Podróże małe i duże > Shqipëria - Kraina Orłów - przewodnik po Albanii

Apollonia, Vlora, Gjirokastra i Saranda, czyli południowa Albania

Dzień 11: Berat – Apollonia – Vlora

Po najlepszym hotelowym śniadaniu, jakie do tej pory jedliśmy, udaliśmy się na główny plac miasta. Ze znalezieniem busika jadącego do Fier nie było najmniejszego problemu. Jazda znowu była wesołą huśtawką po bezdrożach wijących się wśród pól i łąk usianych bunkrami wszelakiej maści. Miasto Fier jest dosyć spore, ale turystycznie jest mało atrakcyjne. Potraktowaliśmy je jako typowe miasto tranzytowe, przez które można dostać się do Apolloni. Do samego stanowiska archeologicznego jednak busik nie docierał. Wzięliśmy więc taksówkę z niestety wyjątkowo namolnym szoferem (koniecznie chciał nas wozić po całej Albanii). Początkowo myśleliśmy o kursie tylko do ruin, ostatecznie stanęło na dojeździe do ruin, godzinnym oczekiwaniu aż sobie pozwiedzamy i powrotnym kursie do Vlory.

Apollonia (Albania)Apollonia (wstęp 500 Lek) była ważnym ośrodkiem miejskim, jednym z największych w tej części Adriatyku. Miasto zostało założone przez Greków z Koryntu w 588 roku p.n.e.

Do najważniejszych obiektów kompleksu należy budynek Agonothetów wzniesiony na przełomie I i II w. Na jego pięknie odrestaurowanej fasadzie z sześcioma marmurowymi kolumnami zwieńczonymi kapitelami korynckimi, znajduje się architraw, na którym umieszczono inskrypcję informującą, iż gladiatorzy stoczyli tu kilkanaście walk.

W pobliżu znajduje się monastyr św. Marii wzniesiony w XIII wieku, wykorzystywany obecnie na potrzeby muzeum.

Z innych ciekawych obiektów, które zachowały się w Apolloni można wymienić Odeon, zarysy Świątyni Artemidy, Stoa (główna droga miasta) i obelisk Apollina. Nic więcej nie przetrwało próby czasu i niszczycielskiej działalności człowieka.

Okrążając teren wykopalisk można natrafić na umocnione stanowiska obronne tym razem z XX wieku. Ze wzgórza, na którym znajduje się Apollonia rozciąga się piękny widok na okolicę.

Apollonia (Albania)Apollonia - Stara cerkiew (Albania)

Czy warto tu przyjeżdżać? Moim zdaniem tak, choć rozumiem również tych, którzy to miejsce omijają.

W drodze powrotnej na chwilę czy tego chcemy czy nie musieliśmy wstąpić do domu szofera i poznać jego rodzinę. Córka jedyna osoba nieco znająca angielski, służyła za tłumaczkę naszego kierowcy, który się niestety zapętlił w propozycji objeżdżania Albanii, jego nieco wysłużonym mercedesem.

Odmawiając po raz kolejny w końcu ruszyliśmy do Vlory. Jednego z najbogatszych (o ile nie najbogatszego) miasta Albanii. Szofer uparł się, aby zawieźć nas do hotelu Delfini. Tam też podjął ostateczną próbę przekonania nas do swoich racji. Gdy w końcu udało się go nam spławić, mogliśmy rozejrzeć się w sytuacji. Hotelik położony był przy nadmorskiej promenadzie z pięknym widokiem na morze. W cenie 25 € mięliśmy wliczone śniadanie.

Vlora - zachód słońca widziany z balkonu hotelu Delfini (Albania)Vlora jest pięknym miastem, w pobliżu którego Morze Adriatyckie łączy się z Morzem Jońskim. To także jedno z głównych centrów przemytu w Albanii, czego dowodem są między innymi luksusowe apartamentowce budowane na każdym kroku i luksusowe limuzyny, mknące po równych drogach.

Plan na resztę dnia zakładał spacer na miejską plażę pięknym wysadzanym palmami bulwarem. Następnie po zostawieniu tam rodzinki, by mogła nacieszyć się morzem zamierzałem udać się na obchód miasta. Najpierw jednak odwiedziliśmy pobliską restaurację.

Zabytków we Vlorze nie ma zbyt wielu i poza muzeami, których nie lubię odwiedzać jest właściwie tylko kilka interesujących obiektów.

Prawdziwą perełką jest XVI wieczny meczet Murad wzniesiony przez Mimara Sinana. Doprawdy nie wiem jak się uchował przy niszczycielskiej działalności komunistów. To chyba najstarszy meczet w Albanii. Tuż obok można zobaczyć ogromny Pomnik Niepodległości. W okolicy uwagę przykuwa również Wieża Zegarowa i kolorowy meczecik, który jednak wewnątrz jest nieciekawy.

Innym ciekawym obiektem jest położone na wzgórzu mauzoleum Kusum Baba, należące do Bektaszytów. Rozpościera się stamtąd piękny widok na miasto i zatokę. Będąc na miejscu zostałem zaproszony do środka tego pięknego budynku, przez uroczą staruszkę, od której otrzymałem zdjęcie Baby i cukierka.

Mauzoleum Bektaszytów, Vlora (Albania)Meczet Murad, Vlora (Albania)Pomnik Niepodległości, Vlora (Albania)

W drodze powrotnej na plażę nieco kluczyłem po wzgórzach otaczających miasto. Na zwiedzanie Vlory zeszło mi około trzech godzin.

Po zabraniu rodzinki z plaży pospacerowaliśmy sobie nieco po promenadzie w oczekiwaniu na zachód słońca. W drodze powrotnej do hotelu wstąpiliśmy jeszcze na kebaba i kupiliśmy nieco Tirany na wieczór.

Dzień 12: Vlora – Gjirokastra

Nazajutrz rano miejskim autobusem pojechaliśmy pod Meczet Murad, gdzie jak nam powiedziano należy szukać busów, jadących do Fier. Po wyjściu z autobusu poszliśmy odwiedzić jeszcze raz meczet, a następnie ruszyliśmy na poszukiwania.

Busik znalazł się dosyć szybko i ruszyliśmy do tego tranzytowego miasta. W Fier szybko i sprawnie zostaliśmy dosłownie przepakowani na jednym ze skrzyżowań do kolejnego busa tym razem jadącego już bezpośrednio do Gjirokastry (Fier – Gjirokastra 700 Leków) – naszego celu na ten dzień.

Gjirokasta (Albania)Flaga Albanii

Wraz z nami jechało też trzech Albańczyków. Dwóch z nich znało angielski, więc można było nieco porozmawiać. Droga do Gjirokastry jest bardzo kręta i na wielu odcinkach w kiepskim stanie. Jedzie się przez górskie przełęcze, pod koniec drogi czuć także intensywny zapach ropy. Cały region bowiem to zaplecze roponośne Albanii, gdzie surowiec występuje tuż pod ziemią. Wszystkie te czynniki powodują, że osoby z problemami lokomocyjnymi mogą mieć pewne dolegliwości.

Na miejscu od razu zaczęliśmy szukać noclegu. Za radą jednego z współpasażerów poszliśmy poszukać szczęścia w hotelu studenckim. Jednak cena 30 € nie wydała się nam atrakcyjna, zważywszy, że mieliśmy namiar na hotel za 25 € ze śniadaniem. Ostatecznie jednak nie dotarliśmy do niego, gdyż zatrzymaliśmy się w hotelu, znajdującym się w samym centrum Starego Miasta. Za trzyosobowy pokój bez śniadania zapłaciliśmy 20 €. Tam też ostatecznie pożegnaliśmy się z nowym znajomym i poszliśmy coś zjeść do pobliskiego fast foodu zwiedzając przy okazji pobliski meczet.

Gjirokastra zwana również “miastem tysiąca schodów” z powodu swej lokalizacji na wzgórzu, lub “miastem białych dachów”, z uwagi na to, iż dachy domów pokryte są jasnymi dachówkami wykonanymi z miejscowego rodzaju łupków. W roku 2005 miasto zostało wpisane na listę UNESCO.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od odwiedzenia domu, w którym urodził się Enver Hodża. Obecnie mieści się w nim niewielkie muzeum. Następnie klucząc zabytkowymi uliczkami poszliśmy do twierdzy, oglądając po drodze niewielki pomnik upamiętniający odrodzenie albańskiego szkolnictwa, łaźnie tureckie oraz opuszczony stary meczet.

Gjirokastra - wewnątrz zabytkowej cerkwi (Albania)Gjirokastra - Wieża zegarowa w twierdzy (Albania)

Położona na szczycie wzgórza XIV wieczna twierdza (wstęp 200 Leków) jest główna atrakcją miasta. Jest ona dość rozległa a z jej murów rozciąga się piękna panorama miasta. Twierdza składa się z dwóch części: północnej i południowej.

Część północna, to głównie obszerne podziemia, które do niedawna jeszcze spełniały rolę więzienia. Obecnie mieści się tu Muzeum Wojska. Zbiory zawierają między innymi, zabytkowe armaty i działa oraz czołg. Eksponowany jest tu także amerykański Lockheed T-33, który został w 1957 roku zmuszony do lądowania podczas lotu szpiegowskiego nad Albanią. Dodatkowo płatna jest ekspozycja z bronią piechoty, i innymi eksponatami z okresu walki o niepodległość.

Część Południowa jest nieco zdewastowana - dominują tam podniszczone mury i przejścia. Można tam zobaczyć wieżę zegarową i małą scenę, na której odbywają się występy zespołów ludowych.

Wewnątrz zamku nieopodal zabytkowych armat, są kawiarniane stoliki i ławeczki, oraz mały sklepik z napojami i piwem. W tym miejscu spotkaliśmy kilkuosobową grupkę polskich trampingowców, będących właśnie na 10 dniowym objeździe Bałkanów.

Gjirokastra - imperialistyczny samolot (Albania)Gjirokastra - Muzeum Wojska (Albania)

Wracając na stare miasto natrafiliśmy na piękną starą cerkiew, z wysoką dzwonnicą. Do dzwonów przywiązane były sznurki, które opadały aż do ziemi. Pociągnąłem jeden z nich i w tym samym momencie rozległo się dźwięczne uderzenie dzwonu. Po chwili z pobliskiego zabudowania wyszedł mnich i pokazując na zegarek dawał do zrozumienia, że to jeszcze nie czas na dzwonienie. Był bardzo sympatyczny, niestety mówił tylko po grecku. Nie przeszkodziło mu to jednak w otworzeniu dla nas kościoła i pokazaniu jego wnętrza. A było na co popatrzeć. Tak pięknego ikonostasu i wystroju cerkwi jeszcze nie widziałem. Na suficie Jezus niemal identyczny jak w Bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie. Uczynny mnich pozwolił nam na zrobienie kilku zdjęć no i zapaliliśmy świeczki. Na koniec zadowoleni zostawiliśmy drobny datek i ruszyliśmy dalej.

W drodze do hotelu zrobiliśmy drobne zakupy. W hotelowej restauracji po raz drugi spotkaliśmy wspomnianą grupkę Polaków, którzy jeszcze tego dnia mieli w planie podróż w dzikie ostępy południowej Albanii. My jednak woleliśmy chwilkę odpocząć i pójść do miejscowej pizzeri na kolację (obwód wciąż rośnie). Lokal mieścił się w jednym z zabytkowych domów, a jedzenie było wyśmienite.

Dzień 13: Gjirokastra – Saranda

Następnego ranka poszliśmy w kierunku drogi wylotowej z miasta, w poszukiwaniu stanowiska autobusów. Po drodze mogliśmy się przyjrzeć ładnemu i bardzo staremu pięcioprzęsłowemu mostowi na rzece Drin. Co prawda, gdy po nim przechodziliśmy w dole nie było przepływającej wody a stosy śmieci, ale nie można mieć wszystkiego.

Kolejny raz będąc w Albanii przyszło nam oczekiwać na busik na poboczu drogi. Czekaliśmy jakieś 20 minut, aż w końcu zjawił się ten jadący do Sarandy. Ponownie jechaliśmy górskimi przełęczami, podziwiając piękne widoki. Tym razem jednak przyjechaliśmy na miejsce dosyć szybko i bez większych sensacji zdrowotnych.

Kierowca wysadził nas na jakiejś ulicy w środku miasta i pojechał dalej. Tak więc nie pozostało nam nic innego jak poszukać sobie jakiegoś schronienia. Klucząc po mieście odrzuciliśmy dwie zaporowe oferty, aż w końcu znaleźliśmy mały Hotel Star, gdzie postanowiliśmy zostać (22 €).

Następnie poszliśmy na śniadanie do pobliskiego baru. Zjedliśmy coś, co przypominało kebaba i danie rybne z frytkami w jednym. Teraz mogliśmy ruszać na zwiedzanie miasta.

Saranda - Panorama miasta (Albania)Saranda - plaża w centrum miasta (Albania)

Saranda to kurort leżący w otwartej zatoce na wybrzeżu Morza Jońskiego. Mimo dość intensywnej i pośpiesznej rozbudowy centrum zachowało swój dawny urok i klimat. Zabytków nie jest zbyt wiele. Pominąwszy muzea warto pospacerować po niewielkim parku z fontanną w centrum miasta oraz zajrzeć do leżących nieopodal ruin wczesnośredniowiecznej synagogi. Niestety piękne mozaiki, które ją zdobiły obecnie są przykryte grubą warstwą folii ochronnej i przysypane drobnym żwirem (również mozaiki w Butrint są niedostępne). A można było zamontować jakąś odpowiednio wytrzymałą szybę, albo zadaszyć ten teren wykopalisk – no cóż Albania.

Po zwiedzeniu wykopalisk, nadmorską promenadą poszliśmy w kierunku nowo wybudowanej cerkwi, którą oczywiście odwiedziliśmy. Warto również zajrzeć do miejscowego meczetu.

Następnie poszliśmy poszukać jakiejś plaży gdzie Ela i Luki mogliby się nacieszyć tutejszymi falami. Jednak, żonka wciąż nie była przekonana co do kolejnych mijanych plaż. W końcu po długich poszukiwaniach została na niewielkiej żwirkowej plaży w centrum miasta. Ja natomiast poszedłem zrealizować ostatni punkt dzisiejszego dnia. Postanowiłem wspiąć się do XVI wiecznej Twierdzy Lekuresi.

Gdyby iść drogą to należałoby obejść wzgórze i do pokonania miałbym kilka kilometrów. Tymczasem na przełaj było znacznie bliżej, ale nieco trudniej. Tę trasę też wybrałem. Tuż za jednym z nowych hoteli skręciłem w prawo i zacząłem się wspinać po mocno przeoranym zboczu wzgórza. Po drodze wszedłem do jednego z bunkrów. Wejście było małe i ciasne, w dodatku całe zarośnięte chaszczami. Bunkier był ciasny i dość przygnębiający w środku. Na domiar złego tuż za mną zaczęło szczekać jakieś wielkie psisko, które nie miało pokojowych zamiarów. Gdy już zająłem pozycję obronną wewnątrz bunkra zagrożenie się oddaliło.

Saranda (Albania)Saranda - bunkier (Albania)

Nie czekając aż psisko wróci szybkim krokiem ruszyłem dalej. Wspinaczka była dość interesującą zabawą. Co chwila napotykałem jakieś rozpadliny albo ostre krzaki, które trzeba było obchodzić. Przez chwile pomyślałem o wężach, ale na szczęście żadnego nie spotkałem. Natknąłem się natomiast na nie jeden czy dwa bunkry, ale na całą linię obronną. W jednym szeregu znajdowało się kilkanaście bunkrów połączonych ze sobą głębokimi okopami. Wejścia do schronów były zamaskowane i nawet dzisiaj ciężko by mi było tam wejść. Linia umocnień ciągnęła się chyba przez całe wzgórze.

Kolejną ciekawostką było ogrodzenie z drutem kolczastym, pod którym należało się przeczołgać. W jednym miejscu siatka była nieco odgięta, więc obyło się bez większych podkopów. Na szczęście zapora nie była pod napięciem. Po przejściu na druga stronę, i ominięciu kilku ruinek było się prawie na miejscu. Na szczycie wzgórza również znajdowało się kilkanaście bunkrów, tym razem jednak porozrzucane były one bez żadnego planu.

Twierdza Lekuresi obecnie została zaadaptowana na luksusową restaurację, z której rozciągają się wspaniałe widoki na miasto i zatokę. Pięknie tez widać leżącą niedaleko wyspę Korfu i tereny za miastem. Z samej twierdzy zachowały się tylko części murów, te najbardziej okazałe znajdują się od strony wejścia na jej teren. Po prawej stronie tuż obok zabytkowych militariów znajdują się piękne malowidła, które przywodzą na myśl okres świetności tego miejsca. W twierdzy nie zabawiłem zbyt długo. Kupiłem butelkę wody i przez chwilę kontemplowałem wspaniałe widoki.

Do miasta wróciłem tą samą drogą. Przez chwilę posiedziałem z rodzinką na plaży, po czym wszyscy razem poszliśmy na długi spacer po promenadzie i okolicznych uliczkach.

Saranda - Ruiny Synagogi (Albania)Saranda - Twierdza Lekuresi (Albania)

Przez chwilę szukaliśmy jakiegoś lokalu, gdzie obsługa mówiłby choć trochę po angielsku, na próżno. W końcu wybraliśmy lokal, w którym obsługa wykazywała się największym entuzjazmem i zamówiliśmy danie na talerzu z dodatkową porcją sałatki.

Po powrocie do hotelu usiedliśmy na tarasiku i wspólnie z właścicielem obiektu sprawdziliśmy smak miejscowego piwa, a później Rakiji.

Dariusz Maryan
Najpopularniejsze Podróże małe i dużeAlbania, najczęściej zadawane pytania – przewodnikKsamil / Εξαμίλια (Albania) – Raj na ziemi – przewodnikPalenica Białczańska – Wodogrzmoty Mickiewicza – Morskie Oko (Tatry) – przewodnikKłodzko i Kotlina KłodzkaWisła Czarne – Kaskady Rodła – Barania Góra – Przysłop – Wisła Czarne (Beskid Śląski) – przewodnik
Najwyżej oceniane Podróże małe i dużeKrzywy zaolziański Kościół św. Piotra z Alkantary, Karwina (Czechy)Palenica Białczańska – Morskie Oko – Szpiglasowy Wierch – Dolina Pięciu Stawów Polskich – przewodnik (Tatry)Łysa Góra (Góry Świętokrzyskie)Karnawał w OsloŚwiątynia Lotosu (Delhi)
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialePlaża w Ksamil (Albania)Najwyżej oceniane:Nazca
Oceń zamieszczony obok artykuł.

Komentarze do zdjęć:

Saranda - Twierdza Lekuresi (Albania)

: super miejsce

Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.