka. Przedostatni samochód dowozi nas do Zgorzelca. Kierowca się pyta: po co tam jedziecie, przecież od powodzi już miesiąc mija, tam nie ma już co robić! Już na miejscu okazuje się, że jednak co robić jest.

Kordian OFM - organizator całego zamieszaniaAle od początku. Dojeżdżamy w południe – akurat dzwony w kościele Niepokalanego Poczęcia biły na godzinę dwunastą. Dochodzimy do drugiego kościoła: św. Piotra i Pawła, gdzie czeka na nas Kordian OFM, twórca ogłoszenia i organizator całego zamieszania. Nie poznajemy go – na co dzień brązowa sukienka, a teraz granatowe robocze ogrodniczki, stary t-shirt. Za chwilę i my mamy okazję do tego, by wybrać sobie takie stylowe ubranko. Oczywiście najpierw zrzucamy z pleców plecaki.

Chwila przerwy i podjazd do magazynu odzieżowego. Ja wybrałam sobie stylowe jasnoniebieskie ogrodniczki z cienkiego dżinsu, białą polówkę, dwa kalosze o rozmiarze tym samym, choć wyglądzie nieco innym. Można było jeszcze dokonać wyboru spomiędzy licznych roboczych gatek, bluz, koszul, kurtek, czapek, chodaków, ciasnych rękawiczek z białej „skórki” i wielu innych.

Dom nad rzekąNad rzeką

Ogólnie Bogatynia na pierwszy rzut oka przedstawia się nieźle. Może nasz kierowca miał rację? Ale to tylko pierwsze wrażenie. Bo do miasta wjeżdża się od niezalanej strony... Po obiedzie wraz z Michałem jedziemy na ulicę Kościuszki. Tu już zniszczenia widać – w rzece jeszcze leży trochę śmieci (zresztą woda w niej strasznie brudna), wrak samochodu stoi naprzeciwko domu, w którym pracujemy. Mosty nieprzejezdne. Asfalt jest, ale pokruszył się, cały ponachodził warstwami na siebie. Domy stoją jakby na szczudłach – często same szkielety. Miejscowi mówią, że bardzo dużo już pomogło wojsko. Że sprzątali, wywozili śmieci, naprawiali. Aż boję się pomyśleć, jak to wszystko wyglądało chwilę po przejściu fali powodziowej, na szczęście tylko jednej.

Nad rzekąNad rzeką

Bo ja sobie mieszkam w Łodzi, wrzuciłam pieniążek do puszki, której zawartość była przeznaczona dla powodzian i czułam się usprawiedliwiona. Obywatelski obowiązek pomocy spełniony. No ale co z tego, że będą pieniądze, których i tak będzie zawsze za mało patrząc na ogrom strat. Co z tego, skoro starsi ludzie nie wyniosą sobie sami szlamu z komórki, w której ma być węgiel na zimę. Co z tego, skoro tynki same się nie skują. Co z tego, skoro wiele osób nie ma siły lub czasu, by iść do punktu pomocy i przynieść sobie potrzebne rzeczy. Co z tego, skoro co chwilę spotykamy człowieka, który chce po prostu pogadać z kimś i zobaczyć, że komuś na nim zależy, że nie jest sam ze swoja tragedią.

Nad rzekę i powyżej rzeki...Kamienista pustynia nad rzeką

Tu pieniądze niewiele pomogą. Tu potrzeba pomocy tych, którzy przyjadą i realnie, ciężko fizycznie popracują. Najlepiej nie oczekując zapłaty. Bo są też tacy, którzy na powodzianach chcą zarobić. Jedna babcia na naszą ofertę pomocy odpowiada: ale ja ostatnie sto siedemdziesiąt złotych dałam panu żeby wyniósł część szlamu i nie mam więcej... My pieniędzy nie chcemy. Dostaliśmy dach nad głową na plebanii, jedzenie z darów UE i to nam wystarcza. A no i mamy jeszcze siebie i napotykanych ludzi. Ludzi, którzy stracili dobytek całego życia, a i tak się nie poddają. Którzy podchodzą już z dystansem do tego, co się stało.

Najtklub FALAZabawa dla dzieci

Sytuacja z magazynu odzieżowego: przychodzi kilkoro miejscowych. Jedna z kobiet rozpacza: ja już nie mam siły, idę się rzucić na tory, pod pociąg... na to jej sąsiadka zauważa rezolutnie: ale my przecież już nie mamy torów!

Śmieci nad rzekąTaniec z ogniem

Inna scenka: dom nad rzeką, a na nim transparent: najtklub „Fala”. A życie toczy się dalej...

Dzień za dniem mija, kolejne dni pobytu odkordianowych wolontariuszy (już beze mnie, niestety), coraz więcej załatwionych spraw, w międzyczasie niedzielny festyn dla miejscowej ludności, żeby nie żyli samą powodzią, ale by mogli zaznać trochę rozrywki. Teatr, Elvis Presley, tancerze ognia, szczudlarze, malowanie buziek, ognisko, gitary, tańce. I następny dzień pracy.

Mam świadomość tego że to, co udało się nam w Bogatyni zrobić, to kropla w morzu potrzeb. Ale jest gdzieś w nas wewnętrzna radość z tego, że mogliśmy wspólnie kuć tynki (pozdrowienia dla pani Marii B. z ulicy Kościuszki 27), nosić wiadra ze szlamem i na wiele innych sposobów nieść nadzieję na to, że będzie lepiej. Że JEST lepiej. Że nie tylko „pamiętamy”, ale że też działamy. Będziemy działać. A przy okazji pamiętać i wysyłać kartki na święta czy z wakacji.

Taniec z ogniemTygrysekZakaz wstępu
Olga Gretka
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćDzień jak co dzieńCichoWolność słowaSystem
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.