Historia

Bobry, żubry, świstaki i kozice, czyli królewskie zobowiązanie

Drzewa moje ojczyste! jeśli Niebo zdarzy, Bym wrócił was oglądać, przyjaciele starzy, Czyli was znajdę jeszcze? czy dotąd żyjecie? Wy, koło których niegdyś pełzałem jak dziecię...A. Mickiewicz, Pan Tadeusz

Połonina Caryńska w Bieszczadzkim Parku NarodowymSą takie zwierzęta, które stały się symbolami regionów, krain i całych państw. Bo czyż Australia nie kojarzy się w powszechnej świadomości z kangurami, wyspy Galapagos z wielkimi żółwiami, a Komodo z waranami? Podobne skojarzenia bez problemu odnaleźć można i w Polsce. Dostojny żubr (Bison bonasus), choć trafić nań możemy (poza zamkniętymi ośrodkami w Puszczy Niepołomickiej, Lasach Pszczyńskich czy pośród borów wyspy Wolin) w Bieszczadach, Puszczy Knyszyńskiej, Puszczy Boreckiej i Lasach Wałeckich, kojarzy się przecież jednoznacznie z Puszczą Białowieską. Podobnie najistotniejszym symbolem Tatr pozostają rącze kozice (Rupicapra rupicapra spotykana bywa i w Masywie Śnieżnika) oraz sympatyczne świstaki (Marmota marmota), a Roztocza – znane też choćby z mazurskiego Popielna koniki polskie. Trzeba jednak koniecznie dodać, że te wszystkie unikalne stworzenia mogą nas dzisiaj cieszyć tylko dlatego, że w sposób zdecydowany zapewniono im gatunkową ochronę, podobnie jak ich górskim i puszczańskim ostojom zapewniono ochronę rezerwatową. I gdy Polska słusznie szczyci się wielowiekową tradycją tolerancji religijnej, warto przypomnieć nie mniej chlubne, a jeszcze starsze, bo przecież tysiącletnie (!) tradycje ochrony przyrody naszego kraju.

Bolesław Chrobry, autor: Jan MatejkoDziś, gdy bóbr europejski jest zwierzątkiem nader pospolitym i licznym, trudno sobie wyobrazić, że już na przełomie X i XI w. powoli stawał się on w Polsce gatunkiem coraz rzadszym, czemu sprzyjała bez wątpienia wartość bobrzego mięsa i futra oraz popularność sadła i różnorakich wydzielin wodnego ssaka (zwłaszcza tzw. stroju bobrowego) w ludowej medycynie. Wtedy to sprawy wziął w swoje ręce energiczny książę Bolesław I Chrobry, stając się pierwszym w dziejach naszego kraju obrońcą przyrody, zanim jeszcze koronował się na jego pierwszego króla. Znany z twardej ręki władca wydał zakaz polowań na bobry, a także wziął pod monarszą opiekę żeremia. Z czasem na straży bobrów staną nawet królewscy bobrownicy, zawzięci w ściganiu kłusowników. I to właśnie dzięki tak wczesnej ochronie gatunkowej, wspartej stanowczością i powagą groźnego Piasta oraz konsekwencją kolejnych dynastów, Castor fiber może do dziś cieszyć nasze oczy.

Najistotniejsze wszakże, że ochroniarska pasja dziarskiego dynasty towarzyszyła także jego następcom. Cóż, w systemie monarchicznym władca pozostaje wszak dziedzicznym panem i właścicielem państwa, z konieczności dbającym o swój dobytek, a nie tylko wynajętym na krótką kadencję zarządcą... Pamiętał o tym nawet w trudnych czasach rozbicia dzielnicowego imiennik pierwszego króla – Bolesław IV Kędzierzawy, skoro zdecydowanie ograniczył polowania na potężnego tura (Bos primigenius).

W ochronie przyrody ziem polskich pewną rolę odegrali także Krzyżacy, zwykle dość dalecy od idei świętego Franciszka. Ale to właśnie z pierwszej połowy XIV stulecia znane są zakazy używania włoków w wodach Zalewu Wiślanego. Była to pierwsza próba ochrony środowiska wodnego Bałtyku, nad którym krnąbrni mnisi czuli się przecież tak dobrze.

ŻubrAnonim zw. Gallem słusznie nazywał Bolesława I Chrobrego Wielkim, toteż przenieśmy się z kolei w czasy panowania drugiego z polskich monarchów obdarzonego tym tytułem. Oto bowiem król Kazimierz III Wielki wydał w 1347 r. Statut wiślicki, w którym wziął pod opiekę leśne barcie (drzewa z pszczołami), wprowadzając jednocześnie kary za niektóre formy wyrębów i surowo zabraniając wzniecania w borach pożarów. Zakaz powtórzył w Statucie warckim z 1423 r. Władysław II Jagiełło, nakładając na lokalne władze obowiązek sądzenia podpalaczy lasów. Co więcej, pogromca Krzyżaków zarządził w tym samym dokumencie pierwszą gatunkową ochronę roślin, zabraniając wycinki cisa pospolitego (Taxus baccata), z którego dla niezwykłej giętkości cisowego drewna chętnie wyrabiano łuki. Jeśli by kto wszedłszy w las, drzewa które znajdują się być wielkiej ceny jako jest cis albo im podobne podrąbał, tedy może być pojman – oznajmił z wysokości swego majestatu król Polski. Jednocześnie pierwszy z Jagiellonów wziął pod swoją opiekę tury, żubry, tarpany (Equus gmelini), łosie (Alces alces) i bobry, wprowadził okresy ochronne dla zwierząt łownych, ustanawiając również kary za chwytanie i przywłaszczanie większych stworzeń. Władza polskich władców nie sięgała niestety już od dawna na Pomorze Zachodnie, gdzie w 1364 r. z ręki księcia Warcisława V padł ostatni tamtejszy tur.

Zygmunt I Stary, autor: Jan MatejkoBolesławowe i Władysławowe pomysły twórczo rozwinął sto lat później król Zygmunt I Stary w Statucie litewskim z 1529 r. Powtórzył w nim po raz kolejny przepisy ochronne dotyczące bobrów, jednocześnie ponownie biorąc pod opiekę wielkie puszczańskie parzystokopytne – żubra i tura, a także dwa gatunki ptactwa – sokoła wędrownego (Falco peregrinus) i łabędzia niemego (Cygnus olor). Pierwszy z Zygmuntów zakazał też pod karą śmierci (!!!) kłusownictwa w Puszczy Białowieskiej. Kolejny Statut litewski Zygmunta II Augusta z 1558 r. raz jeszcze upomniał się o bobry, zakazując doorywać pola bliżej od żeremia jak kijem dorzucić, a jeśli by ktoś bobry wygonił, ma płacić 12 rubli, a temu żeremiu dać pokój.

ŻubrŻubr

Monarsza opieka nad wielkimi zwierzętami leśnymi, zwłaszcza nad żubrem i turem, dałaby się od biedy wytłumaczyć faktem, iż królowie nasi byli zapalonymi myśliwymi, a co więcej – przed większymi wyprawami wojennymi polowali intensywnie, aby w naturalnych „spiżarniach” puszcz poszukiwać mięsiwa dla swych licznych wojsk, toteż wysoka populacja niektórych gatunków musiała leżeć im na sercu. Nie wyruszali wszelako w knieje, aby ubijać bobry, sokoły czy łabędzie, nie mówiąc już o pszczołach czy... cisach! Od początku autorytarnej monarchii musiał więc istnieć w ozdobionych książęcą mitrą, a później ukoronowanych głowach jakiś rodzaj odpowiedzialności za zasoby naturalne kraju, prawdziwie gospodarskie zaangażowanie, światłe idee i nienazwana wrażliwość na przyrodę, dość zresztą naturalna, skoro Piastowie i Jagiellonowie spędzali pośród pradawnych borów i lasów tak wiele czasu, że ich dobro i dobro ich mieszkańców było dla nich oczywistością. Tylko w ten sposób wytłumaczyć można radykalne a wielokierunkowe działania ochroniarskie Bolesława I Chrobrego, Bolesława IV Kędzierzawego, Kazimierza III Wielkiego, Władysława II Jagiełły, Zygmunta I Starego i Zygmunta II Augusta. Zapewne tylko dzięki nim zachowało się do dziś wiele gatunków rodzimej fauny i flory.

Niestety, mimo królewskich zabiegów populacja tura nadal malała w zatrważającym tempie, ograniczając się już w zasadzie wyłącznie do rejonu Puszczy Jaktorowskiej. Dlatego też wspomniane zarządzenia Jagiellonów w tej materii stawały się coraz bardziej radykalne: osadzeni w Kozłowicach królewscy łowcy mieli turów doglądać, siano od Jaktorowa od poddanych odbierać, a tym sianem w zimie tury opatrywać, liczbę turów znać i panu staroście co kwartał oznajmiać. Liczba ta w 1564 r. wynosiła już jednak zaledwie 38 sztuk.

Stefan I Batory, autor: Jan MatejkoA czasy dla Polski i polskiej przyrody nadchodziły coraz gorsze. Po wygaśnięciu Jagiellonów możni i oligarchowie Rzeczypospolitej dokonali w latach 1572-1573 brzemiennej w skutki transformacji ustrojowej od monarchii do faktycznej republiki z ograniczonym w swej władzy obieralnym monarchą. Owocem tych przemian była pierwsza polska konstytucja – tzw. artykuły henrykowskie (henrycjańskie) oraz pozbawienie władców możliwości dalszego pozostawania skutecznymi obrońcami tak samego państwa, jak i rodzimej przyrody... Ci jednak – zwyczajem swych poprzedników – nadal pragnęli pozostawać jednym i drugim. Udawało się to jeszcze Stefanowi I Batoremu. Król, tak bardzo zaangażowany w boje nad Morzem Bałtyckim, nie stracił okazji, aby – po Krzyżakach – stać się jednym z pionierów ochrony środowiska wodnego. W 1578 r. wydał dekret zabraniający używania przy połowach włoków, bosaków i sieci o małych oczkach. Wprowadzono też okresy ochronne dla ryb odbywających tarło.

Przerażający spadek liczebności turów skłonił z kolei Zygmunta III Wazę do ponownego zaostrzenia w 1597 r. przepisów ochroniarskich, które miały ocalić zagrożony gatunek. Monarcha nakazywał: Starosta ma tego przestrzegać, aby puszcza nasza, gdzie tur przebywa, od poddanych przyrzeczonych pustoszona nie była; żeby turowie, zwierz nasz, mieli swe dawne stanowiska. Był to już jednak tylko akt królewskiej rozpaczy, próbujący zatrzymać nieuniknioną katastrofę: dwa lata później żyły tylko 24 osobniki potężnych puszczańskich krętorogich, a w 1602 r. – zaledwie 4... W 1620 r. padł ostatni byk, a w 1627 r. ostępy Puszczy Jaktorowskiej oglądały naturalną śmierć ostatniej reprezentantki gatunku...

Słabnięcie władzy królewskiej, ograniczonej na rzecz szlacheckiej demokracji i zdegradowanej do formatu obieralnej, dożywotniej prezydentury, pozbawiło polską przyrodę najcenniejszego sojusznika. Nic dziwnego, że po czasach autokratycznych Piastów i dość jeszcze silnych Jagiellonów, cała dwustuletnia epoka demokratyczno-elekcyjna nie przyniosła – oprócz wspomnianych zarządzeń króla Stefana i pierwszego z Wazów – równie istotnych przepisów ochroniarskich.

Do dawnych tradycji nawiązać próbował dopiero Stanisław II August. Zatrwożony stanem Puszczy Niepołomickiej „król Staś” wydał w 1764 r. znamienną konstytucję: Jako dobra nasze stołowe są patrimonium Rzeczypospolitej nam docześnie pozwolone, tak z miłości naszej ku Państwom nam od Pana Boga powierzonym, w konserwowaniu tychże dóbr chęć naszą ogłaszamy [...] aby tam [tylko] na tych miejscach drzewo i drwa brali, gdzie im ludzie nasi łowieccy zdolne według ich potrzeby pokażą, a to pod konfiskatą wozów i sprzężajów secus czyniącym, póki młodzież drzewa do swego nie przyjdzie wzrostu i perfekcji, a po upłynionych lat dwudziestu mają od plenum jus suum rederi, co presentim cavemus lage. A już w 1765 r. uczyniono przełomowy krok ku ochronie typu rezerwatowego, gdy na dnieprowej Wyspie Monasterskiej objęto opieką prawną całe leśne uroczysko. Nawiązując do świetnych tradycji, zakazał też król Poniatowski polowań na łosie w okolicach Warszawy. Problem w tym, że wiele od niego już nie zależało, a ostatni przedstawiciel Alces alces padł na tych terenach na początku XIX wieku...

Puszcza BiałowieskaNiemniej, konsekwencja monarchów w chronieniu zasobów naturalnych Puszczy Białowieskiej godna jest podziwu i ów podziw istotnie wzbudzała. O wiele później pisał przecież Jerzy (Georgij) Karcow do swego cara: Przyglądając się bezstronnie 400-letniemu panowaniu polskiemu, musi jednak myśliwy złożyć Polakom szczere podziękowanie. Zniszczona i zubożała w las i zwierzynę Puszcza bądź co bądź ocalała, ocalał też żubr, którego nigdzie w Europie nie zdołali ustrzec. Zawdzięcza to Puszcza swym królom...

U progu zaborów dotarły na ziemie polskie nowoczesne tendencje w kwestii ochrony środowiska naturalnego. Inwentaryzacja przyrodniczych osobliwości i upowszechnianie się świeżo stworzonego przez Aleksandra von Humboldta pojęcia pomnika przyrody przyniosły z czasem rozwój idei ochrony miejscowej. Pierwszeństwo w niej znów przypadło cisowi pospolitemu: w 1827 r. objęto opieką stanowisko „Cisów Staropolskich” w Wierzchlesie, pośród Borów Tucholskich na pruskim już Pomorzu Gdańskim.

W Roztoczańskim Parku NarodowymJednocześnie jednak zagłada spotkała fascynujący gatunek dużych nieparzystokopytnych – słynnego dzikiego konia, tarpana. Ostatni przedstawiciele Equus gmelini przetrwali na Ukrainie prawdopodobnie do 1876 r. Nieco za miedzą, na Krymie, zabito trzy lata później ostatniego przedstawiciela gatunku. Istotne okazało się znacznie wcześniejsze „odłowienie” populacji tarpanów z Puszczy Białowieskiej w 1780 r. i umieszczenie jej ku uciesze ordynatów zamojskich w sławnym roztoczańskim Zwierzyńcu. Na początku XIX stulecia zwierzynieckie tarpany rozdano okolicznym chłopom, a krzyżówki z koniem domowym zaowocowały zanikiem dzikiego gatunku, w którego miejsce powstała nowa hodowlana rasa konia – konik biłgorajski, co po czasie miało okazać się faktem zbawiennym.

Puszcza Białowieska i sąsiednie kompleksy leśne mocno ucierpiały pod rosyjskim panowaniem, szczególnie za rządów wielbionej przez Woltera Katarzyny II Wielkiej. Czterdzieści lat później napisze Adam Mickiewicz w Panu Tadeuszu:

Pomniki nasze! ileż co rok was pożera Kupiecka lub rządowa, moskiewska siekiera! Nie zostawia przytułku ni leśnym śpiewakom, Ni wieszczom, którym cień wasz miły jak ptakom.

Co prawda już w 1802 r. samowładca Wszech Rusi Aleksander I wziął pod opiekę samą Puszczę i zamieszkujące ją żubry, powołując na nowo służbę osoczniczą, strzegącą lasów i dokarmiającą zwierzęta, ale absolutna władza Romanowa – respektowana w całym imperium – jakoś nie zawsze chciała docierać w białowieskie knieje... A kłusownicy i dewastatorzy prastarych borów w szczególny sposób uprawiali „walkę z caratem”... Tym bardziej, że wielki pożar lasów, a później przemarsz napoleońskiej Wielkiej Armii boleśnie odcisnął się na przyrodzie. W 1813 r. szeroko rozległ się dźwięk siekier, niszczących pradawne lasy... Szczęśliwie, w 1820 r. stosowny ukaz cesarski Aleksandra I o nietykalności Puszczy Białowieskiej ograniczył na dobre eksploatację jej zacienionych ostępów. Światły zakaz imperatora (który zresztą za pobliską granicą panował jako król Polski, można zatem mówić o kontynuowaniu dawnych tradycji) zabronił wyrębów, ażeby stukot siekier żubrom nie przeszkadzał. Wszelako na kłusowników i chciwych puszczańskiego drewna władza carska okazała się skuteczniejszą co prawda od tej, którą posiadali polsko-litewscy władcy elekcyjni, ale – niestety – nie zawsze wystarczającą...

Istotnym dorobkiem pierwszej połowy XIX w. pozostają powoli, bo powoli, ale w dość tradycyjnym społeczeństwie – zawsze związanym blisko z naturą – stosunkowo łatwo zakwitające idee ochroniarskie, opromienione blaskiem wspomnienia o dawnej monarchii Piastów i Jagiellonów. Nieprzypadkowo na początku przytoczyliśmy wyrażoną w strofach Pana Tadeusza troskę narodowego wieszcza o litewskie knieje. A gdy Wincenty Pol pisał sławną Pieśń o ziemi naszej, nie zabrakło w niej i takich słów:

Gdyby człek znał po świadomu, Ile skarbów leży w domu, I co tworów Bożych w borze, To by więcej było może na tym świecie gwiazd szczęśliwych, Ludzi dobrych i prawd żywych.

Jeszcze więcej szczęścia od mieszkańców Puszczy Białowieskiej miały tatrzańskie kozice i świstaki. Niewątpliwie bowiem w autonomicznej Galicji łatwiej było o skuteczne zabiegi w takiej czy innej sprawie oraz o swobodną inicjatywę społeczną. Poza tym, w dobie powszechnej mitologizacji i sakralizacji Tatr, owego skalistego „polskiego Parnasu” i „kościoła polskiej ziemi”, wszelkie sprawy tatrzańskie odbijały się szczególnie donośnym echem po wszystkich polskich terytoriach. A tymczasem oba unikalne stworzenia z Tatr istotnie znalazły się za sprawą kłusowników na granicy wyginięcia. I myliłby się ktoś, kto myślałby, że rzecz tkwiła w skórach, futrze i mięsie. W góralskiej medycynie ludowej sadło sympatycznego świstaka miało być niezawodnym lekarstwem na reumatyzm i krzypoty, zaś kozicki (w tym przypadku skóry i mięso pewną rolę jednak odgrywały) stanowiły źródło leczniczych ponoć tzw. gul bezoarowych, nic dziwnego więc, że wobec popularności odstrzeliwania dzikich kóz i grzebania z nor śpiących świstaków, obie – niezbyt liczne – populacje zaczęły powoli zanikać. Ratunek dla dwóch symboli „świętych gór” stał się więc rychło głośną kwestią, w znacznym stopniu symboliczną i – jak wszystko w Tatrach – narodową. Zabiegi wrażliwców zakończyły się pełnym sukcesem: w 1868 r. sejm galicyjski, ożywiony widać duchem dawnych polskich monarchów, uchwalił wiekopomną ustawę względem zakazu łapania, wytępienia i sprzedawania zwierząt właściwych Tatrom, świstaka i dzikich kóz, która w nowoczesnych dziejach Polski stanowiła absolutne novum, a i w świecie tworzyła nie lada awangardę. I pewnie tylko nie mniej charakterystyczny dla Tatr nornik śnieżny (Chionomys nivalis) oraz znana jeszcze tylko z Babiej Góry, Pilska i Karpat Wschodnich darniówka tatrzańska (Microtus tatricus) musiały zazdrościć urzędowej opieki i rozgłosu słynniejszym krewniakom...

Hej, cyś sama widziała, cy ci kto powidzioł, Ze jo za kozicki w kryminale siedzioł?

Najciekawsze przy tym, że gorliwymi strażnikami chronionych gatunków tatrzańskich stali się... dawni kłusownicy. Legendarni góralscy przewodnicy, Maciej Sieczka (1824–1897) i Jędrzej Wala (1820–1896), ongiś zapamiętali skrytostrzelcy, z równie wielkim zapałem pełnili później funkcje strażników kozic i świstaków, a ich zasług na tym polu wprost nie sposób przecenić.

Wielbiciele tatrzańskiej przyrody nie zasypywali wszakże gruszek w popiele, wprowadzając m.in. ochronę limby europejskiej (Pinus cembra ssp. Cembra). Powstanie w 1872 r. pierwszego na świecie parku narodowego – sławnego Yellowstone – sprowokowało zawiązanie się w dwa lata później Towarzystwa Tatrzańskiego, którego celem, obok turystycznego udostępniania „polskiego Parnasu”, stała się ochrona górskiej przyrody oraz dążenie do powołania wzorowanej na amerykańskiej struktury w najwyższej i najpiękniejszej części ziem polskich, choć droga do powstania Tatrzańskiego Parku Narodowego okazała się nad wyraz długą... Istotną rolę odegrało także wykupienie galicyjskich Tatr (tzw. dóbr zakopiańskich) w 1889 r. przez hrabiego Władysława Zamoyskiego. „Mąż opatrznościowy Tatr polskich” uważał wprawdzie, że jego prywatne góry w dalszym ciągu winny na siebie zarabiać produkcją przemysłową, ale ukrócił ich rabunkową eksploatację, z jakiej słynęli niektórzy dawni właściciele.

Galicja przodowała również w stosunkowo świeżej idei ochrony rezerwatowej. Oto bowiem w 1886 r. na zachodnich krańcach Podola Dzieduszyccy ustanowili pierwszy na ziemiach polskich nowoczesny rezerwat przyrody w Pieniakach, chroniący starodrzew bukowy, a w 1890 r. w pełni oficjalnie powołał go do życia hrabia Włodzimierz. Obok białowieskiego ukazu rosyjskiego imperatora, opieki nad wierzchleskimi cisami, ustawy o kozicach i świstakach, powstanie „Pamiątki Pieniackiej” wyznacza kolejny kamień milowy w kwestii ochrony polskiej przyrody w XIX stuleciu.

Nie próżnował w tej materii także ekscentryczny hrabia-leśnik i ekolog Adam Stadnicki (skądinąd praktykant w tatrzańskim majątku Zamoyskiego). Właściciel dóbr w Beskidzie Sądeckim – Szczawnicy, lasów ryterskich i całych dóbr nawojowskich – ustanowił tu u progu XX w. pierwsze rezerwaty: w 1903 r. „Barnowiec”, a trzy lata później „Łabowiec” i „Medwidiczkę” (obecnie „Uhryń”). Arystokrata-oryginał zasłynął również zakładaniem w czasie leśnych przejażdżek koniom... kagańców, aby te nie skubały gałązek drzew. Trzy prywatne rezerwaty oficjalnie zatwierdzą już władze Wolnej Polski – II Rzeczypospolitej, w której hrabia Stadnicki stanie się czołowym ekspertem od spraw leśnictwa.

Z kolei w zaborze rosyjskim kolejni imperatorzy Wszech Rusi nadal próbowali strzec puszczańskich ostępów. W 1889 r. białowieska knieja stała się ostatecznie częścią prywatnych dóbr władców, co zapewniło jej w końcu staranną opiekę.

Tymczasem na Pomorzu Gdańskim, znanym choćby ze wspominanego stanowiska chronionych cisów, Hugo Conwentz zainicjował u progu XX stulecia inwentaryzację tzw. zabytków natury, głównie eratyków (nie mylić z erotykami, chociaż miłość do ożywionej i nieożywionej przyrody pewnie niejedno ma imię...), czyli głazów narzutowych. W ten sposób Pomorze Gdańskie zajęło drugie po Galicji miejsce w propagowaniu idei ochroniarskiej.

Z drzemki przebudziła się także prastara Wielkopolska. W 1907 r. w rejonie nadwarciańskiego Czeszewa powstał rezerwat, biorący w opiekę naturalny las łęgowy.

Na mapie ziem polskich przełomu XIX i XX w. terytoria poddane władzy niemieckiej przedstawiają się zresztą w ogóle dość osobliwie. W przeciwieństwie do Rosji i Austro-Węgier, polskie posiadłości cesarstwa Hohenzollernów w niemal równym stopniu składały się z nabytków rozbiorowych i ziem, jakie piastowska monarchia utraciła jeszcze w średniowieczu. Polaków było na tych drugich obszarach już stosunkowo niewielu (a w niektórych regionach nie było ich wcale), ale pamięć o dawnych tradycjach państwowych trwała. Na Dolnym Śląsku, gdzie Polacy coraz częściej dawali o sobie znać już niemal wyłącznie jako turyści, apogeum swojej popularności przeżywały Sudety. Turystyka sudecka posiadała dawniejszą od karpackiej metrykę, ale i zagospodarowywanie przez Niemców Karkonoszy, Gór Stołowych i Masywu Śnieżnika bardzo różniło się w formie od tego, co czynili Polacy w Beskidzie Żywieckim, Tatrach, Pieninach i Czarnohorze, gdzie propagowanie gór szło w parze z troską o naturę. Niemcy do Sudetów mieli stosunek bardziej pragmatyczny i ekspansywny, a Mieczysław Orłowicz nie bez racji wypominał będzie najwyższym górom Prus niesamowitą hałaśliwość. Nic dziwnego, że przy takim nastawieniu – połączonym z działalnością gospodarczą – z sudeckiego krajobrazu dość wcześnie znikać zaczęły niedźwiedzie, wilki i rysie. Niejako w zamian sprowadzono z Korsyki muflony (Ovis musimon), do dziś stanowiące swoisty „znak firmowy” Gór Sowich, ale doprawdy trudno uznać to za wyraz troski o miejscowe ekosystemy... Idea ochroniarska nie trafiała więc wśród ówczesnych wielbicieli Sudetów na szczególnie podatny grunt. Co ciekawe, zaniedbania w tej dziedzinie nadrobi nieco w okresie międzywojennym tak mało sympatyczny twór, jak Trzecia Rzesza (nazwą tą określmy okres 1918-1945, gdy państwo niemieckie jedyny raz nosiło oficjalnie nazwę Rzeszy, nie czyniąc historycznej cezury z wyborczej wygranej takiej czy innej partii), albowiem już w 1919 r. objęto ochroną rezerwatową najsłynniejsze torfowisko Gór Bystrzyckich, później zaś niemal taśmowo „produkowano” górskie rezerwaty. I tak w 1933 r. powstały w Karkonoszach trzy: w rejonie Kotła Łomniczki, w kotłach Małego Stawu i Wielkiego Stawu oraz w Czarnym Kotle Jagniątkowskim i Śnieżnych Kotłach (ten ostatni podzielony był na dwie stosowne części), a jednocześnie sporą część królestwa Śnieżki i Gór Izerskich uznano za Obszar Ochrony Roślin. W 1937 r. ochroną rezerwatową objęto Puszczę Śnieżnej Białki w Górach Bialskich. W 1938 r. utworzono z kolei trzy rezerwaty w Górach Stołowych, obejmujące odpowiednio Wielkie Torfowisko Batorowskie (rezerwat „Wielkie Jezioro”), Błędne Skały („Dzikie Jamy”) oraz Wielki Szczeliniec i Mały Szczeliniec („Obszary Skalne Wielkiego i Małego Szczelińca”), a w tym samym roku powstał i inny, chroniący sam Śnieżnik. Zabrakło tu natomiast parku narodowego, choć w sąsiedniej Polsce potrafiono już w owym czasie dynamicznie podjąć tego typu pomysły.

Morskie Oko (Tatry)Powróćmy jednak na terytoria uważane w początkach XX w. – wbrew granicznym kordonom państw zaborczych – za „właściwe” ziemie polskie, zatem na obszary rozciągnięte pomiędzy Pomorzem Gdańskim i Inflantami a śnieżnymi szczytami Karpat, pomiędzy Wielkopolską (bez ziemi lubuskiej) a szeroko pojętą Wileńszczyzną i Rusią Białą oraz pomiędzy Górnym Śląskiem a Ukrainą. Ochrona kozic i świstaków oraz cisów w Wierzchlesie, funkcjonowanie „Pamiątki Pieniackiej” i rezerwatów hrabiego Stadnickiego w Beskidzie Sądeckim, prężna działalność Towarzystwa Tatrzańskiego oraz inwentaryzacja eratyków na Pomorzu, a także carska opieka nad białowieskimi lasami zdawały się potwierdzać godną realizację zobowiązania Piastów i Jagiellonów co do troski o przyrodę ojczystą. Tym bardziej że w 1912 r. pod przewodnictwem Jana Gwalberta Pawlikowskiego powstała w ramach Towarzystwa Tatrzańskiego Sekcja Ochrony Tatr – pierwsza na ziemiach polskich organizacja, której sensem i celem pozostawały działania ochroniarskie.

A jednak dramat I wojny światowej dotknął rychło i środowisko naturalne, m.in. z uwagi na rabunkową eksploatację lasów na potrzeby walczących stron, w czym znów szczególnie „wykazywali się” Niemcy. Teutońscy wojownicy zasłynęli wycinką pradawnych borów, „polowaniami” na zwierzynę za pomocą karabinów maszynowych i „łowieniem” ryb wrzucanymi do jezior granatami... Wojenna zawierucha zagroziła egzystencji żubrów, które dosięgać zaczynał los turów... Do 1919 r. padły ostatnie żyjące na wolności osobniki...

Na szczęście, z inicjatywy Jana Sztolcmana w okresie międzywojennym dokonano inwentaryzacji żubrzych epigonów, wciąż żyjących w ogrodach zoologicznych świata i prywatnych hodowlach, m.in. w Lasach Pszczyńskich Hochbergów, a dzięki temu przystąpiono w 1929 r. do odtwarzania gatunku w naturze, które zakończyło się pełnym sukcesem II Rzeczypospolitej i triumfalnym powrotem do Puszczy Białowieskiej jej króla. Od 1936 r. prowadzono też prace nad restytucją tarpana, poprzez wyselekcjonowanie specyficznych cech koników biłgorajskich, ale na tym polu problemy okazały się dużo poważniejsze.

Okres sanacyjnej dyktatury wojskowej nie tylko ustabilizował politycznie i gospodarczo kraj, który po okresie demokratyczno-oligarchicznych układów o korupcjogennym charakterze stał się znów kontrolowalny, a znad przepaści Rapallo i Locarno awansował do roli głównego sojusznika sprzyjającej dotąd Rzeszy Niemieckiej Wielkiej Brytanii, ale okazał się też zbawiennym dla polskiej przyrody. Już w 1929 r. przepędzono z Puszczy Białowieskiej (oczywiście za stosownym odszkodowaniem) nader niesympatyczną brytyjską spółkę The European Century Timber Corporation, zwana przez miejscowy lud Centurią, która dzięki umowie – zawartej jeszcze z demokratycznymi rządami w 1924 r. – eksploatowała knieję w sposób więcej niż rabunkowy. Trzynastoletnie rządy twardej ręki przyniosły też – jak wspomniano – restytucję (w tym samym miejscu!) króla polskich puszcz – żubra, ale i doprowadziły nareszcie do realizacji projektu parków narodowych. W maju 1932 r. oficjalnie ustanowiono Park Narodowy w Pieninach (inicjatywa profesora Władysława Szafera), który – gdy tylko dwa miesiące później powołano analogiczną jednostkę po stronie czechosłowackiej – stał się pierwszym w Europie międzynarodowym parkiem przyrody. A już w sierpniu tego samego roku powstał Park Narodowy w Białowieży, który wziął w opiekę ocalone puszczańskie królestwo ocalonego żubra. Trzeci z kolei narodził się w 1933 r., gdy część najwyższych partii polskich Karpat Wschodnich objęto Czarnohorskim Parkiem Narodowym. W Tatrach tymczasem... wybudowano kolejkę linową na Kasprowy Wierch, jednak Polskie Towarzystwo Tatrzańskie nie ustawało w swych zabiegach. Wreszcie przyłączenie do II Rzeczypospolitej rejonu Jaworzyny Spiskiej i powiększenie obszaru polskich Tatr w 1938 r. dało nowy zastrzyk energii obrońcom przyrody najwyższych polskich gór. W 1939 r. powołano upragniony Park Przyrody w Tatrach, choć prac organizacyjnych nie zdołano zakończyć przed wybuchem wojny. Niemniej Pieniny, Puszcza Białowieska, Czarnohora i Tatry umocniły swoją pozycję pośród najbardziej cenionych przyrodniczo regionów Polski, zaś cztery parki narodowe w ciągu ledwie siedmiu lat to wynik nader imponujący. Tym bardziej, jeśli porówna się go z sytuacją choćby w niemieckich Sudetach, które niczym takim pochwalić się nie mogły... W dwudziestoletnim okresie międzywojennym z inicjatywy Państwowej Rady Ochrony Przyrody ustanowiono też w Polsce 180 rezerwatów i 4500 pomników przyrody.

Mięguszowieckie Szczyty (Tatry)Szlak w kierunku Czarnego Stawu (Tatry)

Nadeszła jednak kolejna wojna, a z nią kolejna porcja dewastacji przyrody i wycinki lasów. Wszystkie cztery polskie parki narodowe i wiele rezerwatów po prostu przestało istnieć. Przesuwanie się frontu zakończyło zresztą rychło i funkcjonowanie rezerwatów w Sudetach oraz na innych dotychczasowych ziemiach niemieckich. Co więcej, zaborczość Związku Radzieckiego pochłonęła całą wschodnią połowę Polski, gdzie jeszcze niedawno działał Czarnohorski Park Narodowy i nobliwa „Pamiątka Pieniacka” (przez pewien czas niepewny pozostawał i los rejonu Białowieży), na zagrabionych obszarach dokonując zresztą niebywałej dewastacji środowiska naturalnego na potrzeby przemysłu spod znaku czerwonej gwiazdy, zaś Czechosłowacja znów sięgnęła po tatrzańską Jaworzynę.

W Pienińskim Parku NarodowymPrzed powojennymi polskimi władzami stanęły więc poważne wyzwania. Ocena działań Polski Ludowej w kwestiach przyrodniczych musi pozostać niejednoznaczna. Z jednej strony socjalistyczna gospodarka i „radosna twórczość” rządzącej lewicy doprowadziły do największej w dziejach dewastacji polskiej przyrody: zanieczyszczenie rzek sięgnęło zenitu, skażenie powietrza zaowocowało katastrofą ekologiczną w Sudetach (także za sprawą sąsiedniej Czechosłowacji i Niemieckiej Republiki Demokratycznej), a obniżenie poziomu wód gruntowych wskutek idiotycznych działań przyniosło rychło naszemu krajowi bilans wodny porównywalny z... pustynnym Egiptem. Z drugiej strony dla idei rezerwatowej był to czas niebywałego rozkwitu. Pieczołowicie odtwarzano bowiem przedwojenne rezerwaty i tworzono nowe. Podobnie było z parkami narodowymi: reaktywowano te, które zniszczyła wojenna zawierucha, tworzono kolejne i na terenach „starej Polski”, i na Ziemiach Odzyskanych. Wiele z tych pomysłów stanowiło realizację przedwojennych jeszcze inicjatyw, których sanacyjna dyktatura zrealizować nie zdążyła, inne – szczególnie na Ziemiach Odzyskanych – były całkiem świeże. Już w 1946 r. objęto opieką prawną 110 gatunków roślin, a w roku następnych uchwalono ustawę o ochronie ryb i raków. Również w 1947 r. odtworzono Białowieski Park Narodowy, zaś przedwojenne projekty Parku Natury w Górach Świętokrzyskich zaowocowały w 1950 r. Świętokrzyskim Parkiem Narodowym. Uwieńczeniem dawniejszych pomysłów był również Babiogórski Park Narodowy z 1954 r. W latach 1947–1955 reaktywowano Tatrzański Park Narodowy, a data jego ostatecznego powstania zbiegła się z odrodzeniem Pienińskiego Parku Narodowego. Władza „ludowa” nie zasypywała jednak gruszek w popiele, tym bardziej że nieszczególnie przejmowała się sprawami własnościowymi (czego boleśnie doświadczył niestety także hrabia Stadnicki). I tak kolejno polska przyroda otrzymała w 1956 r. Ojcowski Park Narodowy, w roku następnym ukoronowano przedwojenne zabiegi profesora Adama Wodziczki Wielkopolskim Parkiem Narodowym, zaś rok 1959 przyniósł powstanie w jednym dniu (!) Kampinoskiego Parku Narodowego i Karkonoskiego Parku Narodowego – pierwszego na Ziemiach Odzyskanych. Szalone lata pięćdziesiąte? Pomyślano i o wybrzeżu, tworząc z kolei Woliński Park Narodowy (1960 r.) i Słowiński Park Narodowy (1967 r.).

Dodać też należy, że w 1951 r. z radzieckiej Białorusi sprowadzono do Puszczy Kampinoskiej łosie, które wypuszczone po pięciu latach na wolność (czyż rok 1956 nie kojarzy się w Polsce z wolnością?) pozwoliły po półtora wieku przywrócić w rejonie ich populację, przekraczającą dziś 200 osobników.

W Ojcowskim Parku NarodowymJezioro Góreckie w Wielkopolskim Parku Narodowym

Szczególnym obszarem na mapie powojennej Polski były Bieszczady, których zachodnią część Józef Stalin pozwolił w swej łaskawości naszemu krajowi zachować. Przed wojną był to obszar gęsto zaludniony, jednak brutalne wysiedlenia ludności w 1947 r. spowodowały tak intensywną sukcesję przyrodniczą, że rychło królestwo Tarnicy stało się również królestwem niedźwiedzi, wilków i rysiów, tworząc najdzikszą część Polski Ludowej. Nic dziwnego, że w 1973 r. powołano dla ochrony owego unikatu Bieszczadzki Park Narodowy – czwarty już w polskich Karpatach, tak przed, jak i po wojnie wyraźnie w tej dziedzinie przodujących. Kolejną jednostką najwyższej formy ochrony przyrody były Roztoczański Park Narodowy z 1974 r., gdzie także przed wysiedleniami spotykały się terytoria Polaków i Rusinów.

Konik polskiA skoro już mowa o Roztoczu, to w dobie Polski Ludowej kontynuowano też badania nad restytucją tarpana. W końcu zabiegi te przyniosły umiarkowany sukces – do 1982 r. udało się z pierwotnych cech konika biłgorajskiego wyselekcjonować tzw. konika polskiego o dużej ilości cech właściwych dzikim przodkom oraz przywrócić jego występowanie w naturze.

Epoka słusznie miniona wprowadziła też w 1976 r. nową formę ochrony w postaci parków krajobrazowych, z których pierwszym był Suwalski Park Krajobrazowy, a drugim – Mazurski. „Produkowano” je zresztą – i słusznie! – hurtowo, toteż już w pierwszym dziesięcioleciu ich liczba sięgnęła 35. A tymczasem kolejno powstawały też Gorczański Park Narodowy (1981 r.), nie obejmujący – co ciekawe – samego Turbacza, Wigierski Park Narodowy (1989 r.), stanowiący kolejne uwieńczenie zabiegów pamiętających międzywojnie, Drawieński Park Narodowy i Poleski Park Narodowy (oba w 1990 r.) oraz Biebrzański Park Narodowy (1993 r.). W 1993 r. powołano też drugi w Sudetach Park Narodowy Gór Stołowych, a w 1995 r. szósty w Karpatach Magurski Park Narodowy w Beskidzie Niskim, wypełniający częściowo rozległą lukę pomiędzy chronionymi Pieninami i Bieszczadami. Kolejne punkty na mapie Polski wypełniły w 1996 r. niewielki niestety Park Narodowy „Bory Tucholskie” i Narwiański Park Narodowy, a następnie bardziej krytykowany Park Narodowy „Ujście Warty” (2001 r.) – pierwszy w nowym stuleciu. Natomiast liczba parków krajobrazowych już w pierwszym dwudziestoleciu ich funkcjonowania (1976–1995) przekroczyła setkę.

Nową jakością było ustanowienie przez UNESCO Światowych Rezerwatów Biosfery. Jako pierwszy w Polsce status ten uzyskały już w 1977 r. Białowieski Park Narodowy i Słowiński Park Narodowy, w roku następnym Babiogórski Park Narodowy, później zaś kolejne cztery, świadcząc o unikalności przyrody Puszczy Kampinoskiej, Tatr, Bieszczadów i Karkonoszy. Poza parkami narodowymi owo globalne wyróżnienie uzyskał już w 1977 r. rezerwat obejmujący mazurskie jezioro Łuknajno. I nic dziwnego, skoro na jego tafli udaje się podziwiać naraz dwa tysiące łabędzi i osiemnaście tysięcy łysek (!!!).

U progu XXI stulecia na terytorium powojennego państwa polskiego znajdowało się 8 rezerwatów biosfery (w pierwszej dekadzie nowego wieku dołączą do nich dwa kolejne), 23 parki narodowe, więcej niż 120 parków krajobrazowych, ponad 1260 rezerwatów przyrody i przeszło 33240 pomników przyrody. Ochrona gatunkowa obejmuje ponad 500 gatunków zwierząt i kilkaset gatunków roślin, pośród których odnajdziemy oczywiście i hołubiony przez Władysława II Jagiełłę cis pospolity, otoczone opieką przez Bolesława I Chrobrego i Zygmunta I Starego bobry, żubry, łabędzie i sokoły oraz głośne w czasach galicyjskich kozice i świstaki.

Na Połoninę Caryńską (Bieszczady)A skoro nasze rozważania rozpoczęliśmy od gatunków, które stały się „znakami firmowymi” poszczególnych regionów, to przypatrzmy się uważnie emblematom polskich parków narodowych. I tak Woliński Park Narodowy w swym godle prezentuje bielika (Haliaeetus albicilla), kojarzonego silnie z największą polską wyspą, a Słowiński – unoszącą się ponad wydmami, schematycznie narysowaną mewę. Park Narodowy „Bory Tucholskie” reprezentuje siedzący na gałęzi głuszec (Tetrao urogallus), zaś Drawieński Park Narodowy – sympatyczna wydra (Lutra lutra). Emblematem Wigierskiego Parku Narodowego pozostaje ocalony ongiś przez Bolesława I Chrobrego bóbr, a Biebrzańskiego i Narwiańskiego – znów stosowne, choć jakże od siebie różne, gatunki ptactwa (w drugim przypadku jest to charakterystyczna sylwetka błotniaka stawowego – Circus aeruginosus). A Białowieski Park Narodowy szczyci się królewskim żubrem. Chyba bez zaskoczenia? W godle Kampinoskiego Parku Narodowego ujrzymy charakterystycznego dlań łosia, a Wielkopolskiego – uproszczenie przedstawioną sowę. Ornitologiczne konotacje dotyczą też – za sprawą gęsi zbożowej (Anser fabalis) - Parku Narodowego „Ujście Warty” oraz Poleskiego Parku Narodowego, w którego emblemacie dumnie kroczy żuraw popielaty (Grus grus). Nie dziwi chyba fakt, że przez godło Roztoczańskiego Parku Narodowego rączo przemyka konik polski, a symbolem znanego z licznych jaskiń Ojcowskiego pozostaje schematyczny nietoperz. Na emblemacie Świętokrzyskiego Parku Narodowego pręży się dostojny jeleń z krzyżem pomiędzy rogami, ale – jak łatwo się domyślić – nawiązuje on do legendy o początkach łysogórskiego klasztoru, a nie do miejscowych ekosystemów, przy okazji zaświadczając o bogactwie historycznych i kulturowych tradycji Puszczy Jodłowej. Cała plejada charakterystycznych stworzeń przemyka też przez godła karpackich parków: bieszczadzki ryś (Lynx lynx), magurski orlik krzykliwy (Aquila pomarina), gorczańska salamandra (której nazwa po polsku i w języku Cycerona brzmi dokładnie tak samo) i słynna kozica na tle Tatr, co ewidentnie dowodzi narastającej dyskryminacji świstaków w sferze symbolicznej. A kiedy jak kiedy, ale akurat w dzisiejszych czasach powinna przecież istnieć jakaś rozbudowana i funduszochłonna instytucja do walki z dyskryminacją gryzoni! Bardziej oryginalny pozostaje emblemat Babiogórskiego Parku Narodowego, w którym postawiono na konotacje roślinne: oto na tle „Królowej Beskidów” wdzięczy się okrzyn jeleni (Laserpitium archangelica). I tylko pozostałe trzy górskie parki narodowe nie chcą szczycić się żadnym gatunkiem, prezentując w swych symbolach schematycznie przedstawione drzewa lub walory przyrody nieożywionej: Trzy Korony ze słynnym pienińskim przełomem Dunajca, formy skalne Gór Stołowych oraz karkonoski las na tle góry Chojnik z ruinami piastowskiego zamku.

Tysiącletnia historia ochrony przyrody w Polsce napawa dumą. Zwłaszcza wczesnopiastowska opieka nad bobrem, statuty kazimierzowskie i jagiellońskie oraz ustawa o tatrzańskich świstakach i kozicach wyznaczają punkty zwrotne w jej dziejach. Ale dziś, mimo istnienia tak licznych chronionych obszarów i obiektów, duma nie może zastąpić dalszych działań, środowisko naturalne utraciło bowiem w XX w. zdolność samoregulacji, toteż nie wystarcza już pozostawienie go samemu sobie. Przestrogą może być nieco przesadzona Piosenka naiwna o ochronie środowiska Jana Krzysztofa Kelusa:

Będzie temu rok, czy dwa Igo – kumpel mój i Ja tak po prostu wędrując przez kraj znaleźliśmy rzeki brzeg co śmierdziała tak jak ściek jakaś Wkra – a może jakaś Brda [...] kilka tamtych słów... my we dwóch, i stary las... i wiatr w płowych trawach ...i nie jestem pewien czy nie będzie żal...

Dziś więc, kiedy przycichły spory o dolinę Rospudy, a toczą się dyskusje na temat powołania parków narodowych na Mazurach i na Śnieżniku, warto pamiętać, że – mimo radykalnego zerwania z tradycją monarchistyczną i mimo dominacji demokracji – wciąż ciąży na nas tysiącletnie zobowiązanie Piastów i Jagiellonów. Królewskie zobowiązanie!

Bartłomiej Grzegorz Sala
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze HistoriaJanusz i Bogusław Radziwiłłowie: zdrajcy czy pragmatycy?Życie codzienne „Króla Słońce”Ruch oporu w Łodzi w latach II Wojny Światowej, cz. 2Pierwsza lekcja – Najazd Hodona i bitwa pod Cedynią (24 czerwca 972 r.)Awantura dwóch cesarzy, czyli krótka historia Cesarstwa Meksyku (1864-1867)
Najwyżej oceniane HistoriaPułkownik Ryszard Kukliński – bohater czy zdrajca?Parafia zgierska w II połowie XVIII wieku w świetle wizytacji dekanalnej z 1759 rokuTatarski zewAugust III Sas i Jan Sebastian BachSacco di Roma – historia zapomniana
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.